niedziela, 26 września 2010

BC Groan 13

Khem, witam ^^' Właściwie nie mam nad czym się rozwodzić, BCG 13 się napisało, to się wstawia.
Enjoy.

............


Naruto obudził się z przeświadczeniem, że to będzie dobry dzień. Słońce słało ku niemu nieśmiałą wiązkę promieni, zwiastując kres jesiennych ulewnych deszczy, które nękały ludność Tokyo od sześciu dni. Blondyn odrzucił kołdrę i wstał energicznie, czując nagłą potrzebę duchowego zjednoczenia się z listopadową przyrodą. Na czym w jego mniemaniu miałoby polegać owo zjednoczenie? Do końca nie wiadomo, sam Naruto po prostu podszedł szybkim krokiem do okna i otworzył je szeroko, biorąc spory haust rześkiego porannego powietrza.
Była szósta rano, piątek.
Trochę za wcześnie na wstawanie do szkoły, zważywszy, że zaczynał lekcje o 08:30. Idealna to jednak pora na dokonanie pewnych postanowień, które w wyspanym, wypoczętym umyśle rodzą się w sposób naturalny. Postanowienie Naruto tyczyło się poprawienia swych umiejętności w zakresie gry na gitarze. Zaabsorbowany grą nowego kolegi na próbie sprzed tygodnia, przez sześć dni próbował dorównać mu poziomem ćwicząc zawzięcie, bez większych jednak rezultatów. Inaczej: rezultaty były, lecz nie takie, jakie sobie wymarzył, co wpędziło go w niemałą frustrację. Teraz jednak w jego głowie rodziły się nowe nadzieje na postęp, a w sercu dojrzewała decyzja o nie poddawaniu się. Zresztą, poddawanie się było ogólnie nie w stylu Naruto Uzumakiego. Wybitnie wręcz. Dlatego będzie jeszcze bardziej zawzięcie ćwiczył aż w końcu przegoni umiejętnościami tego paskudnego rudzielca. A co!
Na niebie ani jednej chmurki. Aż dziwne, gdy sobie przypomniał jak mocno lało poprzedniego dnia. Matka nie zniosła depresyjnego nastroju rozsiewanego przez pogodę, upiła się już dwa dni wcześniej, a teraz z wolna dochodziła do siebie. Właśnie w jeden z takich deszczowych dni ojciec ich zostawił. Po prostu wyszedł z domu i słuch po nim zaginął, a ona, jak nieświadomy swych działań robot, automatycznie celebruje pamięć tego wydarzenia w deszczowe dni - w wiadomy sposób.
Naruto westchnął. Na szczęście dziś będzie pogoda. Dziś będzie dobry dzień.

.....................

- Sakura, sprzątanie skończone, chodźmy już do domu!
Dziewczyna zamknęła drzwi szkolnego schowka na środki czystości i przytaknęła koleżance z uśmiechem, jednocześnie zerkając na zegar zawieszony nad drzwiami. Dziś wypadał jej dyżur sprzątania sali i ogólnie nie miałaby nic przeciwko, gdyby nie oznaczało to spóźnienia na próbę. Sasuke będzie wściekły.
- Niech to szlag, już prawie czwarta!
- Mhm. Spieszysz się gdzieś?
Szybko narzuciła na siebie długi, jasny płaszcz. Ostatnio wieczory były naprawdę chłodne.
- Mam próbę, jak zwykle w piątek.
- A przecież mówiłaś, że nie będziecie już grać w piwnicy.
- Bo nie będziemy. Przenieśliśmy się do garażu jednego z kolegów – mruknęła opatulając się szalem i nakładając rękawiczki – Idziemy?
-Mhm.
Obie dziewczyny zgarnęły torby z podręcznikami i wyszły z klasy. Robiło się coraz chłodniej. Sakura zatrzęsła się po wyjściu na dziedziniec szkolny i odruchowo spojrzała na słońce. Nie dawało zbyt wiele ciepła.
- Słuchaj, a jak tam ci idzie z... no wiesz...- spytała drepcząca przy jej boku koleżanka.
Dziewczynie mimowolnie mocniej zabiło serce, jak zawsze na wspomnienie jej byłego chłopaka.
- Nie ma o czym opowiadać – mruknęła – Wszystko jest po staremu.
- Ale chyba jeszcze nie zrezygnowałaś?
Zamknęła oczy. Teraz w myślach mogła przyznać się sama przed sobą, że czasem się nad tym zastanawiała. Bo czy uganianie się za kimś, kto tak stanowczo odrzuca twoje uczucia ma sens? Jednak... nie potrafiła tego zrobić. Odwróciła się do koleżanki.
- Jasne, że nie! A ty byś zrezygnowała z kogoś, na kim zależy ci bardziej niż na sobie samej?
Towarzyszka Sakury zmieszała się.
- Nie... jasne, że nie.
W milczeniu minęły dyskont spożywczy i weszły na kładkę dla pieszych, zawieszoną nad ruchliwą, szeroką jezdnią. Wzrok Sakury mimowolnie powędrował gdzieś w dal, doganiając wolną od jakichkolwiek problemów rozległą przestrzeń, gdzie nie istniała miłość, nienawiść i kajdany, jakie nakładają na duszę. A potem jej myśli wróciły do Sasuke i wspólnych dawno minionych chwil. W jej sercu wbrew wszelkiej logice uparcie tliło się pragnienie ich odzyskania. Tylko czy to możliwe? Po tej fatalnej pomyłce z Itachim?
Westchnęła.
- Idziemy? – spytała jej towarzyszka.
- Mhm.
Rozdzieliły się zaraz po zejściu z kładki – Sakura skierowała kroki ku osiedlu niewielkich domków jednorodzinnych, a jej koleżanka pobiegła w przeciwną stronę, do stacji metra.
Nie spiesząc się, doszła do domu Uzumakiego. Wchodząc na podjazd zarejestrowała, że w kuchni i w garażu świeci się światło. Ciekawe, czy reszta zespołu już przyszła. Pewnie tak, już po czwartej.
Zadzwoniła. Drzwi otworzył jej gospodarz w luźnym domowym stroju i z niezbyt zadowoloną miną.
- Cześć – powiedziała Sakura wchodząc i zdejmując płaszcz – A gdzie twoja mama? Miałam nadzieję, że otworzy i się przywitam. Reszta zespołu już jest?
- Cześć. Mama nie czuje się najlepiej i odpoczywa. Nie ma jeszcze Gaary – odpowiedział niewyraźnie. Sakurze przemknęło przez myśl, że coś go chyba trapi, ale milczała.
- Hej – rozległo się tubalne powitanie i w korytarzu pojawił się Chouji, jak zwykle w dobrym humorze. Sakura uwielbiała tę jego pogodę ducha.
- Hej hej – rozpromieniła się – Czy twój ojciec już się nacieszył odzyskaną piwnicą?
- Nie miał czasu się cieszyć, od razu wtłoczył do niej masę rzeczy – zaśmiał się grubas – A co tam u Hinaty?
Naruto drgnął lekko na to imię. Jeszcze nie zobojętniał na historię z zakładem.
- Bardzo chciała przyjść, ale wiesz jak to jest z rodzicami...
- Chodźcie już lepiej do garażu – blondyn zakończył pogawędkę o Hinacie, popychając lekko Sakurę do przodu.
Od razu po wejściu do ich nowego miejsca prób w oczy rzucała się perkusja Choujiego, już rozstawiona i zajmująca jedną czwartą powierzchni. Cóż, w piwnicy zajmowała jedną trzecią, więc można po tym stwierdzić, że garaż wygrywał z piwnicą, przynajmniej pod względem powierzchni. A pod innymi względami?
- Słuchaj - zwróciła się Sakura do Naruto, ale jej wypowiedź zmącił trochę widok Sasuke, którego dopiero teraz spostrzegła. Siedział przy stoliku głęboko nad czymś zamyślony.
- Co?
- Yy.. twoja mama... nie będziemy jej dziś przeszkadzać? Mówiłeś, że źle się czuje...
- Nie, raczej nie. Przecież sama się zgodziła na te próby – mruknął Naruto, ale po jego minie Sakura poznała, że to matka była powodem jego złego nastroju. Jej myśli szybko zwróciły się ku stałemu obiektowi zainteresowania.
- Sasuke, witaj... – powiedziała – Nie zauważyłam cię.
Brunet rzucił jej nieuważne spojrzenie. Widok kolegów z zespołu jednakże momentalnie wyrwał go z zamyślenia.
- Cześć – odrzekł wstając i zabierając się za podłączanie swej gitary do wzmacniacza.
- Właśnie, Naruto – wtrącił Chouji – czy twoja mama mówiła coś na temat tego, jak długo możemy u ciebie siedzieć?
- Nie, ale szczerze, zastanawiałem się czy nie lepiej byłoby przenieść tych prób na soboty w południe. Sąsiedzi patrzyliby przychylniej.
- Sasuke, słyszałeś? Co ty na to?
Sakura obserwowała go kątem oka, zastanawiając się nad powodem jego wcześniejszych rozmyślań.
A potem Sasuke powiedział:
- Nie mam nic przeciwko. Ale jutro nie będę mógł. Mój starszy brat przyjeżdża – i dziewczyna zastygła w nagłym przerażeniu.

..............

Od momentu wyjścia z domu Gaara miał wrażenie, że ktoś go śledzi. Głupio się z tym czuł, raz czy dwa nawet obejrzał się za siebie, ale nie zauważył niczego podejrzanego, więc starając się zachować spokój, podążał do siedziby państwa Uzumaki. Przybywszy na miejsce jeszcze raz rozejrzał się wkoło, gotów w razie czego do ataku na potencjalnego szpiega. Ulica była pusta. Wymyślając sobie od paranoików wkroczył na teren posiadłości Uzumakich, ignorując drzwi wejściowe i kierując kroki od razu do rzęsiście oświetlonego garażu. Szybko poradził sobie ze staroświecką garażową sztabą i odkrył na moment przed wścibskimi oczami sąsiadów (o ile Naruto takowych miał) obiecujący widok zestawu instrumentów muzycznych i nie mniej obiecujący widok ich właścicieli. Hmm.. z tym ostatnim to trochę przesadził. Wyglądali jakby im ktoś przejechał pieska – maskotkę zespołu. Jedyną osobą zachowującą względnie dobry humor był Chouji i momentalnie wzbudził tym uznanie Gaary, którego osobiście dawno by już w takiej atmosferze szlag trafił. Mimo skwaszonych humorów, przywitali się z nim dość normalnie. Wszyscy oprócz Naruto. Ten dość gwałtownie zareagował na wejście Gaary, no, może nie na samo wejście a drzwi, którymi pozwolił sobie dostać się na miejsce.
- Słuchaj no, może byś tak nie próbował nas wszystkich przeziębić?
- Było otwarte, więc wszedłem – odrzekł podirytowany tym przywitaniem Gaara zdejmując z ramienia gitarę – a co, miałem iść dookoła?
Piękny początek współpracy, nie ma co. Z drugiej strony, blondyn chyba nie do końca wiedział, z kim ma do czynienia. Zmyliła go braterska rada dana w chwili kryzysu po odejściu z zespołu. Gaara nie należał do osób, którym można było bezkarnie pyskować, teraz wyraźnie było to widać - w jego postawie i władczym spojrzeniu, jakie kierował na śmiałka. Ten pohamował gniew, mamrocząc jedynie:
- Na przyszłość po prostu dzwoń do domu, dobra?
- Gaara – Sasuke podszedł do chłopaka z tabulaturami w ręce – to są partie gitary rytmicznej do naszych piosenek. Dobrze by było, żebyś poćwiczył je najpierw na sucho, albo jeszcze lepiej - z Sakurą.
Rudy bez słowa przejął od niego kartki.
- A wy... Naruto, Chouji – brunet zwrócił się do pozostałych członków – Chciałbym, żebyście przejrzeli jeszcze raz wasze partie i zastanowili się, czy można je jakoś zmienić, ulepszyć...
Przerwał mu spektakularny, głuchy odgłos przewracanego wiadra, dobiegający od strony podjazdu. Naruto po chwili osłupienia rzucił się w tamtą stronę i zapomniawszy widocznie o reprymendzie na temat ziębienia zespołu udzielonej przed chwilą Gaarze, otworzył wrota przybytku muzycznej rozkoszy na wciąż. Spodziewał się ujrzeć złodzieja lub, w najlepszym przypadku kota sąsiadów.
Oczom członków zespołu ukazał się natomiast rozciągnięty na betonie ludzki kształt w zielonym dresie, zwieńczony kępką włosia, wyglądającą jakby ktoś starał się wystylizować ją na hełm, ale nie do końca mu to wyszło...
Nie, tylko nie on!
Koszmar jednak okazał się być rzeczywistością. Kształt ów poruszył się, jęknął, a następnie podpełzł błyskawicznie do blondyna, który zdążył wydać z siebie jedynie krótki wrzask.
- Przepraszam! – Rock Lee, bo on ci to był, zalał się łzami uczepiwszy się prawej nogi Naruto – Nie powinienem był się tu zakradać. Błagam, szlachetny Naruto, nie znienawidź mnie za coś, co wynikało tylko z silnego podziwu dla twoich umiejętności...! – w tym momencie przestał ronić łzy i wyjrzał na moment zza nogi Naruto – Oczywiście waszych też – rzucił w kierunku pozostałych członków zespołu, zbyt osłupiałych, aby się zdobyć na jakąś reakcję.
- D-dobra... nie gniewam się... tylko mnie puść! – wydusił Naruto próbując strzepnąć zielony wybryk natury ze swej nogawki.
- Och, Naruto, jesteś zbyt wspaniałomyślny!
- Też tak myślę – mruknął blondyn tak, żeby Lee nie usłyszał.
W końcu nocny gość oswobodził gitarzystę ze swego uchwytu, pozwalając sobie na wejście do garażu oraz oglądanie instrumentów i członków zespołu jak w jakimś żywym muzeum. Okrzyki zachwytu, jakie wznosił, powoli wybudzały grupę z szoku, rodząc najzupełniej usprawiedliwioną irytację. Gaara na przykład właśnie w pełni zrozumiał, dlaczego czuł się śledzony w drodze do domu Uzumakiego. Zrobił krok w stronę intruza z miną nie wróżącą niczego dobrego gdy Sakura, do tej pory przygaszona i nerwowa, wreszcie odzyskała skrawek swej zwykłej czynnej natury.
- Słuchaj, facet – powiedziała, stając przed Lee – Jeśli nie chcesz stąd wylecieć w następnej sekundzie, siadaj sobie cicho w kącie i nie przeszkadzaj... co jest? – skrzywiła się.
Lee bowiem patrzył na nią jakby ją pierwszy raz ujrzał, (tak naprawdę to pierwszy raz widział ją z tak bliska) a na jego twarzy malował się maślany zachwyt i cielęce zauroczenie. Posłusznie udał się do miejsca wskazanego przez dziewczynę, a że nie spuszczał z niej wzroku, byłby wpadł na wzmacniacz gdyby Sasuke w odpowiedniej chwili nie zainterweniował, kierując nim używając kołnierza zielonego dresu jako steru.
- Nie mogłaś go wyprosić? – szepnął Naruto do Sakury.
- Nie chciałam być chamska. Ale teraz widzę, że trzeba było – odpowiedziała mu, ze zgrozą uświadamiając sobie, że właśnie Lee zwolnił Naruto ze stanowiska naczelnego idola, odstępując owo zaszczytne miejsce jej skromnej osobie.
- Proszę sobie nie przeszkadzać w próbie – dobiegło ich radośnie z kąta – Ja tylko popatrzę. Będę cichutko jak myszka!
Gaara zgrzytnął zębami, Sasuke zaś prezentował postawę niby to obojętną i niezależną, ale jednocześnie dawał do zrozumienia spojrzeniem, co o tym myśli.
Sakura westchnęła cierpiętniczo.
- A już myślałam, że nie może być gorzej... Gaara, zacznijmy od What We Came Here For – z tymi słowami usiadła przy rudym i oboje zaczęli pracować nad zgraniem, ze wszystkich sił starając się ignorować zachwycone spojrzenia z krzesła w kącie.
- Idę do kuchni, za chwilę wrócę – rzucił Naruto do Sasuke i Choujiego.
Znalazłszy się wreszcie sam na sam ze sobą, odetchnął z ulgą. Zajrzał ostrożnie do pokoju, gdzie spała matka. Leżała na łóżku jak zabita, chyba nic nie byłoby jej w stanie teraz obudzić. Tak czy siak, nie było miło kłamać kolegom z zespołu o jej rzekomej chorobie, myślał Naruto wyjmując w kuchni filiżanki z kredensu z zamiarem zaparzenia herbaty. Sasuke na pewno się domyślał prawdy, ale inni nie...
Zagwizdał czajnik, każąc blondynowi skierować myśli ku bardziej przyziemnym sprawom. Szybko zajął się rozlewaniem wrzątku do filiżanek.
Swoją drogą, ciekawe co u Saia. Spytany o ten cały obraz, nie odpowiedział jednoznacznie, także Naruto ciągle nie wiedział, czy malowidło powstanie i kiedy. A blondyn musiał przyznać, że pomimo tej całej hecy i niechlubnego zakładu, teraz, po fakcie, chciałby zobaczyć skończone dzieło.
- W końcu to mój, cholera, portret – mruknął stawiając ostatnią filiżankę na tacy i kierując się z całym tym bogactwem do garażu. Nie dane mu było jednak wyjść nawet na korytarz, gdyż w progu zderzył się z idącym właśnie sprawdzić, czy wszystko w porządku Sasuke. Skutki były iście spektakularne.
- O kurwa! – wrzasnął blondyn, gdy siła uderzenia posłała tacę na podłogę, a herbata rozprysła się na wszystkie strony świata, kończąc swą podróż głównie na posadzce i ciałach obu chłopców.
- Jasna cholera! – zaklął Sasuke łapiąc się za poparzoną rękę i czując, jak bluza przesiąka mu wrzątkiem.
- Co się stało? – Sakura i Chouji w momencie pojawili się na korytarzu
- Mały wypadek – Naruto zebrał się z podłogi. Całą koszulkę miał w herbacie, obie dłonie poparzone
Sakura zapiszczała cicho widząc bezmiar nieszczęścia
- Musicie jak najszybciej schłodzić oparzenia zimną wodą – orzekła drżącym głosem – Naruto.. ja tu posprzątam, na miłość boską, zróbcie coś ze sobą i to szybko, jeśli nie chcecie mieć bąbli...
Nie trzeba im było tego dwa razy powtarzać. Sasuke zaklął, udając się do łazienki z Naruto depczącym mu po piętach. Sycząc i klnąc, wpakowali poparzone ręce pod kran z zimną wodą, przy okazji ujawniając różnicę zdań co do tego, który powinien schłodzić swe oparzenia pierwszy. Po krótkiej walce Naruto ze złością zdecydował zająć dla świętego spokoju kran w kabinie prysznicowej. Przy okazji jego wzrok odnalazł rozstawioną przy pralce suszarkę z wyschniętym już praniem.
- Hej, Sasuke!
Brunet odwrócił się w jego kierunku i dostał w twarz świeżo wypraną białą bluzą z napisem Chicago Bulls.
- Lepiej zmień tę zapaćkaną bluzę na coś suchego.
Nie czekając na decyzję kolegi Naruto ściągnął swoją koszulkę, ukazując na moment oczom Sasuke nagi tors, po czym równie szybko ukrył go pod pomarańczowym T-shirtem. Na ten widok po ciele Sasuke przeszedł dreszcz. Szybko jednak się opanował powracając do swej zwykłej chłodnej wyniosłości. Jego bluza w mig znalazła się na pralce i tym razem to Naruto miał okazję podziwiać, po raz drugi w ich znajomości, piękno nagich pleców lidera zespołu. Widok ów na moment wyrwał go z rzeczywistości, i tylko mocniejszy zacisk palców na drzwiach kabiny prysznicowej świadczył o tym, że dusza blondyna wciąż jest na miejscu. Nawiasem mówiąc, te trzy rzeczy - nagie plecy Sasuke, kabina prysznicowa i ręka – miały już raz ze sobą coś wspólnego i Naruto zarumienił się ogniście na samo wspomnienie. Wówczas niespodziewanie dostrzegł coś, na co do tej pory nie zwrócił uwagi – na lewym ramieniu Sasuke, w miejscu, gdzie zaczynała się szyja, widniał niewielki obrazek. Coś jakby trzy przecinki ułożone koliście i wpisane w niewielki okrąg. Tatuaż?
Obrazek znikł pod białym materiałem bluzy, którą sam dał towarzyszowi.
- Yyy... – Naruto bezwiednie uniósł dłoń w kierunku tatuażu, chcąc przyjrzeć mu się chwilę dłużej. Sasuke rzucił mu bynajmniej nie braterskie spojrzenie.
- Co?
- N-nie, nic... – normalnie nie krępowałby się spytać o tatuaż, ale sytuacja nie pretendowała do miana normalnej. Nie, kiedy jesteś w ciasnym pomieszczeniu z przebierającym się obiektem swych fantazji erotycznych, z których na domiar złego robisz aktywny użytek w kabinie prysznicowej, a u którego właśnie zauważyłeś coś, co z powodzeniem mogłoby się stać w przyszłości skutecznym aktywizatorem DHEA w organizmie, czyli mówiąc zrozumiale – fetyszem.
- Cholera – mruknął właśnie obiekt fantazji erotycznych Naruto przetrząsając kieszenie spodni i upuszczając wyjęty stamtąd telefon komórkowy. Poparzone palce wciąż piekły.
Aparacik zatrzymał się dokładnie u stóp Naruto. Uczynny blondyn postanowił go podnieść w tej samej chwili, w której właściciel schylił się w tym samym celu. Zderzyli się po raz drugi tego wieczoru i to tak, ze aż zadzwoniło.
Naruto z jękiem oparł się o pralkę. Ten wieczór był ponad jego siły. Gdzieś pod umywalką Sasuke syczał z bólu trzymając się za rosnący w szybkim tempie guz na czole. Komórka oczywiście nadal leżała tam, gdzie przedtem. Naruto podniósł ją teraz, oddając właścicielowi i mamrocząc niewyraźne „Przepraszam”. Brunet odebrał mu aparat z taką złością, że aż się wzdrygnął. Równocześnie poczuł niejasną irytację. Sasuke nie powinien tak się wściekać, nie było o co. Od początku był dziś nie w sosie, a teraz po prostu odreagowywał zły humor na Naruto, tylko że ten drugi nie zamierzał na to pozwolić.
- Czego się wściekasz?! – warknął
Brunet zgrzytnął zębami, udając, że skupia się na swoim telefonie.
- Nie wściekam się.
- Jasne. Ty się nie wściekasz a ja jestem primabaleriną. Możesz chyba powiedzieć, o co chodzi?
- O nic nie chodzi. W ogóle weź się odczep i zajmij własnymi sprawami.
Tym razem to Naruto się wściekł. Zabawne, gdy odchodził z zespołu, ten bubek stojący przed nim zwymyślał go za to, że nie umiał porozmawiać z Hinatą dla dobra zespołu. Jak widać, ktoś tu jest wielkim hipokrytą nie umiejącym rozmawiać o własnych problemach i tym samym szkodzącym zespołowi napadami złego humoru.
Sasuke właśnie zamierzał wyjść z łazienki, gdy poczuł, że blondyn łapie go za nadgarstek.
- Słuchaj no – usłyszał – nie udawaj, że nic się nie dzieje. Przecież widzę. Skoro tyle już wiesz o mnie, a ja o tobie, to nie musisz zgrywać się na księcia, który wszystkich ma w dupie bo sam radzi sobie ze swoją marną rzeczywistością.
Sasuke drgnął lekko na te słowa. Nie dokonały w nim żadnych nadzwyczajnych zmian. Nie mogły. A jednak coś sprawiło, że poczuł się odrobinę mniej rozgoryczony. Odwrócił się do Naruto. Blondyn stał przy nim wyczekująco, a Sasuke stopniowo łagodniał pod jego jasnym, czystym spojrzeniem. Co miał mu powiedzieć? Że brat, o którym wspominał, dmuchnął mu kiedyś dziewczynę? Że go zostawił z ojcem – pijakiem na głowie? Że mimo to, przez wszystkich dookoła zawsze był i jest postrzegany jako lepszy od niego?
Nie. Nie będzie się skarżył. Mimo to, troska Naruto bardzo mu pochlebiła. Więź, która zdawała się ich łączyć, przypomniała teraz o sobie.
Sasuke zrobił krok w stronę blondyna, nie bardzo wiedząc, jak dać wyraz kłębiącym się w nim uczuciom.
- Wiesz, Naruto... – zaczął
- Sasuke – przerwał mu blondyn – Nie musisz mi nic mówić, jeśli nie chcesz, ale...
Ich spojrzenia spotkały się. Po plecach bruneta przebiegł silny dreszcz.
- ... jeśli będziesz miał jakieś kłopoty, to zawsze możesz mi o nich opowiedzieć. Jesteś moim kumplem. No i w końcu mamy trochę podobne sytuacje w domu. – Naruto zaśmiał się niezręcznie, bo w sumie nie było się z czego śmiać.
A Sasuke zastygł w swym poczuciu więzi, które po słowach blondyna ulatywało z niego jak para ze zdjętego z ognia kociołka. Kumpel. Wziął go pusty śmiech.
No tak, czego on się, do cholery spodziewał?
- Dzięki, Naruto. Zapamiętam. – z tymi słowami opuścił łazienkę, zostawiając blondyna sam na sam ze swymi „kumpelskimi” intencjami.
Naruto zaś stał jeszcze przez chwilę przy umywalce, patrząc w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą znajdował się brunet, i zdając sobie nagle sprawę z tego, że mimo zmiany nastawienia swego wzbudzającego w blondynie najniższe instynkty kumpla, nie dowiedział się dzisiaj zgoła niczego.

............
Brought to you by:

... wizja odejścia paskudnego września zadziałała niezwykle motywująco. Bardziej niż muzyka, tym razem.

14 komentarzy:

Kuroneko pisze...

Rammenuja \o/ BCG 13 \o/ W końcu! :D
To lecimy! Widzę, że pojawiło się lekkie napomknięcie o ojcu Naruto ^^ Hmm Kushina oczywiście jak zawsze dała dupy na całej linii ;/ Ech mogłaby się ogarnąć kobieta -_- A tak? Naruto znów ma dzięki niej wprost „zajebisty” humor. Ale widzę, że jednak umiejętności Gaary go ubodły, bo się chłopak stara. Oj Naruto staraj się, staraj o Saska, bo jeszcze zmieni obiekt swoich westchnień. Chociaż nie. Sasek nie wzdycha z miłości, to całkiem nie w jego stylu. No. W każdym razie, walcz o jego zainteresowanie o ;) Kolejna gwiazda -_- Sakura >.> o zgrozo -_- Ty cholerna zakłamana *cenzura* Nawet nie chce mi się o niej pisać, bo szkoda klawiatury. Klasę to ona ma, nie ma co. Khem
Łohoho ;D Itaś wraca xD *i z czego się tak cieszysz, głupia!* z reakcji Sakury *przekrzywia głowę z miną nieświadomego dziecka*
Gaara <3 Mrrrr <3 zdenerwował się ; D Wrauuuu ; D *tak, jestem pustym fangirlsem, przyznaję się bez bicia*
Rock Lee jest zdecydowanie... *kręci palcem kółeczko przy swojej lewej skroni* W dodatku Sakura niejako zaprosiła go na próby. No to mają zdrowo przerąbane chłopaki. Chociaż, obiekt jego zachwytów zmienił się diametralnie, i czemu jakoś nie jest mi żal różowowłosej, że przyjdzie jej się z pewnością w przyszłości użerać z natrętem ;D
To teraz przejdźmy do naszych kochaneczków ^.^ Obie sceny z ich udziałem po prostu miażdżą. Sasek oblany gorącą herbatą mrrrr <3 Kurde! Nie mogło trochę polecieć na Gaarę? ; / żeby też mógł zdjąć koszulkę? ; / *niepocieszona* No i moment w łazience. Te ukradkowe spojrzenia na swoje ciała ;D Genialna reakcja Naruto na zachowanie Saska, a wspomnienie prysznica po prostu bezcenne ];> Szkoda, że Sasek tych rumieńców nie zobaczył. I wszystko mogłoby być pięknie gdyby nie ..... -_- Ugh czasem ubolewam nad głupotą Naruto -_- Robi sobie dobrze myśląc o Sasku, pragnie go dotknąć i być blisko niego, a wali tekst o byciu kumplami _-_ Nie mógł powiedzieć, że Sasuke jest dla niego ważny, że coś dla niego znaczy, albo jakiś inny banał tego typu? >.> Oj Naruto Ty skończony idioto! *zdzieliła go ścierą po głowie* ==”

Życzę weny kochanie ;*

olciak123 pisze...

mrau, dzięki za kolejną porcję smacznego posiłku - wchłonęłam szybciutko :)

Anonimowy pisze...

JEST! JEST! :*
Aż nie wiem od czego zacząć. Chyba od Sakury, bo mnie zeźliła :/ Pinda jedna. Na szczęście Sasuke to twarda sztuka i jak coś postanowi, to tego się trzyma. Nie będzie mu tu rogów dorabiać i jeszcze dalej łasić. Miała swoje pięć minut, nie wykorzystała, jej problem. Teraz na scenę wchodzi Naruto :D No właśnie. Ech Uzumaki, Uzumaki. Zastanawiam się tak samo jak Kuroneko nad jego zachowaniem. Najpierw robi sobie dobrze pod prysznicem z wizjami Sasuke, a potem wali takie teksty. Cóż, można to jedynie tłumaczyć tym, że może obawiać się reakcji Uchihy na takie rewelacje, bo przecież nie wie, że Sasuke ma takie same wizje. Wszytko przez te niedomówienia. Ech, młodość ;) A cała scena opisana świetnie. Seria niefortunnych zdarzeń, z oparzeniami, wpół gołymi ciałami i ślinotokami na owe ;D
Gaara. No jak Naruto dalej tak będzie krzywo patrzył na niego, to ciężko widzę tę współpracę. A widać, że Gaara nie da sobie w kaszę dmuchać i może dojść do nieprzyjemnych sytuacji. Normalnie zazdrość wycieka z Naruto uszami. Byś się chłopie skupił, to byś zobaczył za kim czarnowłosy przystojniak wodzi wzrokiem ;) No a trenować to trzeba przy okazji i owszem.
Czekam na Itachiego, ciekawa jestem bardzo spotkania i w ogóle jak to wszystko nam pokażesz. Czy pozna Naruto? Przyjdzie na próbę? Co zrobi Sakura? Nie mogę się doczekać.
I na koniec zostawiłam wisienkę w postaci Lee. No już uwielbiam faceta :D Teraz tradycyjnie będzie zamęczał Haruno :D Ciekawa jestem czy to jest jego jednorazowy występ, czy od teraz będzie przychodził częściej do wybranki swego serca. Mi nie przeszkadza, może przychodzić. Na pewno będzie z nim wesoło.
No nie koniec jeszcze, bo przecież Kushina mi została. Ma się Naruto z nią, oj ma. Pomimo tragedii jakie przechodzą nasi chłopcy w domach, to podoba mi się więź jaką stworzyli przez to. Nikt ich tak zrozumie jak oni sami. No chłopaki, do roboty qrka! ;D
No tyle, wystarczy już, no ja nie mogę krótko, ja muszę się uzewnętrznić, a nie mam gdzie. No to tu. No bo gdzie indziej. O!
To ja Cię buzi moja droga i wena, i czasu :*
Daimon

Anonimowy pisze...

Awww, ale fajnie się czytało ^-^
No w końcu doczekałam się na BC, z czego jestem cholernie zadowolona.
Rozdział wyszedł fenomenalnie.
Sakura wzdychała, Lee jęczał z uwielbienia, a nasi chłopcy prawie krzyczeli... z bólu wynikającego z poparzenia oczywiście. Oj, ależ ich potraktowałaś okrutnie. Sadystka z ciebie ;)
A teraz zacznijmy może od początku.
>Blondyn odrzucił kołdrę i wstał energicznie, czując nagłą potrzebę duchowego zjednoczenia się z listopadową przyrodą. < Tutaj najlepiej widać oznaki kiełkującego dopiero - w dzisiejszym, tudzież wczorajszym rozdziale - sadyzmu, czy wręcz obłąkania.
Listopad? Chęć zjednoczenia się z przyrodą? Szósta rano?! xD Od samego czytania zaczęły mnie kości boleć :D
A później Sakura. Cóż tutaj sadyzm w ogóle mi nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie - jest miło widziany.
Ach, te pomyłki Haruno. Tak to jest jak się rozkłada nogi przed jednym Uchihą za dużo :) Żeby ją jeszcze pijany Fugaku nie przedmuchał. Nie no, dobrze :)
Cóż, Lee wymiata :D Jest jak ten no, taki inspektor Różowa Pantera, nie pamiętam dokładnie, bo dawno oglądała, jednak przypomina mi go w pewnym sensie. Albo Jasia Fasole, o! A wiedz, że facet Atkinson jest bezbłędny :D
A jak już wcześniej wspominała - ładnie załatwiłaś chłopców z tą herbatą.
Według mnie najlepsze zdanie w rozdziale, którym mnie po prostu zabiłaś, naprawdę mnie zabiłaś, jak już dawno nikt tego nie zrobił. Uwaga...
>(..)trzy rzeczy - nagie plecy Sasuke, kabina prysznicowa i ręka – miały już raz ze sobą coś wspólnego i Naruto zarumienił się ogniście na samo wspomnienie.<
padłam, padłam i nie mogłam się podnieść, jednak w końcu się w sobie zebrałam, bo musiałam ci o tym w komentarzu napisać :D Idealnie, po prostu perfekcyjnie, fenomenalnie połączyłaś wcześniejsze odkapturzanie mnicha ;) z tą sceną :D
A końcowa kumpelskość, hmmm, bo nie zrozumiałam :) (mój mózg uciekł ode mnie, twierdząc, że nie był doceniany =='), on chciał, znaczy Sasuke, chciał żeby Naruto nazywał go przyjacielem, czy chodziło o coś jeszcze innego? ;> Hmmmm.... no nie wiem, mam nadzieję, że mi to wyjaśnisz :)
Kończąc, wtf?! xD
>wizja odejścia paskudnego września zadziałała niezwykle motywująco.<
po wrześniu przychodzi październik i to jeszcze gorszy miesiąc... :D
Jak już mówiłam, sadystka :D
Z wielkim całusem Twoja fanka, tak tak, doskonale rozumiem się z Lee. Przy Tobie zgłębiam techniki masochizmu :D

Ps. Przepraszam, dzisiaj mam dziwny dzień ^^'

Twoja Koko ^-^

Anonimowy pisze...

No wreszcie doczekałam się BC13 :D już myślałam że wykituję z pragnienia przeczytania dalszych losów mojej ukochanej parki.. Kobieto musisz mieć częsciej takie motywacje bo to było piękne choć myślałam że Sasek pocałuje naruciaka... Dobra nie bd się rozpisywała więc powiem krótko. To było zajebiste i mam nadzieję że szybko dodasz kolejną notkę :) życzę twórczej weny :)
Teme

Sanu pisze...

Ależ ja uwielbiam tego twojego fanficka:) Tak idealnie wykreowałaś świat, że do złudzenia przypomina prawdziwe życie z każdymi, najmniejszymi problemami, wahaniami nastrojów, humorami itp.
Ale zacznijmy od początku.
Więc pan Uzumaki wstaje o 6 rano, żeby poćwiczyć grę na gitarze? Ale chyba nie podłącza jej do pieca, co? Inaczej obudziłby nie dość, że szanowną rodzicielkę, to jeszcze połowę osiedla. A wtedy próby w garażu nie miałby szans na choćby odrobinę wyrozumiałości ze strony sąsiadów:)
Sakura jest u ciebie taka... ludzka? Chodzi mi o te jej rozterki, z jednej strony wie, że nie ma już szans u Sasuke, z drugiej nie może odpuścić. Takie zupełnie ludzkie reakcje. I nawet ją u ciebie lubię, nie jest przerysowana z tą swoja miłością do Uchihy.
Naruto nie lubi Gaary, czyżby zazdrość? Warczy na niego za coś, co chwilę później sam robi:D Ni o motyw z Lee, nie no on jest niereformowalny. Uczepił się nogawki Naruto i płacze, żeby blondyn się nie gniewał hahaha. Ale jak szybko zmienia obiekt kultu:)Teraz to Sakura będzie miała z nim problem:)
Ale i tak najlepsze zostawiłaś na koniec. Najpierw Naruto oblewa Sasuke i siebie wrzątkiem (a właściwie, to Uchiha gapa wlazł na niego), a potem obaj lądują w łazience:)
Zrobiło się ciekawie, zwłaszcza jak obaj rabnęli się jeszcze głowami. Tak, tak, Naruto taki uczynny. Zabiłaś mnie tym tekstem.
A potem sceną, w której Uchiha spodziewał się, że usłyszy coś innego. Wolę takie akcje niż jakiekolwiek sceny yaoi. Budują napięcie i przypominają mi, dlaczego tak lubię sasunaru.
Aż mi się szkoda zrobiło Sasuke:)
A własnie, zapomniałabym. Przyjeżdza Itachi... Ciekawe co się z tym wiąże. I co zamierza względem Naruto Sai. Wątpię czy odpuścił:)
Czekam na ciąg dalszy.

Anonimowy pisze...

No przecież, że muszę się odezwać :) Jak domowo się zrobiło. A raczej garażowo, mimo że u Naruto w piwnicy jest biało a te deski bardziej kojarzą się z piwnicą Choujiego ;) to jednak dla mnie zrobił się klimat garażowy. Drewniane regały i skrzynki. Bardzo mi się podoba :D To ja przyjdę na następną próbę ;)
Niech wen będzie z Tobą moja droga :*
Daimon

Anonimowy pisze...

Eee zaraz przed chwilą były deski! (rozgląda się po stole) nie, nie ma alkoholu ani innych używek. Może to z przepracowania te zwidy? o_O
Daimon

Anonimowy pisze...

Aż z wrażenia zapomniałam napisać, że obrazek też mi się podoba ;D
Tak to znowu ja, Daimon, nabijam Ci posty ;)

Anonimowy pisze...

No no no widzę ziany :) które baaardzo mi się podobają :) ale czekam na następną notkę:P
Życzę weny :*
Teme

alien pisze...

Cały dzień nic nie robię, tylko zmieniam XD I wkurzam Kuroneko, która też się narobiła przy tych zmianach, a ja i tak jak zwykle zrobiłam wszystko po swojemu. Notka niedługo.

Anonimowy pisze...

Wow, jakie zmiany xD Łdnie, ładnie ^^

Rozdział fajny. Między chłopcami zaczyna tworzyć się nić- tylko to słowo "koledzy". Naru! Jak mogłeś! Ale na co liczył Sasu?! Przecież za wcześnie na przyjaciela i no, no! No właśnie tym słowem nie można pochopnie rzucać!
Ciekawe czy zaboli go jak usłyszy, że dla Uzumakiego przyjacielem jest sai i nara :]

Pozdr Pazurek :]

Sasame pisze...

Nawet nie wiesz, jakim oparciem jest to opo w TYM momencie. Braciszek przyjechał( o kurwa ironio ) na święta i słucha najbardziej dziadowskiej muzyki( vel techno) na regulator...
I tu pojawia się rola opa, bo zajęta czytaniem trochę mniej słyszę 'dupdupdup' w głowie ^.^

A co do komentarza ogólnego, to zacznę od końca.

Po pierwsze - Naruto, jak zwykle, potrafi spiepszyć każdy zalążek dobrej sytuacji poprzez swoje ( wątpliwej jakości) krasomówstwo.

Po drugie...teraz na chwilę wejdę w skórę Nejiego...Może zdrada Sakury, wbrew temu, co myśli dziewczyna, nie była pomyłką, a( i tu zaczyna się part Hyuugi) przeznaczeniem?
Być może Sakura nie umiała(wraz z Itachim, nie łudźmy się - do TEGO trzeba dwojga) się powstrzymać BYNAJMNIEJ nie z tak niskich pobudek, jak pociąg fizyczny? Może między nią, a Itachim jest coś, co ze względu na Sasuke OBOJE ukrywają i odpychają? A może filozofuję? Cóż...Stawiam na to ostatnie ;]

GaaSaku( nooo way)- Teraz przecierasz oczy i myślisz 'A tej, skąd się to, kurwa, wzięło?! Już tłumaczę - Kiedy Sasuke powiedział, że Gaara musi przećwiczyć partie z Sakurą, myślałam, że mają to dopracować razem, na osobnych spotkaniach...a wtedy możliwa byłaby więź. ZWŁASZCZA, że w tym opie Sakura też jest samotna. Choć i tak stawiam bardziej na ItaSaku. ;]

GaaLee - Hmm...mmm... Lee jest czymś, co z powodu ubogiego słownika języka polskiego, można nazwać psychofanem, a Gaara nie jest cierpliwy. O ile Sasuke po prostu w wypadku przekroczenia granic wtłucze Lee, o tyle Gaara( choć w ramach podobieństwa z Sasuke powinien zrobić to samo) może się złapać w sieć puppy eyes hełmogłowego ;)

LeeSaku...Związek byłby oparty na adoracji, to pewne, ale...Czy Lee byłby szczęśliwy? Sakura musiałaby dojrzeć, przestać patrzeć na wygląd i dostrzec wnętrze, a ona, za przeproszeniem, mimo kilku pozytywnych cech, nie wygląda na taką ;/

Minato - miał powody? Widzę, że pomimo przeniesienia w świat realny, przenosisz także pewne fakty(doskonale je przy tym przekształcając). Stąd moje przypuszczenie, że pan Namikaze 'zrobił to dla dobra rodziny', a już niedługo pojawi się jako 'skruszony tatuś', bo niebezpieczeństwo minęło.

Damessa pisze...

Taaakk...łazienki to zawsze najciekawsze miejsca w opowiadaniach.
Trzeba Ci przyznać o wielka Autorko że twoje rozdziały mnie poruszyły..
Pieprzyć grafike kiedy przed moimi oczyma rozgrywają się takie cudeńka!