sobota, 21 sierpnia 2010

BC Groan 12

Zamiast wstępu:

Naruto: Khem khem, dobrze mnie słychać?
Sasuke: W ogóle cię nie słychać, młotku. Włącz mikrofon.
Naruto: Cicho bądź, draniu. Przeszkadzasz w zapowiedzi.
Sai: Mniejsza z zapowiedzią! Nareszcie!
Sakura: Co nareszcie?
Sai: Nareszcie nowy rozdział! Już się bałem że nigdy nie dane mi będzie naszkicować tego głupka.
Naruto: Przestańcie mnie przezywać!
Sasuke: Weź nie rób z siebie idioty większego, niż jesteś.
Sakura: Swoją drogą, co myślicie o nowym rozdziale? Mnie się podoba, chociaż nie gram w nim duzej roli.
Sai: Zupełnie jak w opowiadaniu...
Naruto: Mógłbym nie stać przez pół rozdziału w przeciągu...
Sasuke: Phi.
Sai: Za to akcja wreszcie idzie do przodu. Bo do tej pory autorka ciągnęła ją gorzej, niż Naruto druta w dziesiątym rozdziale.
Naruto: Co?!
Chouji: A ja chciałbym mieć większą rolę...
Sakura: Naruto, kiedy dasz się w końcu pocałować Sasuke?
Naruto: *czerwieni się*
Sai: Nigdy! Bo on będzie mój!
Sasuke: Phi!
Gaara: Czy wy nie mieliście czasem zaprosić do czytania?
Sakura: A, tak...!
Wszyscy: Enjoy the chapter!!!

...............................................................


Naruto powoli uchylił drzwi do garażu. Poranne słońce oświetliło krzywe półki, kulawe szafki, kolekcję dziecięcych rowerków, stosy pudeł i mnóstwo pierdół trudnych do zakwalifikowania, wszystko pokryte grubą warstwą kurzu. Nieznaczna jego ilość dostała się chłopakowi do nosa i zakasłał przeraźliwie. Zapytana ubiegłego dnia o możliwość używania garażu do prób zespołu matka rzekła jedynie, że nie ma nic przeciwko, o ile nie będą zbyt głośne. Tę kwestię Naruto dyplomatycznie przemilczał, obiecawszy jej, że uprzedzi o piątkowych próbach sąsiadów tak, żeby wszyscy byli zadowoleni. Kushina zgodziła się więc, zapewniwszy swojemu matczynemu ego poczucie, że robi coś dla syna, zaś wniebowzięty Naruto mógł głosić radosną nowinę drogą sms-ową zespołowi, przypominając, żeby przynieśli ze sobą instrumenty oraz dzwonić do Saia i umawiać się na wspólne spotkanie z Gaarą.
Teraz stał w wejściu do garażu i próbował opanować chęć kichnięcia. Ile czasu upłynęło, odkąd ktoś tu sprzątał?... Z pewnością rok, jeśli nie więcej. Cóż, patrzenie się na rupiecie nie sprawi, że znikną, zakasał więc rękawy i zabrał się do porządków.
Pracował bez wytchnienia do południa, segregując, wynosząc, zamiatając i układając. Matka, zdziwiona zapałem, z jakim to robił, odwiedziła go parę razy, przynosząc sok czy przekąski. Odpowiadał jej czystą wdzięcznością, co nastroiło pozytywnie również Kushinę. Jej nieufność w stosunku do idei gry syna w zespole w ich własnym garażu (z naciskiem na to ostatnie) stopniowo malała. Ot, hobby, niezagrażające przyszłości chłopca, ani uszom sąsiadów. Tak przynajmniej myślała.
Druga po południu. Naruto wyprostował się jęknąwszy cicho, gdy w kręgosłupie odezwało się bólem długotrwałe wynoszenie rupieci. Garaż pod jego pracowitymi rękami z graciarni przemienił się w całkiem przyjemne miejsce do ćwiczeń. Nawet po wstawieniu perkusji i piecyka będzie sporo miejsca dla zespołu. Chłopak postarał się też o stolik i kilka krzeseł, żeby było gdzie odpocząć w przerwie pomiędzy piosenkami. Wszelkie tałatajstwo, którego nie dało się wyrzucić, popakował w pudła i postawił w kącie tuż przy drzwiach łączących garaż z mieszkalną częścią domu. Zwykle drzwi te były zamknięte na klucz, teraz jednak stały otwarte na oścież, a o framugę stała oparta jego mama, uśmiechnięta jak nigdy.
- Bardzo się napracowałeś – stwierdziła.
Naruto zaśmiał się w odpowiedzi. Śmiech jednak zamarł mu na ustach, gdy spojrzał na zegarek. Za pół godziny miał przyjść Sai.
Nie powiedział matce o pozowaniu, bo jak przyznać się komuś do czegoś takiego? Musiał jednak powiedzieć jej coś, co będzie trzymało ją z dala od drzwi do garażu. Jęknął. Co miał jej powiedzieć? Żeby nie wchodziła? Zapyta, dlaczego i co on wtedy odpowie? Zamknąć się na klucz z Saiem też nie mógł, bo jakby to wyglądało? Pozostaje mieć nadzieję, że matka się czymś zajmie i zwyczajnie nie będzie chciała do nich zaglądać.
Dzwonek do drzwi. Sai. Wcześnie przyszedł.
- Yo! – przywitał się brunet gdy tylko Naruto otworzył drzwi – Garaż gotowy?
- Mhm – mruknął blondyn robiąc mu przejście – Wchodź.
Po dotarciu do miejsca artystycznej egzekucji tego ostatniego, Sai zajął się rozkładaniem narzędzi tortur takich jak sztaluga, ogromnej wielkości szkicownik i ołówki różnego rodzaju. Naruto obserwował to wszystko jak skazaniec, jednocześnie modląc się, żeby wszystko przebiegło szybko i w miarę bezboleśnie. Matka, co skonstatował z ulgą, właśnie brała się za wyszywanie, co gwarantowało co najmniej dwie godziny spokoju.
- Dobra, gotowe! – oznajmił radośnie Sai
Naruto westchnął potępieńczo i zamknął drzwi od korytarza. Tym samym zostali odcięci od świata i potencjalnych niechcianych widzów mającego się zaraz rozpocząć show.
- Tylko, kurwa, szybko! – mruknął do przyjaciela, po czym rozsunął bluzę.

..........................

O tak! Sai bał się tego momentu a jednocześnie na niego czekał. Jego nagi Ateńczyk właśnie uwalniał się od niepasującego do niego współczesnego odzienia.
Celebrował wzrokiem każdy ruch, pozbywający go kolejnych sztuk odzieży.
Bluzy.
Koszulki.
Butów.
Spodni...
I oto wspaniałe ciało wydobywa się na światło dzienne. Jakże niepotrzebnie przysłaniane jest na codzień grubą warstwą odzieży...! Ciemna skóra i napinające się pod nią i rozluźniające z każdym ruchem mięśnie, do tego cudowne, jasne włosy i oczy, które przywodziły na myśl w tej boskiej całości, kolor morskich fal w upalny, letni dzień – wszystko to prezentowało się bez mała doskonale, a opinia ta była jak najbardziej zgodna z prawdą, nieprzyćmiona miłością, która wszak jest ślepa i zasłania zwykle niedoskonałości ukochanego.
Brunet zamknął oczy i z najwyższym wysiłkiem opanował narastające uczucie pożądania. Nie może przecież podniecać się modelem, do cholery! W końcu jest profesjonalistą.
Zerknął kątem oka na obróconego do niego plecami blondyna, składającego ubrania w kostkę. Mięśnie ramion prężyły się delikatnie wraz z każdym ruchem chłopaka.
Kurwa, nic z tego. Kocha go i nie zdoła opanować tego uczucia. Może jedynie spróbować opanować swe zachowanie. Odetchnął i policzył do pięciu, uspokajając powoli emocje odzywające się sztywnością dolnej części ciała. Dobrze, że blondyn nie zdjął majtek. To by już było za wiele dla naszego artysty.
Naruto tymczasem skończył składać ubranie i, naburmuszony, odwrócił się do przyjaciela.
- No, i co teraz? – mruknął – Mam stać? Usiąść?
Sai przełknął ślinę i podszedł do blondyna takim krokiem, jakby się zbliżał do nie do końca oswojonej bestii. Ową bestią, gwoli ścisłości, było jego własne pożądanie.
- Stań bokiem... Wysuń prawą nogę do przodu, tak jakbyś był w trakcie biegu, rozumiesz?
- Tak? – Naruto westchnął, ugiąwszy nogę w kolanie. Jak mus to mus. Byle szybciej.
- No.. nie do końca – Sai powoli przechodził w artystyczny żywioł, który zagłuszał pierwotne instynkty – Trochę do przodu, o! Teraz dobrze. A lewą do tyłu. Może być. Lewą rękę podnieś do góry, nad głowę. Nie tak! – syknął zniecierpliwiony.
- A jak?
- Tak! – Sai nie do końca zdając sobie sprawę z tego, co robi, chwycił ramię blondyna i ustawił je w pożądanej pozycji. Jednocześnie pod wpływem dotyku po jego ciele przebiegł prąd, który sprawił, że brunet zamarł na dwie sekundy uświadomiwszy sobie, że właśnie dotyka obiema dłońmi nagiego ciała swego ukochanego.
O Jezu...!!!
Odwrócił się gwałtownie próbując się opanować.
– Co? – skrzywił się Naruto, oczywiście niczego nie pojmując – Dalej jest źle?
- N-nie, może być – odpowiedział niewyraźnie Sai, bojąc się nawet spojrzeć na blondyna.
- A co z drugą ręką?
- Zostaw tak, jak jest – jęknął ratując się ucieczką za sztalugę.
Tam odetchnął parę razy głęboko i znów powoli policzył do pięciu. Uff, już lepiej. Gdyby Naruto to zauważył...!
- Ej, kurwa, szkicuj szybciej! Za jakieś czterdzieści minut przyjdzie reszta zespołu!- odezwał się lekko spanikowany Naruto. Zegarek wskazywał za dziesięć trzecią. Zaklął pod nosem. Myśl, jak zespołowi spodoba się garaż i nowy gitarzysta stresowała go, ale prawdziwym źródłem zdenerwowania, choć nigdy by się do tego przed sobą nie przyznał, był Sai. Ich wieloletnia znajomość zawsze była tylko przyjaźnią i do głowy Naruto nigdy nawet nie przyszła myśl, by mogła przerodzić się w coś większego. Teraz, gdy stał przed nim niemal całkiem rozebrany, choć nie powinien czuć w stosunku do przyjaciela skrępowania, to jednak miał ochotę jak najszybciej się zasłonić. Sytuacja różniła się od tych wszystkich wygłupów, kiedy to kąpali się w basenie czy biegali w upały po parku bez koszulek. W pozowaniu do obrazu było coś intymnego a co za tym idzie - niewłaściwego, pełnego podtekstów bynajmniej nie artystycznych. Naraz wspomniał niegdysiejszą rozmowę z przyjacielem na temat seksu, w której przez chwilę myślał, że Sai chce się z nim przespać, i dostał dreszczy. Przeklął swoją wyobraźnię.
- Trzeba ich było umówić na później. Nie wiem, czy zdążę – westchnął brunet zabierając się wreszcie do przenoszenia sylwetki Naruto na papier.
Przez dwie minuty nikt się nie odzywał. Sai szkicował, a Naruto, odpędziwszy wszelkie erotyczne skojarzenia, starał się nie ruszać. Taki stan rzeczy dla blondyna jednak nie mógł trwać długo.
- Za cicho tu. Włącz radio.
Prośba ta lekko zniecierpliwiła Saia, który na dodatek ciągle musiał opanowywać uczucia kotłujące się w nim wraz z każdą stawianą na papierze kreską, ale posłuchał, przekręcając gałkę stojącego obok na półce urządzenia. Złapawszy jakąś stację wrócił od razu do szkicowania.
- Szalalala, zrób mi dobrze w rytmie SKA! – zaśpiewało radio.
Obaj z Naruto podskoczyli w miejscu, każdy ze swoich powodów.
- Przełącz stację – stęknął Naruto, któremu pot wstąpił na czoło.
Sai posłusznie przekręcił gałkę. Z głośnika dały się słyszeć kojące dźwięki gitary, na co obaj odetchnęli z ulgą.
Naruto już miał się oddać neutralnym myślom o aktualnym repertuarze kinowym, gdy z radia popłynął zachrypnięty męski wokal:
- Rape me...
Sai złamał rysik.
- Rape me, my friend...
Po chwili Naruto odzyskał mowę.
- Wyłącz to...!
Sai szybkim ruchem wyłączył urządzenie, po czym schował się za sztalugą. Cholera...! Znowu musiał policzyć do pięciu.

................................

Ponoć cisza też może być dźwiękiem. Bez większych zakłóceń upłynęło im więc kolejne pięć minut do czasu, gdy nie zabrzęczał dzwonek do drzwi. Naruto uniósł brwi zerkając jednocześnie na zegarek. Pięć po trzeciej. Chyba ktoś do mamy... Usłyszał, jak matka wychodzi z pokoju i otwiera drzwi. Usłyszał niewyraźne słowa powitania, przytłumione przez ściany i odległość dzielącą ją od garażu. Sai w ogóle nie zwrócił na to uwagi, pochłonięty szkicowaniem. Lekki śmiech, dochodzący z mieszkania. Kroki... poszli do kuchni. Dwie albo trzy osoby. Naruto odetchnął z ulgą. Mama chyba robi herbatę, bo z kuchni dał się słyszeć szczęk talerzyków i filiżanek. Blondyn odprężył się, gotów zapomnieć o gościach mamy, gdy wtem, zupełnie znienacka dały się słyszeć szybkie, zdecydowane kroki i zanim Naruto zdążył choćby drgnąć drzwi od garażu rozwarły się ukazując przerażonemu blondynowi Sasuke, Choujiego i Sakurę trzymających w dłoniach talerzyki z ciastem, a Sasuke, Choujiemu i Sakurze z kolei – ich kolegę z zespołu niemal w stroju Adama, zamarłego w geście ucieczki na tle bielonych ścian i złożonych na podłodze dżinsów.
W Naruto jakby grom strzelił.
Zespół też stał jak sparaliżowany dobre pięć sekund, zanim Sai nie wychynął zza sztalugi, żeby zobaczyć, co się właściwie dzieje. Zobaczywszy miny przybyłych, zwłaszcza minę znienawidzonego Sasuke, parsknął niekontrolowanym śmiechem, ściągając na siebie spojrzenia obecnych.

.................

Sasuke w zasadzie nie jadał słodyczy, ale matka blondyna tak miło się uśmiechała, krojąc ciasto, że ustąpił. Co tam, najwyżej później odda swoją porcję Choujiemu. Swoją drogą, niezły kontrast – kilka dni temu nie wiedziała gdzie jest kuchnia, tak była zalana, a dziś ze zręcznością gospodyni pierwszej klasy przygotowywała poczęstunek. Naruto, mieszkając z nią, musiał się czuć jak na huśtawce.
Właśnie dowcipkowały sobie z Sakurą, gdy Sasuke doszedł do wniosku, że zamiast siedzieć i ich słuchać, pójdzie znaleźć blondyna. Pani Uzumaki twierdziła, że jest w garażu, wziął więc swój talerzyk i skierował się do drzwi, na co Chouji i Sakura też się podnieśli, a matka Naruto oznajmiła, że za pięć minut przyniesie im do garażu herbatę.
Od kuchni do przyszłego miejsca ich prób było dosłownie parę kroków, po chwili więc naciskał już klamkę, ciekawy, jak też prezentują się owe cztery ściany i czy zmieszczą tam wszystkie instrumenty łącznie z własnymi osobami. Ciekawe też, jak będzie wyglądać ich przyszłość w tym pomieszczeniu i czy rodzina Naruto okaże się lepszą lokatą dla zespołu niż rodzina Choujiego. Naruto chyba o to zadba, nie? W końcu zależy mu na zespole. No i chyba zależy mu też, przynajmniej troszkę, sądząc po jego zachowaniu na...
Uśmiechnął się, pchnąwszy drzwi.
Spodziewał się półmroku, ścian zastawionych półkami z mydłem i powidłem i tego głupiutkiego blondyna segregującego stare komiksy albo robiącego coś równie niepotrzebnego a rozczulającego.
Zamiast tego dane mu było zobaczyć nagie wcielenie seksu na tle białych ścian, pochylone jakby do biegu, z jedną ręką uniesioną we władczym geście do góry i wyrazem twarzy jak u kosmity pierwszy raz korzystającego latającym talerzem z Mc’Drive’a.
Powiedzieć, ze Sasuke zamurowało to za mało.
Jego sparaliżowało, rozlegle i całkowicie. Był tak zaskoczony, i to zarówno sytuacją jak i hmmm... proporcjami znajdującego się przed nim okazu, że nie mógł sformułować myśli. Gdzieś za nim Sakurze ciasto o mało co nie spadło z talerzyka na podłogę.
Wtem usłyszał śmiech i jak namagnesowany odwrócił głowę w tamtym kierunku. Ujrzał tego pierdolonego geja, który rościł sobie prawa do Naruto. Patrzył teraz na Sasuke z jawnym rozbawieniem, szydząc z niego całą swą zwycięską sylwetką.
Bruneta diabli wzięli. Wszystko zniknęło, został tylko ten drwiący uśmiech. Nagi Naruto w zamkniętym garażu z tym popaprańcem? Złość nim trzęsła na samą myśl, co mógł z nim tu robić. Wysiłkiem woli opanował chęć brutalnego starcia Saiowi z oblicza tego paskudnego uśmieszku, ale niewiele, naprawdę niewiele brakowało... Wystarczyłaby tylko jedna kropla, żeby przepełnić czarę wściekłości.
- Oj oj, trzeba było zapukać – wygłosił perfidnie Sai patrząc Sasuke w oczy.
To była ta kropla.
Talerzyk z ciastem momentalnie powędrował do Sakury, zaś sam Sasuke doskoczył do niego jak błyskawica i, szarpnąwszy za koszulkę tak, by stracił równowagę i poleciał w jego kierunku, uderzył go zwiniętą pięścią w szczękę. Jak przez mgłę zarejestrował okrzyki grozy zespołu.
Sai poleciał parę metrów w tył, omal nie przewracając sztalugi. Zanim jednak Sasuke zdążył podejść do niego i poprawić, tamten już był na nogach i z nienawiścią w oczach przygotowywał się do odparcia ataku. Sasuke zmienił więc kierunek i spróbował podciąć rywalowi nogi, na co on obrócił się w miejscu unikając uderzenia i biorąc rozpęd do ciosu. Uchiha z łatwością złapał lecącą w jego kierunku pięść i odepchnął ją tak, że jego przeciwnik zachwiał się, na moment znów tracąc równowagę. Ruszył na niego z zamiarem dokończenia dzieła, gdy wtem czyjeś ręce oplotły go od tyłu, uniemożliwiając ruch. Chouji.
- Co robicie, debile?! – wrzasnął Naruto unieruchamiając w ten sam sposób już podnoszącego się z zamiarem kontynuowania walki Saia.
Sasuke widział jego nagie ramiona zaciskające się na ciele tego skurwysyna i szarpnął się w dzikiej furii.
- Dosyć! Spokój!
- Naruto, coś się stało? – dał się słyszeć z kuchni głos Kushiny
- Już wszystko w porządku, mamo – odkrzyknął Naruto patrząc surowo w oczy Sasuke.
Sai zdążył się już uspokoić, a teraz, uwolniwszy się z objęć Naruto, doprowadzał się do porządku z zimną wyniosłością. Z Sasuke też powoli opadały emocje, jednak nienawiść na bruneta wciąż w nim pulsowała, jak niedający się ujarzmić drapieżnik, który tylko odkłada polowanie w czasie nie rezygnując z niego bynajmniej.
Sztaluga.
Wyszarpnął się Choujiemu i podszedł do niej, odprowadzany nienawistnym wzrokiem artysty. Zobaczył zarys sylwetki olimpijczyka lub gladiatora, noszący wszelkie cechy sylwetki jego blondwłosego kolegi z zespołu. Ten widok pozwolił mu wreszcie zrozumieć sytuację, nie uspokoiło go to jednak. Wręcz przeciwnie.
- Naruto – szepnęła Sakura do ucha blondynowi – Ubierz się lepiej. Twoja mama zaraz tu przyjdzie...
Jakby na zawołanie dały się w tym momencie słyszeć radosne kroki pani domu. Naruto zbladł, po czym wpadł w panikę, co widząc, Haruno jednym zdecydowanym ruchem wepchnęła go za półotwarte drzwi ukrywszy go w ten sposób przed wzrokiem matki.
- Oto i herbata – powiedziała Kushina wesoło, zanim jednak zdążyła zrobić choćby krok do środka, Sakura odebrała jej tacę z żelazną stanowczością i uśmiechem miłej i uczynnej wolontariuszki.
- Bardzo dziękujemy! – powiedziała głośno, stawiając odebraną tacę na stoliku.
- A gdzie Naruto? – zapytała zaciekawiona Kushina rozglądając się w progu po garażu, na co oddzielony od niej jedynie paroma centymetrami drzwi blondyn niemal dostał drgawek.
- Poszedł do łazienki – skłamała gładko Sakura podchodząc do kobiety i uśmiechając się do niej szerokim uśmiechem pensjonarki, wyrażając jednocześnie całą swą sylwetką prośbę, aby Kushina pozostawiła młodzież w spokoju. Czasem dorośli reagują na takie niewerbalne przesłania, o ile mają dostatecznie rozwiniętą inteligencję emocjonalną. Kushina należała do tej grupy dorosłych, wycofała się więc z uśmiechem zamykając drzwi i nieświadomie odsłaniając zespołowi totalnie wymiętoszonego psychicznie blondyna, który odruchowo zasłaniał jeszcze nagość rękoma nie rozumiejąc, że zagrożenie już minęło.
Przez chwilę wszyscy milczeli, zastanawiając się, kto podejmie temat.
Zrobiła to Sakura. Nie tak jednak, jakby chciał tego Naruto.
- Czy.. w czymś wam przeszkodziliśmy? – zapytała delikatnie i całkiem serio, na co Chouji roześmiał się tubalnie, Sasuke, zgrzytnął zębami a Naruto, zbudzony z odrętwienia, zaczął gęsto tłumaczyć.
- Pozowanie do obrazu? – spytała Sakura ze zdziwieniem, wyławiając z jego bełkotu sens – Ale... czemu dzisiaj i w takim miejscu? Przecież wiedziałeś, że przyjdziemy?
- Mieliście przyjść o wpół do czwartej!!
- Nie, Chouji przysłał mi smsa, że mamy być na trzecią...
- Chouji, zabiję cię!!
- Ale czemu pozowałeś do obrazu, skoro tak ci się to nie podoba?
- Z-zakład...
- Co?
- Przegrałem zakład... – ale by mu dała, gdyby wiedziała, jaki.
Sasuke spojrzał na Saia, unosząc brwi. No, to sporo wyjaśniało. W głębi duszy wiedział, że Naruto nie poszedłby na taką przysługę dobrowolnie, ale miło było się o tym przekonać na własne uszy.
Sai udał, że go ignoruje. Ich walka dopiero się zaczynała. I ciemnowłosy basista zaraz się o tym przekona!
- Naruto – powiedział głośno – Będę musiał dokończyć obraz. Przyjdź jutro do mnie, do pracowni. Tam przynajmniej nikt nam nie będzie przeszkadzał – przy ostatnich słowach rzucił Sasuke wyzywające spojrzenie, żeby wiedział, kogo miał na myśli.
Brunet zmarszczył brwi. O, ty gadzie kurewski! Chcesz wojny? No, to będziesz ją miał!
- Widziałbym prostsze rozwiązanie – rzucił, pozornie od niechcenia – I wygodniejsze dla Naruto, skoro pozowanie tak mu się nie podoba.
Sai słysząc ostatnie słowa poczuł się, jakby brunet dźgnął go szpilką. Nie podoba się...!
- Jakie? – spytał Naruto. Zapinał właśnie spodnie i, szczerze mówiąc, niewiele do niego w tej chwili docierało z atmosfery między dwoma kolegami. Chouji i Sakura też nie do końca zdawali się rozumieć powód, dla którego aż tak sobie dogryzali, ba, dla którego obili sobie mordy.
- Wystarczy zrobić zdjęcie! – powiedział Sasuke kładąc nacisk na ostatnie słowo – Jeśli masz aparat, zdąży się załatwić wszystko w ciągu pięciu minut.
- O! – zastanowił się Naruto – To świetny pomysł!
Sai zacisnął pięści.
- Więc po sprawie – powiedział zwycięsko Sasuke.
Na te słowa Naruto pobiegł po aparat. Sasuke zaś nachylił się do ucha Saia, kiedy reszta zespołu była zajęta czymś innym.
– Następnym razem – wyszeptał – jak znów będziesz chciał namalować Naruto, masz dzwonić do mnie. Jeśli się na to zgodzi, wtedy dostarczę ci tyle jego nagich fotek, ile uznam za stosowne. Na niektórych może być ze mną, jeśli malowanie takich konfiguracji też ci odpowiada – mówiąc to, z zaskoczeniem pojął, że nie żartował.
Sai rzucił mu nienawistne spojrzenie.

.....................

Po zrobieniu nieszczęsnego zdjęcia (zrobił je Sasuke, nie pozwalając Saiowi nawet zbliżyć się do aparatu) zespół mógł zająć się transportem rozłożonych na podjeździe instrumentów. Przenosili więc pracowicie pudła z perkusją, korzystając z głównego wejścia do garażu. Na zewnątrz nie było wcale zimno, więc zostawili je otwarte nawet po wniesieniu instrumentów. W tym czasie Sai powoli składał sztalugę, ociągając się jak tylko mógł. Nie chciał bowiem zostawiać Sasuke samego z Naruto, nieważne czy z zespołem czy bez. Nieco przed czwartą dał się słyszeć dzwonek do drzwi, na co Naruto wyszedł z garażu, by po chwili wrócić w towarzystwie ich gitarowego koła ratunkowego.
Sasuke poznał rudego gościa z urodzin Naruto.
- Gaara – przedstawił się wszystkim nowo przybyły.
Pozostali zaczęli do niego podchodzić, witając się i podając swe imiona.
Gdy nadeszła kolej Sasuke, podał mu rękę na powitanie i z zadowoleniem stwierdził, że uścisk dłoni Gaary jest mocny i konkretny. To świadczyło o sile i zdecydowaniu gitarzysty.
- Jak długo grasz na gitarze? – spytał
- Dobrych kilka lat.
- Interesuje cię gra w zespole?
- O tym zdecyduję dopiero, jak coś z wami zagram.
Taka odpowiedź podobała się Sasuke. Uśmiechnął się prowokująco.
- Najpierw będziesz musiał zagrać coś nam.
- Proszę bardzo – Gaara podjął wyzwanie.
Zdjął z ramienia swoją gitarę i zajął się podłączaniem jej do piecyka. Sakura, Chouji i Sai, na którego obecność mało kto zwracał uwagę, usiedli w oczekiwaniu na krzesłach. Naruto oparł się o stołeczek do perkusji a Sasuke skrzyżował ręce w milczeniu obserwując ruchy Gaary.
- Co zagrać? – spytał ten ostatni po zakończeniu przygotowań.
- Co chcesz.
Na ustach Gaary pojawił się chytry uśmiech. Co chce...?
Jego palce przesunęły się po strunach, sprawdzając dźwięk. Gitara była idealnie nastrojona.
Trącił więc struny lekko, przyciskając je jednocześnie na gryfie palcami lewej ręki. Sprawiał wrażenie, jakby wybierał konfiguracje przypadkowo, a mimo to uzyskiwał konkretną melodię płynącą leniwie i jakby od niechcenia. Naraz z pojedynczych dźwięków przeszedł do wygrywania tej samej melodii akordami, dokładnie tak zwanymi power chords. Melodia z leniwej przekształciła się w drapieżną, mimo iż nuty nie zmieniły się wcale. Naruto otwierał szeroko oczy ze zdumienia. Kurwa, ten Gaara jest lepszy od niego!! Mógłby z powodzeniem zastąpić go na pozycji lead guitar! Zerknął jeszcze ukradkiem na Sasuke. Brunet też był pod wrażeniem.
Gaara natomiast zmienił koncepcję gry, wygrywając teraz akordy do What We Came Here For, zapamiętane najwidoczniej z ich koncertu. Przeszedł z nich płynnie do solowej partii jednej z piosenek Jimmiego Hendrixa. Po skończeniu solówki zagrał jeszcze kilka mocnych, depresyjnych akordów i zakończył występ sześcioma prześmiewczymi dźwiękami składającymi się na początek ‘Happy Birthday’.
Gdy muzyka ostatecznie umilkła, odłożył gitarę i odwrócił twarz do zespołu.
A zespól nadal wybałuszał oczy. Sasuke miał minę jakby znalazł rubin w porcji ryżu.
- Zdecydowanie zagramy coś razem – powiedział w końcu, powodując tymi słowami w Naruto ukłucie zazdrości.
Na te słowa Chouji z Sakurą zerwali się z miejsc i podbiegli do Gaary, tak jak niegdyś podbiegli do Naruto, na pierwszej próbie BC Groan na jaką trafił. Sai bąknął słowa uznania, na które nikt nie zwrócił uwagi, na co ten się obraził, nieprzyzwyczajony do ignorowania własnej osoby. Teraz jednak w centrum uwagi był Gaara.
Naruto, tak jak inni, był pełen podziwu dla jego umiejętności, jednak coś w głębi jego umysłu zapragnęło nagle, żeby rudy złamał rękę i nie mógł więcej grać. Pragnienie owo wzmogło się, gdy patrzył na minę zadowolonego Sasuke.
Wzdrygnął się własną podłością. To było głupie i niskie, powiedział sobie. Musi po prostu więcej ćwiczyć!
W progu, przez nikogo niezauważona stała Kushina Uzumaki i ukradkiem obserwowała zebranych w garażu młodych ludzi. Chyba nie doceniła mocy brzmienia elektrycznej gitary. Prawdę mówiąc, było o wiele za głośno, lecz mimo to podobało jej się. Gotowa była nawet bronić młodzieży przed żądnymi ich krwi sąsiadami, gdyby zaszła taka potrzeba. Zadziwiona własnymi myślami, skierowała kroki do kuchni, spoglądając jeszcze ostatni raz na swojego syna. Wyglądał na zadowolonego i to liczyło się w tym wszystkim najbardziej.

...................................

Brought to you by:

Radyjko, a w nim:
Zabili mi żółwia - Zrób mi dobrze w rytmie SKA (tak, wiem ze scena z tym utworem traci rację bytu gdy się weźmie pod uwagę miejsce akcji XD)
Nirvana - Rape me (chociaż ja się osobiście sztachałam przeróbką tego utworu w wykonaniu Flow)

:)

12 komentarzy:

Kuroneko pisze...

I nadszedł czas, na który wszyscy czekaliśmy ];> No, w każdym razie ja na pewno. Khem, *przeczytała podziękowania Tohmy i urosła odrobinę co przy jej niewielkim wzroście i tak za wiele nie dało* Żartuję. Uważam, że zdecydowanie łatwiej wyłapywać cudze błędy niż własne, dlatego też, że tak powiem jesteśmy betami sobie wzajemnie :P No, ale przejdźmy do treści głównej rozdziału. Wow rozpocznę może od Kushiny, bo się tak akurat napatoczyła na początku. Jestem pod wrażeniem, że tym razem była trzeźwa, co więcej nawet porozmawiała nie tylko z Naruto (któremu swoją drogą nawet przekąski przyniosła wow!), ale i resztą zespołu. Brawa dla tej Pani :) Cała akcja Naruto-Sai jest wprost ...... XD bezbłędna xD Zaczynając od opisu Naruto oczami Saia, swoją droga bardzo mi się to podobało i nawet się na chwilę zatrzymałam przy opisie ciała Naruto. Nie. Nie jestem zboczona. Wyobraziłam sobie to, jak musiał czuć się Sai i powiem szczerze, że nie bylo mi do śmiechu. Obiekt jego westchnień stoi prawie że nagi tuż przed nim, w dodatku nie potrafi się dobrze ustawić do portretu i Sai musi mu pomagać. Ajć żelazne nerwy chłopak musi mieć, aż się dziwię, że się po prostu na niego nie rzucił. Chociaż z drugiej strony, wcześniejszy sposób kreacji jego osoby zdecydowanie temu zaprzecza. Kiedy doszłam do momentu radio to po prostu padłam na twarz XD Mimo tego, że wiedziałam co sie będzie święcić. Swoją drogą zabawna sytuacja przy kawałku Nirvany no ja myślę, że Naruciaka zmroziło, a Sai aż złamał rysik, bo pewnie wcześniej sam pomyślał o takim rape na Naruto ];> W każdym razie uśmiałam się. Muszę dodać, że podziwiam Saia, a raczej jego silną wolę. Naprawdę musi mu zależeć na blondynie skoro aż tak sie powstrzymuje. Chociaż z drugiej strony może tutaj chodzi o coś zupełnie innego? Taki stan rzeczy zdecydowanie mu wystarcza zważywszy na to, że mógłby całkowicie się od niego odwrócic. Nie jestem pewna czy Naruto zdaje sobie do końca sprawę, że uczucia Saia są szczere i jak na niego działa. Ale może to i lepiej. No to teraz przejdźmy dalej ^^
Wrauuuuuu : D Aż się zatrzymałam na dłużej przy tym "Zamiast tego dane mu było zobaczyć nagie wcielenie seksu" Wrauuuuu <3 Mina Saska musiała być wprost bezcenna :D Ten moment po prostu rządzi jak dla mnie xD Agresywny Sasuke to jest to! Tak sobie pomyślałam, szkoda, że tym ciastem w Saia nie rzucił XDDDDDDD Reakcja Naruto też zabawna, szkoda tylko, że to nie on odciągał Saska od Saia. No, ale cóż, nie można mieć wszystkiego... *westchnienie*
"O, ty gadzie kurewski! Chcesz wojny? No, to będziesz ją miał!" *padła na twarz* Sasuke jest geniuszem ];> No tak, oczywiście przecież możesz go narysować ze zdjęcia ];> Chociaż z drugiej strony to właśnie miało być karą, moze to i lepiej, że im przeszkodzono, chociaż nie powiem fajnie byłoby poczytać jak to Sai robi aluzje do naruciaka podczas pozowania. Może by go nawet pędzlem pomazał ];> *jej myśli biegną już zupełnie innym torem* Tekst Saska do Saia fenomenalny xD Tylko ciekawe czy Naruto pozwoliłby mu się sfotografować nago ];>
No i najlepsze na koniec czyli mój Gaara <3 mój Ci on mój <3 Mrrrrrrr <3 *STOP!* Czekałam na ten moment i sie doczekałam. Mrauuu już się nie mogę doczekać kiedy będzie z nimi ćwiczył, bo co za tym idzie będzie się częściej pojawiał, a tego mi wlaśnie do pełni szczęścia brakowało. Widzę, że Naruto już zaczyna sie robić zazdrosny o Gaarę :D Wrauuuuu może być ciekawie : ) Czekam z niecierpliwością na następny rozdział ;*
A tak na zakończenie powiem - świetny wstęp :)
:*

Virus Ci pisze...

Coraz bardziej żal mi Saia. Widać, że darzy blondyna szczerym uczuciem (i to pewnie już od dłuższego czasu) i zrobiłby dla niego wszystko. Słodka była ta scena z pozowaniem i jak Naruto zrzucał ciuszki : ) >cały ten czas żyłam nadzieją, że zaszalejesz i Uzumaki rozbierze się do rosołu : ( > ale w sumie może i lepiej, Sai by zupełnie już odleciał> Motyw z radiem był świetny, od przeznaczenia nie da się uciec, no! : )
Ach, uwielbiam sceny zazdrości w wykonaniu Uchihy. Bójka między Sasuke, a Saiem wyszła Ci przegenialnie i mogłabym napisać na jej cześć pieśń pochwalną i no kurwa, zajebiście to wyszło, chyba, aż przeczytam jeszcze raz! : )
Pomysł z zrobieniem zdjęcia był pro (chociaż szkoda, że Naruto już nie zagości w prywatnej pracowni Saia : ( ) i ta ogólna zaborczość Uchihy uhm : )
„– Następnym razem – wyszeptał – jak znów będziesz chciał namalować Naruto, masz dzwonić do mnie. Jeśli się na to zgodzi, wtedy dostarczę ci tyle jego nagich fotek, ile uznam za stosowne. Na niektórych może być ze mną, jeśli malowanie takich konfiguracji też ci odpowiada – mówiąc to, z zaskoczeniem pojął, że nie żartował” < Przy tym fragmencie kompletnie się roztopiłam, to jest cudowne, boskie ! : ) Od dzisiejszego rozdziału kocham Uchihe!
Gaara oczywiście również miał dobre wejście, ale jakoś poprzednie sceny zapadły mi w pamięć bardziej : ) (ciekawe czemu? : ))
Przepraszam za ten mało konstruktywny komentarz, ale całkowicie mnie oczarowałaś tym partem, do tej pory kwiczę z radości i chcę więcej!
Zrób mi dobrze w rytmie SKA ... <3~

Okej, kończę, pozdrawiam :* i czekam na kolejną część :)

Daimon pisze...

Jezus Maria! Alienku, szczęście Ty moje :D To było, było... no nie mam słów. Po prostu mnie zatkało. Nawet moja wyobraźnia nie podsunęła mi takiego scenariusza. Reakcja Sasuke na prawie nagiego blondyna, minę musiał mieć bezcenną. A potem Sai, uuu. W zasadzie dobrze, że reszta nie skupiała się za bardzo nad powodem reakcji Uchihy. No bo niby co takiego robił Sai, żeby obić mu twarz ;) Ale może jeszcze przyjdzie czas na refleksje, hiehie. Najlepsze jest to, nie wiem czy już pisałam, nie chce mi się wracać i szukać, że gdyby nie Sai, to Sasuke zapewne nie patrzyłby w ten sposób na Naruto ;) No a teraz ma rywala. A Sai? Biedaczek, jego miłość prawie w negliżu, wyginająca swe wdzięki przed jego nosem, a on NIC nie może z nim zrobić! Świetnie opisałaś całą sytuację. Do tego ta muzyka! Jeden kawałek lepszy od drugiego ;) Nie ma to jak stworzyć odpowiednią atmosferę ^^ No i jeszcze wisienka na torcie: ZDJĘCIE! Mistrzostwo świata! Jakie to proste. I ten tekst Uchihy, mrau.
Sakurka, no pięknie się zachowała, ma kobita łeb na karku. Ciekawe jaką zrobi minę, jak się okaże, że jej bożyszcze leci na Naruto ;)
No i Gaara :D Ja tu sobie myślałam, że przyjdzie rudzielec i Sasuke będzie zazdrosny. No ale z iloma facetami można się prać o blondyna? A Ty, moja droga zrobiłaś nam psikusa, nie tyle nam co Uzumakiemu. Zdziwił się chłopak i pewnie teraz pluje sobie w twarz i przeklina w myślach Hinatę, że odeszła ;) No ciekawie się robi, ciekawie. Zobaczymy, czy Naruto poleci ze swojego gitarowego miejsca, w końcu Gaara okazał się lepszy. Wszystkim się spodobał, nawet, o zgrozo! Sasuke. Uzumaki nie jest już, tym świeżym, zdolnym nabytkiem. Ech te rywalizacje, emocje, miłości, zazdrości! Bez tego nie ma życia. My bez tego nie potrafimy żyć ;) Nie mogę się doczekać cóż to dalej nam pokażesz.
I jeszcze Kushina. Mam nadzieję, że będzie się trzymała do końca próby, że nie odwinie jakiegoś numeru. A może to będzie dla niej dobra terapia? Takie sobotnie popołudnia bez alkoholu, na początek ;) Swoją drogą to ciekawe czy sąsiedzi się zbuntują i czy będzie musiała bronić młodych przed krwiożerczą gawiedzią ;)
Co ja tu mogę moja droga, pozostaje mi życzyć jeszcze więcej wena i czasu na takie cuda :D
Ściskam Cię mocno i czekam z (nie)cierpliwością na próbę i kolejne wojny o uczucia.
Ach i wstęp! Świetny!
Jeszcze raz ściskam Cię :*

ikuko pisze...

Masz nowego czlonka w gronie fanów :) Naprawdę podoba mi się twój blog i styl pisania :D Jak tylko znajdę dłuższą chwilę, trafisz do linków na www.japanesse-people.blog.onet.pl :) Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

>W progu, przez nikogo niezauważona stała Kushina Uzumaki (...) spoglądając jeszcze ostatni raz na swojego syna. Wyglądał na zadowolonego i to liczyło się w tym wszystkim najbardziej.<
Och, lekka ironią? ;> Naruto umiera z zazdrości a kochana i przenikliwa mateczka jest szczęśliwa szczęściem syna? Urocze ;)
No to teraz od początku.
Jezuuu :D Jaki wstęp, zabiłaś mnie nim. Tylko nie wiem czy pozytywnie czy negatywnie. To było dość... eee... dziwne. Tak, to chyba dobre słowo. Dziwne i trochę mnie zaskoczyło. Trochę rozbawiło a trochę zniesmaczyło (bez obrazy ale zazwyczaj coś takiego widziałam na sweetaśnych onetowskich blogach). No nic mam nadzieję, że się nie gniewasz za to co powiedziałam, to po prostu moje zdanie. A że uważam Cię za ponadprzeciętną blogerkę, to wybaczam ci te ekscesy ;D W końcu każdy ma jakieś fetycze, małe lub większe.
Jeśli zaś chodzi o tę wyczekiwaną scenę pozowania to zaskoczyłaś mnie tym, że Naruto jednak nie był nago. W poprzednich rozdziałach podkreślałaś ten mały szczegół. W końcu akt, to akt :) A mina Sasuke - jak i reszty zespołu - gdyby zobaczyli naszego biednego Uzumakiego w stroju Adama byłaby więcej niż bezcenna, haha! ;D
>– Następnym razem – wyszeptał – jak znów będziesz chciał namalować Naruto, masz dzwonić do mnie. Jeśli się na to zgodzi, wtedy dostarczę ci tyle jego nagich fotek, ile uznam za stosowne. Na niektórych może być ze mną, jeśli malowanie takich konfiguracji też ci odpowiada – mówiąc to, z zaskoczeniem pojął, że nie żartował.
Sai rzucił mu nienawistne spojrzenie.<
definitywnie i niezaprzeczalnie zabiłaś mnie tym tekstem. Sasuke zawsze wie co powiedzieć ;D A biedny Sai taki bezradny... xD Ałł i jeszcze na deser Gaara i zazdrość Naruto :D
No lepiej być nie może :)
No nic to chyba tyle, czekam z niecierpliwością na 14 ;)
Buziaki dla ciebie! ;*
Koko

Siruwia pisze...

Przypełzłam tu...może trochę inaczej...
Z zainteresowaniem, niemałym zresztą, przybyłam tu z bloga SaNu, która gorąco polecała Twoją twórczość. Muszę więc przyznać, że się nie zawiodłam.
Od dłuższego czasu szukałam czegoś, co byłoby w stanie zająć mnie na dłużej niż dwa rozdziały. Przeważnie wtedy dochodziłam do wniosku, że opowiadanie nie ma w sobie tego czegoś.
Twoje jak widać ma, bo dotarłam do ostatniego rozdziału i w dodatku odczułam potrzebę przeczytania kolejnych.
Pokusiłam się też na komentarz, co jest ostatnio moją słabą stroną. Lenistwo zżera mnie od środka, poza tym nie znam się na tej całej stronie technicznej pisania, więc podzielę się tylko swoimi wrażeniami.
Jestem kompletnie zielona, jeżeli chodzi o jakiekolwiek instrumenty muzyczne. Jedyną melodią, kaką potrafiłam zagrać był 'wlazł kotek na płotek' i mój talent wraz z ta piosenką, pozostał gdzieś w podstawówce. Dlatego też, trudno mi wyobrazić sobie melodię, gdy opisujesz ją chwytami. Nie oznacza to, że jest to zbędne. A wręcz podoba mi się, bo widać, że autor jest zaangażowany w opowiadanie i nie jest to tylko fabuła w stylu "ma gitarę, jest w zespole, a teraz uganiamy się za Uchihą". Pokazujesz, że oni naprawdę potrafią grać i nie spychasz zespołu na drugi plan, na rzecz ich związku, który powoli dochodzi do skutku. Zespół jest cały czas tłem opowiadania i bardzo mi to odpowiada, bo ma ono swój charakter. Nie tak jak u mnie, gdzie przy 50 epizodzie, prawie już zapomniałam, że moi bohaterowie są w drużynie.
Dlatego też, mam nadzieję, u Ciebie nie ubędzie opisów gry na gitarze, bo sprawia to, że Twoje opowiadanie jest jeszcze bardziej oryginalne.
Podoba mi się Twój Naruto. Jest odpowiedzialny i potrafi się w odpowiednim momencie opanować. Mianowicie chodzi mi o sytuację z Hinatą. W zasadzie to ulżyło mi gdy przeczytałam o jej odejściu z zespołu. Pomimo to, że jest lubiana przeze mnie postacią, to w opowiadaniach jej nie lubię, zawsze z niej taka ciepła klucha. Zaskoczyłaś mnie tym, że umieściłaś ją w zespole. Nigdy jakoś nie wyobrażałam jej sobie w tej roli, a i prawdę mówiąc, nawet czytając o tym u Ciebie, nie potrafiłam jej sobie z wizualizować z gitarą.
Przejdę może do Sakury, która dziwnym trafem, jest dla mnie całkowicie obojętna. Ani mnie nie irytuje, ani nie ściąga na siebie uwagi jakoś specjalnie. I tutaj, sama zdziwiłam się tym, że nawet ją u Ciebie lubię. Oczywiście gdy przestanę wyobrażać ją sobie w ciuchach, które opisałaś..hehe..
Przyjaciele są potrzebni, a przyjaciele Naruto zdecydowanie nie dają o sobie zapomnieć. Biedny Sai z góry spisany jest na nieodwzajemnioną miłość, chociaż facetem wydaje się porządnym, a i w roli przyjaciela nie zawodzi.
Sasuke...co bym mogła o nim powiedzieć. To Sasuke. Fajnie wykreowany, utrzymałaś w ryzach jego charakter i uwydatniłaś jego cechy. Jest sobą, co mi się niezmiernie podoba.
Co do tego rozdziału, to zdziwiłam się, że pozostawiłaś na Uzumakim ten kawałek szmatki, potocznie zwany bielizną. Wprawdzie miałam małą nadzieję, że Sai się zmiłuje i odpuści, ale okazał się nieugięty. Poza tym, nikomu krzywdy nie robi.
Za to Uchiha wpadł na naprawdę genialny pomysł z tym zdjęciem. Coś mi się wydaje, że Naruto powinien mu adekwatnie podziękować.
Matka Uzumakiego się ogarnęła, ale ciekawe na jak długo. Hmmm...mam nadzieję, że podczas którejś z prób nie pokaże się w stanie wskazującym na spożycie.
No i Gaara. Dosyć tajemniczy z niego osobnik, ciekawe jakie ma korzyści z grania z nimi w zespole...mam nadzieję, że to się niedługo wyjaśni.
Tym akcentem zakończę i będę śledzić Twojego bloga, więc możesz spodziewać się komentarzy ode mnie.
Pozdrawiam.

Yumiko-chan pisze...

Po pierwsze... Wstęp do rozdziału był po prostu przezabawny... Mogłabyś robić taki przed każdym nowym rozdziałem... A najlepsze było pytanie Sakurci kiedy to Sasuś w końcu pocałuje Naruciaka :)
Po drugie... Sai jest strasznie zboczony i nie powiniene się zbliżać do Naruto... I osobiście uważam że Sasuke za mało mu przyłożył!
Po trzecie... Podobała mi się ta kwestia kiedy Sasuke mówił o tych zdjęciach co to wyśle Sai'owi i na których Naruś będzie razem z nim :)
A do tego świetnie opisałaś grę Gaary na gitarze :)

Z niecierpliwością czekam na następną nocię...

Pozdrawiam Yumiko

Sanu pisze...

Nie miałam okazji wcześniej skomentować, bo popsuła mi się komputer. Ten rozdział czytałam w pociągu, nie powiem, bardzo uprzyjemniał mi podróż:)
Co do treści:
Naruto rozesłał wszystkim sms-y, że mogą grać u niego w garażu, a nie dopisał tam godziny na potwierdzenie... On czasami powinien ruszyć główką, bo taki nalot towarzystwa, gdy siedział w samych gaciach na stołku mógł się skończyć o wiele gorzej:D Choć w sumie wyszło świetnie, więc cieszę się, że nie dopisał tej godziny.
Kushina jaka miła, nawet ciastem poczęstowała. Ja też miałam wrażenie, że Sasuke rzuci tym kawałkiem w Saia:)
"Po dotarciu do miejsca artystycznej egzekucji tego ostatniego, Sai zajął się rozkładaniem narzędzi tortur takich jak sztaluga..." Dobre, twoje teksty potrafią rozwalić:) Ale, czy dobrze pamiętam, Naruto miał mu pozować do aktu, tak? To dlaczego nie zdjął bokserek? Co to za akt w majtkach:D Choć w sumie dobrze, bo jeszcze Sai naprawdę by mu coś zrobił. Cholernie podobało mi się jak opisywałaś jego próby uspokojenia się i zapanowania nad własnym pożądaniem.
Scena z radiem - bezcenna.
- Rape me...
Sai złamał rysik.
- Rape me, my friend...
Nic dodać, nic ująć:D W ogóle w całej akcji z rysowaniem dało się wyczuć panujące tam napięcie. Ze strony Naruto zażenowanie, wstyd, zdenerwowanie. Ze strony Saia też zdenerwowanie, ale w innym wydaniu.
Sasuke był świetny w tej scenie zazdrości. Ale dlaczego nikt się temu nie dziwił, że zaatakował Saia? Przecież to wyglądało jak czysta zazdrość!
No i pomysł ze zdjęciem, wiesz sama na to nie wpadłam. może dlatego, że to miała być właśnie kara za przegrany zakład? A i dobrze, że wszystko zostało wyjaśnione, że nie było nieporozumień i dwuznacznych domysłów Sasuke. Hmm i to Uchiha musiał zrobić zdjęcie, no no, kolejny objaw: moje, nie oddam (mowa oczywiście o blondynie, choć przecież póki co są dla siebie jedynie "kumplami" z zespołu:D).
"– Następnym razem – wyszeptał – jak znów będziesz chciał namalować Naruto, masz dzwonić do mnie. Jeśli się na to zgodzi, wtedy dostarczę ci tyle jego nagich fotek, ile uznam za stosowne. Na niektórych może być ze mną, jeśli malowanie takich konfiguracji też ci odpowiada – mówiąc to, z zaskoczeniem pojął, że nie żartował." Oh ten fragment był genialny, zwłaszcza jego konkluzja.
No i końcówka, czyli Gaara i jego gra na gitarze. Tym razem to Naruto był zazdrosny, a Uchiha zafascynowany nowym gitarzystą. Mam nadzieję, że chodzi tylko o jego grę. Wiem, że dużo osób byłoby zachwyconych, gdyby okazało się, że Gaara podrywa Uchihę, ale ja patrzę na to inaczej. Drażni mnie, gdy nagle w ff okazuje się, że NAGLE w jednej paczce znajomych (tudzież zespołu) wszyscy są zainteresowani tą sama płcią. Dla mnie to nienaturalne, bo jednaj większość ludzi jest hetero. Ja mam nadzieje, że jedyne w czym Naruto będzie rywalizował z Gaarą, to gra na gitarze i nie będzie tu wątków rodem z telenowel.
Aha, coś mi się jeszcze przypomniało, ale to poza rozdziałem. W moim mieście znajomi zainicjowali i grali w galerii akustyczny "koncert Nirvany". Jak to bywa na takich koncertach ludzie siedzą na krzesłach. Ale w momencie, gdy zaczęli grać Rape me, to pewna grupa wyszła na środek galerii pogować:) Ta piosenka jednak coś w sobie ma:D
Ok, kończę już i z mam nadzieję, że następny rozdział pojawi się niedługo:)

haruka_t pisze...

No patrz, trafiłam na Twój blog z opowiadaniem. Muszę przyznać, że bardzo mi się spodobało. Chyba zacznę czytać od początku ^^ Motyw z radiem mnie powalił. Niesamowity klymat!! :)

Anonimowy pisze...

Czytam Twojego bloga od wczoraj bo przyjaciółka wysłała mi adres.. i muszę Ci powiedzieć kobieto że to jest prze zajebiste!! Wciągnęło mnie na maxa... Zyskałaś kolejną fankę xD więc proszę a wręcz błagam dodaj jak najprędzej nową notkę :)

Teme :)

Sasame pisze...

Na początku odniosę się do paradoksu sytuacyjnego, a mianowicie(choć wiem, że to piosenka znana przez każdego wielbiciela tego typu muzyki) do tego, że pod 11 wspomniałam o Nirvanie i zaraz po chwili mam Nirvanę, hehe. ( KURCZE! Gdyby Curt nie popełnił samobójstwa, pewnie byłoby o wiele więcej dobrych piosenek tego, legendarnego już, zespołu....ehh)

Jednak efekt osiągnęłaś kapitalny i śmiałam się pół minuty, co jak na mnie dość dużo ;)

Co do samej notki...Dlaczego mam niemiłe( bo nie lubię Sasuke w innym niż z Uzumakim zestawieniu) wrażenie, że pojawi się wątek SasuGaa? (krzywi się)
Wiem, wiem - skończy się SN( taką mam przynajmniej nadzieję, wychodząc z założenia, że nie chcesz pisać ffica z bad endem), jednak jestem na tyle hipokrytką, aby nie mieć skrupułów przy zestawianiu Naruto z kimkolwiek( każda reguła ma wyjątki, więc no Lee, Gai, Jiraya, Minato(może ładni razem, ale kaziroctwu stop! Zwłaszcza, że to drugi stopień), Konohamaru, Udon, Inari, Ebisu, Asuma, Choji, Zetsu...i jeszcze kilku, ale wierz mi, że Naruto ma pełen wachlarz), podczas gdy Sasuke w mojej wyobraxni ma prawo być tylko z Uzumakim( innych, łącznie z Gaarnkiem, zmiażdżyłby psychicznie

Damessa pisze...

"Sialalala zrob mi dobrze w rytmie ska.." ?! Hahaha...to mnie polozylo na glebe głośnymi salwami śmiechu.
Boze, a do tego jeszcze Kurt i jego cudny głosik? Kobieto do knucia intryg to jesteś po prostu stworzona.
ROzdział bardz...mmm moze wystarczy jedynie słowo "bardzo" ? xdd Tak ono z pewnoscia wszystko ujmuje.