środa, 6 października 2010

BC Groan 14

Wstawiam obiecany rozdział :) Dedykuję go czytelnikom niekomentującym. Tak, tak, doceniam Was :) Ostatnio dowiedziałam się o istnieniu takiej opcji w blogspot, jak statystyka, zerknęłam, i złapałam się za głowę. Nie wiem, jak to wygląda w przypadku blogów krótko istniejących, ale nieważne, i tak zrobiło mi się cieplej na sercu. Całus dla Was :*
Daimon - skoro tak ci dobrze robi atmosfera zboczonej głupawki, to z całą odpowiedzialnością na następny raz zapraszam do siebie :D myślę, że Kuroneko nie będzie mieć nic przeciwko. ja jestem towarzyskie stworzenie, a głupawki mają większą siłę, gdy ogarniają więcej osób xP aha, no faktycznie, wystrój bloga się przez moje niezdecydowanie trochę zmieniał, więc potwierdzam: z tobą wszystko w porządku, były deski! XD
Koko - wiesz.. na następy raz nie mów głośno o tym zgłębianiu technik masochizmu, niech to zostanie naszą prywatną słodką tajemnicą ;> haha, żartuję oczywiście, ale tak to zabrzmiało ;D Co ty miałaś na myśli, gdy to pisałaś? no i musze powiedzieć, że wrzesień był dla mnie tragiczny, bezowocny i ciągnął się jak nie powiem co, za nie powiem czym, nie powiem jak. a, no i nie znasz tych bajek, boś za młoda :> lata 90-te się kłaniają ;P
Teme - a ja przez ciebie, kobieto, popadnę w samouwielbienie :P no i zwykle staram się nie rzucać słów na wiatr, ale to już zostawię do twojej oceny :)
Pazurek - aha-ha :D kogo widzę! panna Pazurzasta, moja ulubiona fanka doujinów! cieszę się, że nadal czytasz BCG ^^ no i cieszę się, że piosenki nie będą już takie same. o to chodziło :>
Sanu - nie wiem, co powiedzieć. słowa uznania od ciebie mają jakąś szczególną wartość, jak to od blogerki z dużym doświadczeniem :) no i cieszę się, naprawdę się cieszę - jesteś jedyną osobą tutaj, która nie potępia Sakury :D oczywiscie to, czy jest godna napiętnowania, czy nie, zostawię do oceny wszystkich czytelników, ale sama czuję do niej coś w rodzaju żalu i zrozumienia (pewnie, przecież tworzę tą postać) i od kilku rozdziałów zastanawiałam się, czy jestem w tym osamotniona XD przyznam też, ze sama wolę (opisywać) sceny napięcia pomiędzy kochankami od tych yaoi. bez większych spoilerów uspokoję teraz wszystkich, którzy w tym momencie złapali się za głowę: yaoi będzie. oj, będzie :>
olciak123 you make me wanna smile ;D dzięki za miłe słowa ^^

Rozdział niebetowany, więc wszystkie uwagi, błędy itp. kierować do mnie, nie do Kuroneko :)
Aha, jeszcze słowo co do loga - art użyty przeze mnie na awersie płyty należy do emi 10 Rankai, autorki doujinów NaruSasu, którą wielbię szczerze zarówno dla jej umiejętności rysowniczych jak i sposobu przedstawiania uczuć w doujinach. Cieszę się, że się Wam podoba nowy wystrój :)

.....

Sobota, godzina czternasta.
Sasuke taszczył właśnie z piwnicy do swego mieszczącego się na drugim piętrze mieszkania niewielkie, składane łóżko. Na meblu tym zamierzał spędzić siedem kolejnych nocy, bo na tyle właśnie przyjeżdżał jego starszy brat i dokładnie tyle czasu zamierzał użyczać sobie posłania Sasuke. Kiedyś, gdy jeszcze mieszkali razem, mieli do dyspozycji łóżko piętrowe, ale gdy Itachi wyprowadził się do Stanów, Sasuke pozbył się owego mebla zastępując go zmyślnie składaną jednoosobówką. Do tej pory tylko raz musiał ustępować jej bratu, w minione wakacje, gdy ten odwiedził ich na dwa tygodnie. Co też teraz strzeliło Itachiemu do głowy, żeby nagle zjawiać się w Japonii w środku semestru? A zresztą, pomyślał, co mnie to obchodzi.
Wtaszczył bynajmniej nie lekką leżankę do mieszkania, potykając się o podest i zrzucając przy okazji niechcący tyłkiem dwie kurtki z wieszaka w przedpokoju. Zaklął szpetnie, odstawiając żelastwo na bok i podnosząc to, co zrzucił.
W niewielkim, dwupokojowym mieszkaniu panowała idealna cisza. Ojciec półtorej godziny wcześniej wyjechał po najstarszego syna na lotnisko, sam, bo Sasuke stanowczo odmówił mu swego towarzystwa. Nie przepadał za bratem i nie zamierzał odstawiać łzawych scen powitalnych w hali przylotów.
Sasuke wtoczył leżankę do swojego pokoju i z ulgą opadł na łóżko. Nie będzie mógł rozkoszować się jego miękkością przez okrągły tydzień, nie zaszkodzi więc wyleżeć się teraz, gdy to jeszcze możliwe.
Ech... Itachi. Może gdzieś istnieją rodzeństwa, które się szanują, nie kłócą, pomagają sobie we wszystkim. Nie w ich rodzinie. Bracia Uchiha zawsze żyli trochę osobno, owszem, troszcząc się o siebie, częściej jednak dając wyraz wzajemnej rywalizacji niż trosce. Trzeba przyznać, że rywalizacja ta była głównie jednostronna. Ambitny Sasuke od małego próbował przegonić Itachiego, czy to w grze na gitarze, czy to w jeździe na deskorolce. Próbował tych samych rzeczy, co brat i przechodził samego siebie, żeby tylko opanować je lepiej niż on. Nie rozumiał tego, że młodszy wiek zawsze stawiał go na straconej pozycji i nigdy nie uda mu się przegonić kogoś, kto miał całe pięć lat więcej od niego na ćwiczenia.
Sytuacja zmieniła się po śmierci matki. Ojciec, mimo że odnoszący sukcesy muzyk, gitarzysta słynnego na całą Japonię zespołu, lubił zaglądać do kieliszka. Na początku mało, potem coraz częściej, stopniowo stawał się problemem zarówno dla swego zespołu, jak i rodziny. A potem, w ciemną, bezksiężycową noc wsiadł do samochodu po zakrapianej imprezie, a mama wsiadła razem z nim...
Dla Sasuke i Itachiego to był zwrot w całym dotychczasowym życiu. To było tak, jakby wsiedli do kolejki górskiej, która najpierw ospale wjeżdżała na szczyt wygiętych w łuk torów, by za chwilę opaść ku ziemi pod kątem dziewięćdziesięciu stopni i rozpocząć szaleńczy kurs pełen zdradzieckich zakrętów, nagłych wzlotów i upadków mijanych z prędkością światła, gdy siła bezwładności ciska tobą po krzesełku i oprócz krzyku nic ci nie zostaje. Finałem owej jazdy było zwolnienie ojca ze stanowiska gitarzysty i sprzedanie poprzedniego domu, by spłacić długi. Na szczęście mieli jeszcze to małe mieszkanie po babci. Od tamtego czasu bracia żyli z dnia na dzień, szybko dorastając do roli opiekunów i gospodarzy, ucząc się współpracować i szanować jeden drugiego. Wytworzyło się między nimi porozumienie, dzięki któremu wypracowali nawet pewne metody okazywania sobie nawzajem uczuć, czy to w postaci zrobienia drugiemu herbaty, czy zdobyciu płyty ulubionego zespołu. Itachi przy tym miał tendencję do matkowania Sasuke, co przejawiało się forsowaniem własnej opinii na temat wszystkiego, co tyczyło się młodszego brata.
Sasuke miał dość tej polityki, jednak nie było łatwo wytłumaczyć to komuś, kto miał równie silną osobowość, co on. Mówiąc prościej, Itachi i tak zawsze uważał, że wie wszystko lepiej. Nie można mu było przy tym odmówić inteligencji i umiejętności trafnej oceny rzeczywistości, dlatego też ojciec w sytuacjach spornych, jeśli tylko był w stanie objąć jakieś stanowisko, brał stronę brata. Sasuke przez to czuł się przy nim odzierany nie tylko z wszelkich swych umiejętności, ale i prawa decydowania o sobie.
A potem jeszcze była ta sprawa z Sakurą...
Wokół Itachiego zawsze kręciło się mnóstwo dziewczyn. Cóż, prawdę mówiąc, wokół Sasuke, też. W końcu obaj byli synami sławnego gitarzysty, a i wygląd dorzucał tu swoje trzy grosze. Sakura może i należała do tego grona, ale była na swój sposób inna. Przede wszystkim znali się z Sasuke od dziecka. Bywało, że bawili się razem, gdy przyjeżdżał z mamą w odwiedziny do babci. Itachi nie interesował się nią wówczas zupełnie. Gdy jednak przeprowadzili się do mieszkania po babci – dokładnie dwa lata temu i Sakura zaczęła ich częściej odwiedzać, starszy brat wreszcie zdecydował się zająć jakieś stanowisko w kwestii dziewczyny. I zajął. Do znudzenia powtarzał Sasuke, że Sakura to nie dziewczyna dla niego, że to pospolita dziwka umawiająca się z tym, kto aktualnie jest typowany na najlepszy towar, choć nie miał na to żadnych dowodów a sam Sasuke uważał wówczas, że jest inaczej. Znał ją w końcu lepiej od niego. Itachi jednak uparcie twierdził, że ktoś taki nie jest wart jego młodszego brata. A potem, gdy tylko nadarzyła się okazja, udowodnił mu to...
Sasuke nie wiedział, co bardziej bolało – fakt, że własny brat przeleciał jego dziewczynę, żeby wykazać, że nie powinien się z nią zadawać czy fakt, ze jednak miał, drań, co do niej rację.
Do tego nie rozumiał samej Sakury. Przed tym incydentem była zupełnie inną osobą. Sasuke poznał ją dobrze i wiedział, że cały czas borykała się z samotnością, zarówno w domu, jak i wśród „przyjaciół” w szkole.
Było, minęło. Tym, co zostało Sasuke po tej historii był żal do Sakury i wstręt do Itachiego.
Dobrze, ze wyjechał. Obaj bracia posiadali założone jeszcze przez mamę lokaty oszczędnościowe, dzięki temu Itachi mógł zacząć studia na Harvardzie. Sasuke jeszcze nie ruszał swoich pieniędzy. Zostawiał je na przyszłość, może na studia, tak jak brat, chociaż coraz częściej słowo ‘przyszłość’ kojarzyło mu się z rykiem gitar, oślepiającymi błyskami fleszy, magią estrady oraz entuzjastycznymi krzykami tłumu.
Z rozmyślań wyrwał go szczęk klucza w zamku. Przyjechali.

...................

- I’m not someone you ignore...
W pauzie po tych cicho wyśpiewanych słowach rozległy się wysokie dźwięki gitary, dopełniające całość melodii. Jasnowłosy autor owych dźwięków, najmłodszy przedstawiciel klanu Uzumakich siedział na łóżku i właśnie zaczął manipulować przy kluczach, dostrajając instrument do własnego widzimisię. Może ktoś nie wtajemniczony pomyślałby, że blondyn po prostu ćwiczy grę, ale ty, drogi czytelniku, wiesz już co nieco na temat Uzumakiego. Cóż więc wywnioskowałbyś, obserwując go tak, jak to tylko czytelnikom jest dane? Blondyn siedział po turecku na brzegu łóżka, pochylając się nad gitarą, do tego stopnia, że czupryna długimi kosmykami opadała mu twarz. W nielicznych momentach, gdy unosił głowę, światu ukazywało się jego jasne, zamyślone oblicze. Dłonie chłopaka pracowały jakby bez udziału świadomości, przy czym jedna co jakiś czas wędrowała do leżącej na krawędzi łóżka, zmiętej białej bluzy z napisem Chicago Bulls i gładziła ją, zagłębiając się w zakamarki materiału, dopóki sytuacja nie wymusiła na niej konieczności powrócenia do przerwanej gry.
Tak, drogi czytelniku, masz rację. Naruto myślał o Sasuke. Gitara była w tej sytuacji jedynie dodatkiem, przedmiotem utrzymującym chłopaka w jego bezpiecznej strefie, co było mu potrzebne głównie dlatego, że myślenie o swym koledze z zespołu było wybitnie niebezpieczne, wręcz zagrażające jego całej dotychczasowej egzystencji. Oczywiście nie był tego świadomy. Pewne rzeczy pozostają w ludziach na poziomie podświadomości, kierując ich czynami.
W chwili obecnej Naruto zastanawiał się na przykład jak to możliwe, że Sasuke jednocześnie posiada takie rzeczy jak wybitny talent muzyczny, nieprzeciętne zdolności przywódcze a na dodatek iście zabójczą urodę anioła-szatana, który znalazł się na ziemi przez czysty przypadek. Na pierwszy rzut oka zdawał się też nie mieć żadnych słabości. Przecież nie można tego wszystkiego skumulować w jednej osobie, bo to grozi śmiercią, nie tyle tej osoby, co osób znajdujących się w pobliżu. Jak na tych pudłach przy słupach elektrycznych, głoszących, że ich zawartość znajduje się pod wysokim napięciem i że dotknięcie grozi śmiercią, tak na Sasuke powinno się nalepić ostrzeżenie: „Baczność! Niebezpiecznie wysokie stężenie doskonałości. Dotknięcie grozi utratą życia. Do końca swej egzystencji będziesz się zadręczać, że poznałeś kogoś takiego i że nie możesz być taki jak on.”
Sasuke był bezkonkurencyjny. Dla niego, dla Naruto, był...
...(spełnieniem marzeń?)...
Blondyn przełknął ślinę.
Osobą godną podziwu. Tak. Tym właśnie był dla Naruto. Ciekawe tylko, czym Naruto był dla niego...? Wczoraj starał się jakoś dotrzeć do tego odludka podczas rozmowy w łazience i w pewnym momencie już-już zdawało się, że Sasuke wreszcie się otworzy, zacznie opowiadać o sobie, w końcu wyleje z siebie całą gromadzoną żółć... ale nic z tego. Naruto zachodził w głowę, cóż takiego powiedział, że jego idealny kolega zatrzasnął drzwi do swej duszy i wyszedł z przybytku higieny, przywdziewając starą maskę wyniosłości i pewności siebie. Przecież starał się być tak przyjacielski, na ile to było możliwe. Zdusił nawet w sobie te wszystkie dziwne myśli...
...(które odbijały się uciskiem w dole brzucha i przyjemnym uczuciem między nogami)...
...które czasem miewał a które były zupełnie irracjonalne i pozbawione znaczenia. Cóż, nie na wiele to się zdało.
- Naruto – z kuchni dobiegł go zachrypnięty głos matki.
Tak, tylko tego było teraz mu do szczęścia potrzeba.
- Co!? – odkrzyknął niezbyt grzecznie
- Trzeba pójść po zakupy.
- To sama idź – mruknął cicho do siebie, ale odstawił gitarę i pomaszerował do kuchni, czując się jak uciskany niewolnik.
Jego matka siedziała przy stole i wyglądała jak półtora nieszczęścia. Kuchnia też porządkiem nie grzeszyła. Naruto stanął w progu i ogarniał właśnie chaos, który wkradł się w zwykle utrzymywane przez niego w idealnym porządku pomieszczenie. Lubił kuchnię. Była przestronna i jasna, z oknem wychodzącym na ogród sąsiada i ciepłym, brązowo-złotym zestawem mebli. Często odrabiał lekcje tutaj, przy stole, zamiast w swoim pokoju. Teraz jednak wszędzie piętrzyły się stosy brudnych naczyń, butelek i opakowań Bóg wie po czym, a koło lodówki leżała szufelka z mnóstwem szklanych odłamków z wczorajszej herbacianej katastrofy.
Kushina paliła papierosa a siny dym unosił się smętnie po pomieszczeniu.
- Pójdziesz po zakupy – oznajmiła obojętnie.
Naruto z głośnym plaśnięciem opadł na krzesło obok niej, całą swą postawą wyrażając, jak bardzo mu się nie chce.
- Jest jeszcze coś, synku.
Zjeżył się.
- Wczoraj, gdy graliście, tak sobie myślałam...
Naruto zaklął w duchu. Było za głośno?
-...że milej byłoby wam tam przebywać, gdyby ściany były na nowo pomalowane. Na pewno nie jest tam przyjemnie grać, gdy wokół tyle zacieków i odprysków.
Tego się nie spodziewał. Rzucił jej zaskoczone spojrzenie, a Kushina uśmiechnęła się zza oparów dymu.
- A co z pieniędzmi?
- Na zakupy masz tutaj – wyciągnęła w jego stronę portfel – W środku jest karta, PIN znasz. Wyciągnij z bankomatu trochę więcej i kup to, co będzie potrzebne do malowania. Mam tylko nadzieję, że koledzy ci pomogą, bo taka praca to już nie na moje zdrowie. Mogę wam co najwyżej herbatę zrobić.
I wówczas Naruto stwierdził, że mimo braku jakiejkolwiek odpowiedzialności i silnej woli, mimo nieustannego gnojenia się i polegania na własnym synu, matka jednak nie zasługuje na całkowite wykreślenie z jego życia.

....

Większość centrów handlowych w Tokyo jest otwarta na okrągło, przez cały tydzień. Naruto udał się do jednego z nich licząc, że załatwi wszystkie zakupy za jednym zamachem. Szło mu nawet całkiem sprawnie. Była godzina trzynasta, mały ruch, szybko więc zaliczył w supermarkecie dział rybny, stoisko warzywne i nabiał. Przy ryżach i makaronach zaś nieoczekiwanie wpadł na Sakurę.
- Cześć – ucieszył się szczerze. Obleciał wzrokiem sylwetkę dziewczyny. Bez makijażu i w zwykłych dżinsach wyglądała normalnie i tak jakoś... miło?
Przywitała się z nim, ale widać było wyraźnie, że nie miała tego dnia humoru.
- Co tu robisz, Naruto?
- A co można robić w supermarkecie? – uniósł brwi oparłszy łokcie o wózek pełen artykułów spożywczych.
- A... nie to miałam na myśli... zresztą, nieważne.
Widział wyraźnie, że jest więcej niż rozproszona. Zrobiło mu się jej szkoda.
- Zrobimy zakupy razem? – zaproponował.
- Czemu nie...
- A co masz jeszcze do kupienia?
- Nic... weszłam tu tylko po colę. Byłam pooglądać wystawy w sklepach z ubraniami.
- No, to ja dla odmiany, robię zakupy na cały tydzień. To trochę potrwa, wiec jeśli się spieszysz...
- Nie, nigdzie się nie spieszę! Właściwie to nawet fajnie, że będę mogła pomóc. Co masz do kupienia?
- Tu jest lista.
Przez następne dziesięć minut dreptali po supermarkecie sukcesywnie wykreślając z listy wkładane do wózka produkty. W końcu zapłacili za wszystko w kasie, z zadowolonymi z wykonanego zadania minami.
- No! – rzucił Naruto naciągając paski wyładowanego do granic możliwości zakupami plecaka (nigdy nie brał na takie wyprawy foliowych toreb wychodząc z założenia, że nie są przystosowane do tygodniowych dawek życiodajnych produktów dla rodziny Uzumakich) – Mam jeszcze jedną sprawę do załatwienia.
- Jaką?
Nie zdążył odpowiedzieć, bo w tym momencie ktoś trzepnął go mocno w tył głowy, omal nie przewracając.
- Yo! – zza jego pleców wychynął Sai z niebezpiecznym uśmiechem na twarzy – Witaj i ty, o Wenus Cypryjska, różową aurą spowita – zwrócił się do Sakury
Ta zjeżyła się lekko, wyczuwszy kpinę, ale nie znalazła żadnej odpowiedzi.
- Co ty odwalasz? – wrzasnął Naruto na powitanie – Nie umiesz normalnie do człowieka podejść?
- Wiesz, że nie umie – skomentował Shikamaru, wyjrzawszy zza ramienia Saia – Co tu robicie?
- A co można robić w centrum handlowym? – mruknęła Sakura, cytując kwestię Naruto sprzed piętnastu minut.
- Nie wiem... umówić się na randkę? – Saiowi niebezpiecznie błysnęły oczy.
Naruto cięta riposta zamarła na ustach, dziewczynie natomiast wrócił rezon.
- Tak jak wy? – odcięła się.
- Nie... my zwykle umawiamy się w bardziej ustronnych miejscach – zakpił Sai - Dzisiaj przyszliśmy obejrzeć sprzęt do golfa w sklepie sportowym.
- Nie jest nawet taki drogi, jak myśleliśmy – Shikamaru swoim nawykiem, założył ręce ze głowę – Pisałbyś się na rundkę po dziale z elektroniką, Naruto?
- Czy wolisz pławić się w różowym szczęściu? – skrzywił się jego towarzysz.
Sakura zacisnęła usta, a Naruto jak zwykle nie zorientował się w subtelnej towarzyskiej grze noszącej nazwę „Rób co chcesz, i tak ci dogryzę”.
- Nie mam czasu – powiedział, machnąwszy na nich ręką.
- A co masz do załatwienia?
- Muszę zajrzeć do sklepu z artykułami budowlanymi... właśnie, Sakura, nie miałabyś czasu pomóc mi w malowaniu garażu?
Sai zmarszczył brwi, czując ukłucie zazdrości.
- W malowaniu garażu? – powtórzyła dziewczyna – Właściwie mogłabym... A kiedy?
- Choćby i jutro. Im szybciej tym lepiej.
- Chwileczkę – Sai zaszedł Naruto drogę – Chyba zapomniałeś, że masz w gronie przyjaciół eksperta od malowania?
- Hy? – blondyn spojrzał na niego ze zdziwieniem – A co, na sztukę użytkową się przerzuciłeś?
- Pędzel to pędzel – wzruszył ramionami Sai – Zawsze jest ten sam.

....

Zmienił zdanie piętnaście minut później, gdy w sklepie z artykułami remontowymi znalazł się sam na sam z monstrualnej wielkości ustrojstwem, które bardziej wyglądało na szczotkę niż pędzel. Aż gwizdnął z podziwu i zastanowił się na chwilę, jak by się tym czymś malowało obrazy. Chyba tylko abstrakcja wchodziłaby w grę, a i też nie każda.
- Naruto – usłyszał głos Sakury zza sąsiedniej półki – Tu są wałki. Powiedz, które wziąć.
Rzucił szczotko-pędzel na swoje miejsce i podążył ku sercu akcji. Irytowało go to, że Sakura dziś częściej była w centrum uwagi blondyna, niż on. Minął regał z kijami do smołowca i skręcił w prawo.
Sakura z Naruto stali cztery metry dalej i oglądali wałki służące do rozprowadzania farby po ścianach. Pochylali się nad jednym z nich w skupieniu a ich twarze, według Saia, były stanowczo zbyt blisko siebie. Niech to szlag! Zacisnął zęby, strzepnął mankiety kurtki i podszedł do nich, dbając o to, żeby wyglądać na wyluzowanego i niezbyt przejętego sytuacją.
- Co tam, gołąbeczki? Gruchacie sobie nad nową zabawką do sypialni? Popieram, też wolę kreatywność od gotowców z sex-shopu.
Osiągnął, co chciał, bo oboje odskoczyli od siebie w momencie. Naruto nawet zaróżowił się na policzkach. Po tym facecie zawsze wszystko było widać, jak na dłoni.
- C-co ci chodzi po głowie? – wydyszał – Czy już nie możemy się, kurwa, przyjrzeć wałkowi, bo będziesz dopisywał do tego nie wiadomo jakie scenariusze?...
Sakura, gdy początkowe zaskoczenie minęło, uniosła dumnie podbródek, uznawszy widocznie, że odcinanie się na tego rodzaju tekst będzie dla niej poniżej godności.
- Weźmy ten, myślę, że będzie najlepszy – powiedziała, ostentacyjnie odwracając się do Saia plecami.
Temu wszak było wszystko jedno, co Sakura o nim myśli. Byle Naruto znajdował się z dala od niej. I od każdej dziewczyny, co do której Sai miał podejrzenia, że mogłaby być czymś więcej niż ofiarą zakładu pomiędzy nim a blondynem.
- Hej tam, ferajna. Tu są farby – zawołał Shikamaru gdzieś z głębi sklepu i uwaga całej trójki przeniosła się na kwestie remontowe.

.....

- Sakura – powiedział Naruto.
Wracali z zakupów, a że blondyn miał ich naprawdę sporo, trójka przyjaciół zaoferowała się, że pomoże mu je zanieść. Szli właśnie wzdłuż jednej z arterii miasta, powoli zbliżając się do niewielkiego osiedla domków jednorodzinnych, na którym mieszkał Naruto. Gwoli wyjaśnienia – było to naprawdę niewielkie osiedle, umieszczone na nieco wyższym terenie niż tradycyjne blokowiska, sąsiadujące z parkiem, stacją metra i ulicą, którą właśnie szli. Po drugiej stronie owej arterii, całkiem niedaleko od domu Naruto, znajdowała się szkoła jego i Hinaty.
- Co? – Sakura rzuciła szybkie spojrzenie na idących parę metrów za nimi Saia i Shikamaru. Kłócili się właśnie o jakiś nieistotny szczegół, dotyczący procesorów komputerowych, ale Sai co jakiś czas zerkał na nią z dezaprobatą. Miała tego trochę dość, bo przecież, na Boga, naprawdę nie zrobiła nic, za co mógłby jej aż tak nie lubić.
- Słuchaj... tak sobie myślałem... – ciągnął Naruto
- O czym? – dziewczyna właśnie zapytała samą siebie, czy może Sai nie wyobraża sobie za dużo w kwestii jej i Naruto, i czy nie próbuje dać do zrozumienia, że nie widzi jej w roli dziewczyny blondyna? Pomijając fakt, że się mylił, przypuszczenie to brzmiało znajomo, i było całkiem możliwe.
- ...kiedyś u ciebie w zeszycie widziałem jeden utwór BC Groan, którego nie gramy.
Sakura momentalnie zapomniała o tym, że ktoś w ogóle za nimi idzie, zaalarmowana podjętym tematem.
- Nazywał się Hollow. Próbowałem pogadać o nim z Sasuke, ale on...
- ... nie chciał rozmawiać? – dokończyła powoli.
- Gorzej. Kazał mi udawać, że go nie widziałem – zaśmiał się cicho blondyn – Uparta z niego bestia.
Sakura opuściła nisko głowę.
- Nie wiesz, dlaczego tak zareagował? Znacie się przecież długo.
- Naruto...
- Tylko nie wciskaj mi teraz, że lepiej by było, gdybym o to nie pytał – zdenerwował się lekko - Jeśli mam z wami grać, to muszę wiedzieć, co się stało i dlaczego wszyscy uważają, że basista ma prawo stroić fochy, kiedy chce, okej? Inaczej cały zespół szlag trafi! - nie była to do końca prawda, ale nie mógł przecież powiedzieć Sakurze wprost, że chce się dowiedzieć czegoś o przeszłości Sasuke, bo mu na nim zależy.
- Nie.. nie chciałam ci zabraniać... po prostu nie wiem czy powinnam.
- Nie zastanawiaj się nad tym, tylko mów.
- Dobrze, właściwie powinieneś wiedzieć. Ale bardzo cię proszę, nie rozmawiaj o tym z nikim, a już na pewno nie z Sasuke. Widziałeś, jak zareagował na wspomnienie o Hollow.
- Masz to jak w banku.
I w ten oto sposób w ciągu następnych dziesięciu minut Naruto dowiedział się wszystkiego o rodzicach Sasuke i śmierci jego matki, o nierównym traktowaniu braci przez ojca, o tym, jak starszy brat odbił młodszemu dziewczynę i o tym, jak po tym zdarzeniu powstało Hollow, jako swoiste odreagowanie wszystkich tych przykrych doświadczeń. Sakura przemilczała jednak, jaką dziewczynę odbił Sasuke starszy brat. Może gdyby Naruto o to spytał, wyznałaby całą prawdę, jednak blondynowi, oszołomionemu ilością informacji, nie przyszło to do głowy a dla niej milczenie było wygodniejsze. W końcu nikt nie chce opowiadać innym o własnych porażkach, prawda?
- Więc mówisz, że Hollow... opowiada o tych wszystkich rzeczach z przeszłosci? – Naruto z trudem wydobył z siebie te słowa. Teraz, gdy poznał prawdę, wydawało mu się, że faktycznie nie powinien był jej dociekać. Poznając ją czuł się jakby wkroczył nieproszony na teren prywatny, i to należący do gatunku tych surowo zakazanych.
- Tak. Pierwsza zwrotka jest o rodzicach Sasuke, a druga o jego bracie... i tej dziewczynie.
- Ale... skoro Sasuke napisał tę piosenkę... to dlaczego... – wyrzucał słowa, zupełnie nie mogąc się skupić, przez wszystkie te rewelacje – Dlaczego nie schował jej gdzieś? Albo nie spalił? Dlaczego wszyscy ją znacie, a nie wolno wam o niej wspominać?
Sakura zagryzła wargi.
- Naruto, to nie tak, że wszyscy ją znają... – wyznała cicho - Owszem, Sasuke wie, że mam ją w zeszycie, ale tak naprawdę, o tej piosence wiedzą tylko cztery osoby.... nikt więcej.
- Ja, ty, Sasuke i ...?
- I Itachi, jego brat.
- Ciągle nie rozumiem, dlaczego.
- Widzisz... ja dostałam tę piosenkę od Itachiego – odwróciła twarz, nie chcąc patrzeć mu w oczy. Nie chciała też zagłębiać się w okoliczności, jakie temu przekazaniu towarzyszyły. Nie były to miłe wspomnienia.
- Sasuke dowiedział się, że ją dostałam... porozmawialiśmy trochę... i jakoś nigdy nie próbował mi jej odebrać. A ja nikomu o niej nie opowiadałam. Gdyby nie to, że zapytałeś... nawet Chouji nigdy nie zaglądał do tego zeszytu. Nie myślałam, że się tą piosenką zainteresujesz.
Naruto milczał.
- Słuchajcie no, cukiereczki – głowa Saia znalazła się ni stąd, ni zowąd pomiędzy nimi – Dość już tego ćwierkania, co? Nie przy ludziach.
Wepchnął się między nich, z postanowieniem, że nie pozwoli więcej Sakurze na słodkie face to face z jego blondynem, notując jednocześnie z lekkim zdziwieniem, że dziewczyna zupełnie nie zauważyła jego wejścia, zajęta własnymi myślami. Naruto natomiast szedł wolno obok, ze wzrokiem utkwionym w jakiś nieokreślony punkt przed sobą i miną zbitego psa. Brunet znów poczuł się zazdrosny. O czym rozmawiali przed chwilą? Co sprawiło, że Naruto dryfował teraz gdzieś myślami, nie zwracając uwagi kompletnie na niego, Saia?
A Naruto myślał właśnie o Sasuke. I Itachim. Nie znał go i jeszcze do wczoraj, do momentu, w którym Sasuke o nim nie wspomniał, nie wiedział o jego istnieniu, a jednak już go nie lubił. Zastanawiał się też, czy wszystko, co mu powiedziała Sakura, rzeczywiście wyglądało tak, jak to odmalowała i co czuje teraz do brata Sasuke.
Cóż, gdyby dane było mu tak jak tobie, czytelniku, zaglądać bezinwazyjnie do umysłów bohaterów, wiedziałby, że tym, co w tej chwili Sasuke czuje wobec brata, jest silna irytacja. Wiedziałby, że w mieszkaniu mężczyzn o nazwisku Uchiha od dziesięciu minut znajdują się trzy osoby, a jedną z nich jest nie kto inny jak starszy brat Sasuke - wysoki młodzian o bladej cerze i arystokratycznych rysach, który właśnie, niczym biblijny syn marnotrawny, wrócił z amerykańskiej ziemi do domowych pieleszy.

..........
Brought to you by:

..nic? XD

12 komentarzy:

Anonimowy pisze...

No rozdział po prostu palce lizać xD. Biedny Sai jak zwykle Naruto odrzuca jego zaloty.Już nie mogę się doczekać następnych rozdziałów bo coś czuje, że za niedługo wywiążę się wielka afera [jak ja lubię takie zwroty akcji, w końcu zaczyna się coś dziać =P].No to chyba tyle w pisaniu komentarzy dobra nie jestem więc przynudzać nie będę. Czekam na nowy rozdział który mam nadzieję że ukażę się jak najszybciej :)

Anonimowy pisze...

Ha wreszcie już sie nie mogłam doczekać :D Alien nie dziw mi się xD bardzo podoba mi się Twój blog i nic na to nie poradzę:) i przekonałam się że faktycznie nie rzucasz słów na wiatr za co bardzo Ci dziękuję :* ah po prostu kocham tego bloga!! :D
Pamiętaj o swojej fance to może szybciej powstanie notka xD
Życzę weny buziaki :*
Teme

Anonimowy pisze...

Jeśli myślisz, że tym rozdziałem zdołałaś mnie zaspokoić moją ciekawość to się mylisz. Oj grubo się mylisz. No i jak mam teraz funkcjonować jak Naruto już wie to, czego wiedzieć nie powinien. A jak ma teraz spojrzeć w te czarne oczyska? A jak zareagować gdy Sasuke zdecyduje się powiedzieć mu to i owo o sobie, skoro już właśnie wszystko wie?! No Ty chcesz mnie wykończyć, ani chybi i zapewne masz niecny plan dobicia mnie, jak już sprowadzisz podstępem pod swój dach. Taaa, głupawki yhym. hehe ;D
No dobra teraz będzie bardziej konstruktywnie. Chyba ;D Bardzo podobał mi się ten rozdział. Uzumaki ze swoją ciekawością jak zwykle wyrwał się przed orkiestrę, a teraz żałuje. Cóż, też bym chyba żałowała, bo jak już wylałam na początku, trudniej będzie o spontaniczną reakcję przy szczerej rozmowie. No chyba, że się przyzna, że wszystko wie. A wtedy różowa anoreksja dostanie po głowie od jednego i drugiego. Bo Sasuke wkurzy się na pewno, że wypaplała, a Naruto krzywo na nią spojrzy, bo Uchiha zapewne wspomni, które to dziewczę wyrodne tak go w kanarka zrobiło. I na to wszystko „Hollow”, którego znaczenia w końcu się doczekałam i przez to nabrało nowej treści. Od razu puściłam sobie ponownie. Parę razy ;) No i widzisz co ze mną robisz? Pracować nie mogę, bo mam kiełbie we łbie.
Uff. Okej, dalej. Itachi. Dowiedziałam się paru rzeczy. No nie wiem, co tu sobie o nim myśleć. Nie znam go jeszcze. Niby chciał chronić brata przed Sakurą, bo to zła kobieta była, ale wybrał zbyt raniący sposób. Z drugiej strony nie wiemy, co się dokładnie wydarzyło. Znamy tylko finał. Może wykorzystał ją podstępnie? No dobra, tworzę już teorie spiskowe ;) Czekam też, żeby zobaczyć relacje między Itachim i ojcem. Jaki jest w rozmowach z Sasuke. W końcu ich rodzina sporo przeszła i to jeszcze nie koniec. Wiele przed nimi, przed Sasuke głównie. Ale może Uzumaki W KOŃCU zrozumie, że nie tylko on, że Uchiha też i odpowiednio pocieszy skrzywdzone stworzenie. Może dojdzie do czegoś konstruktywnego w tych swoich przemyśleniach. Zajrzy pod spód rzeczy i wyciągnie odpowiednie wnioski.
A Kushina zaskoczyła również mnie, nie tylko swojego potomka. No to malujemy garaż :D Jak Sasuke dowie się, że w farbie paluchy maczał Sai, to krew go zaleje ;) Może jakimś cudem wpadnie na pomysł, żeby odwiedzić Naruto i odegrają mały paintball w zaciszu garażu, hehe ;)
No dobra, koniec tego dobrego, bo znowu wyszło mi wypracowanie. No ja Cię przepraszam bardzo, że tak dużo piszę i bez sensu. Ale co tam, po prostu musisz mi wybaczyć :D
Zatem czekam ja tu sobie (nie)spokojnie na kolejne dane do przetworzenia. Mam nadzieję, że wen pozwoli Ci na nie doprowadzenie mnie do łysiny, braku paznokci i wrzodów na żołądku ;)
Ściskam mocno :*
Daimon

Anonimowy pisze...

Baczność! Niebezpiecznie wysokie stężenie doskonałości. -- to mnie rozbroiła na maksa tak jak bym patrzyła na mniemani mojego męża :P "Kochanie ty mnie chyba ze świeczką szukałaś nawet nie wiesz jakie masz szczęście, że mnie masz" :P

Pozdrawiam

Shasti

Sanu pisze...

Zacznę od tego, że mi także podoba się nowy wystrój bloga. Bardzo pasuje do treści i jest po prostu ładny:)
Co do odp na mój komentarz: po prostu żaden człowiek nie jest, aż się posłużę metaforą, ani czarny ani biały. Każdy ma jakieś tam swoje motywy postępowania.
Jeżeli chodzi o niebetowany tekst: ja jakoś nie umiem u ciebie wychwytywać błędów jeżeli jakieś są, tak mnie wciąga treść:)
Ok, ale przechodząc do rozdziału. Dlaczego Sasuke ustępuje wygodne łóżko bratu? Tym samym sam mu daje sygnał, że Itachi jest kimś lepszym. No chyba że jest aż tak dobrze wychowany i gościnny, i ustępuje, tak jak się ustępuje nielubianej cioci która przyjeżdża na kilka dni.
Z opisu relacji braci wnioskuję, że ich relacje zmieniły się na lepsze po śmierci matki, tylko popsuł je wyskok Itachiego. Sasuke jest na niego wściekły, ale ciekawi mnie jak Itach będzie traktował młodszego brata teraz. Przecież to Sasuke ma do niego żal, a nie odwrotnie.
Znów zastanawia mnie osoba Sakury: "Przed tym incydentem była zupełnie inną osobą. Sasuke poznał ją dobrze i wiedział, że cały czas borykała się z samotnością, zarówno w domu, jak i wśród „przyjaciół” w szkole." Więc co się takiego z nią stało? Coś musiało mieć wpływ na zmianę jej zachowania.
Niesamowicie podobają mi się twoje szczegółowe opisy. No czysty realizm. Np opis Kushiny wyglądającej jak półtora nieszczęścia itp. Dobrze kreujesz jej postać. Raz przyrzeka sobie więcej nie pić, a wytrzymuje 2 dni i wszystko od nowa. Jakby wytrzymała w postanowieniu, to raczej byłoby mało wiarygodne w końcu jest alkoholiczką. No, ale zaproponowała Naruto pomalowanie garażu. Blondyn idzie do marketu, spotyka Sakuę, potem Saia i Shikamaru i...
I tu zaczyna, moim zdaniem, mistrzowska scena. Czytałam ją dwa razy, tak mi się podobała. Chodzi o rozmowę zaczynającą się od "- Yo! – zza jego pleców wychynął Sai z niebezpiecznym uśmiechem na twarzy" a kończąc na "- Pędzel to pędzel – wzruszył ramionami Sai – Zawsze jest ten sam." Przez cały ten dialog ja też miałam cały czas szeroki uśmiech na twarzy, to było rewelacyjne.
Sai jest strasznie zazdrosny, no no. Najpierw o Sasuke, teraz o Sakurę. Że jeszcze Shikamaru nic nie zauważył, przecież on zawsze wszystko idealnie potrafił wydedukować. Myślę, że to kwestia czasu, ąż ktoś wpadnie na to, dlaczego Sai tak się zachowuje. Ciekawi mnie też, czy Sasuke będzie pomagał w malowaniu garażu:D Już to sobie wyobrażam. Biedny Sai by się pogubił w tym, komu rzucać mordercze spojrzenia: panu Uchiha, czy Sakurze:D
Końcówka nieco smutna, ale w końcu Naruto dowiedział się co i jak. Choć nie wie jeszcze, że tą dziewczyną była Sakura. Ciekawi mnie, dlaczego Sasuke chce grać z nią w jednym zespole, skoro ma do niej takie podejście (podejście zrozumiałe rzecz jasna).

Na koniec mojego komentarza napiszę coś, co mi się (o dziwo) nie podoba.
"Cóż, gdyby dane było mu tak jak tobie, czytelniku, zaglądać bezinwazyjnie do umysłów bohaterów, wiedziałby, że tym, co w tej chwili Sasuke czuje wobec brata, jest silna irytacja"
Gdzieniegdzie wstawiane bezpośrednie zwroty do czytelnika. Przez cały czas prowadzisz narrację tzw fikcyjną, więc jak dla mnie te wstawki powodują lekkie zgrzyty. Jeżeli piszesz jako narrator ujawniony (tak, tak polonistyczny bełkot) to trzeba to robić konsekwentnie, od początku. Wtedy taka narracja wygląda trochę inaczej. Piszę to nie dlatego, żeby się przyczepić, ale dlatego, że jest ona tak dobre, że warto zwrócić uwagę na takie rzeczy.
Ok, to ja już nie marudzę:) I czekam na kolejny rozdział.

Anonimowy pisze...

Wydrukowałam sobie rozdział i przeczytałam w wannie xD Co to był za hard! Głupia woda atakowała kartki, RRR! No, ale zwyciężyłam i zdołałam nie zmoczyć kartek:]
Haha, o jejku. Biedna Sakura ma "problemy". Z jednej wyrzuty sumienia, bo przyjechał jakże kochający brat Sasuke, a z drugiej młody Uchiha pod wpływem wspomnień i atmosfery, która zapewne zapanowała w domu wyżywa się na przyjaciołach, a zwłaszcza na Sakurze... Nienawidzę Haruno :/ Więc moje myśli zawsze idą przeciwko jej i najgorsze scenariusze wymyślam xD Dobra skończę już z moją dziwną wyobraźnią^^.

Co do braci: Ok, Sasuke ma żal do brata za to, że "udowodnił" mu, że jego dziewczyna jest puszczalska. Oczywiście nie pochwalam tego i wiem, że taki "żal, gorycz, itp" po takim incydencie nosi się tę uczucia, ALE uważam, że Itachi zrobił przysługę braciszkowi.
Jestem ciekawa, czy Starszy Uchiha będzie dla brata złośliwy, wywyższał się..., a może spokojny i będzie wysłuchiwał bluzg skierowanych do niego przez młodszego. W ogóle nie potrafię sobie wyobrazić ich relacji. Z jednej widzę Ita i Sasu dogadujących się ( po śmierci matki), a zaraz nienawidzących się... i teraz przyszło mi do głowy, że mogą mieć stosunek do siebie bierny.
Będą do siebie odzywać się, pomagać np. w sprzątaniu, itd, ale nie będzie więzi. Nie rozwiązana sprawa będzie między nimi jak przepaść. Coś w tym stylu miałam z sis. Pokłóciłyśmy się i przez matkę nie wygarnęłyśmy wszystkiego- dopiero po roku czasu zaczęłyśmy odbudowywać więź.

Wiesz nie wiem czemu, ale strasznie podobałby mi się Naru, który zarabiałby na siebie poprzez granie na ulicach. No wiesz rękawiczki bez palców, jakaś czapka, bluza i gra. O matko! Świetne. Strasznie dużo osób tak zarabia w moim mieście- w przejściach podziemnych, przed centrum handlowym, na rynkach.. itd. Hmm, trochę jak żul, ale chodzi mi z tymi rękawiczkami, żeby nie zmarzły mu palce, no i no wiesz xD... Eh.

Nie wiem czemu, ale sytuacja z matką Naru wydała mi się strasznie sztuczna. Cała ta rozmowa była fajna, ale "odświeżenie" garażu... Znam się na alkoholikach, bo moja przyjaciółka ma ojca pijaka i wiem, że takie osoby "nigdy" nie mają pieniędzy. A jak coś da to już cud! Jeszcze 50 zł ok, ale coś mi się wydaję, że na farby i pędzle już nie dałaby taka osoba, zwłaszcza, że przelicznik takiej osoby polega na tym: " za 10 zł mam 2 piwa". Rozumiesz? Ale to moja opinia :]
"Kushina paliła papierosa a siny dym unosił się smętnie po pomieszczeniu.
[...]
Tego się nie spodziewał. Rzucił jej zaskoczone spojrzenie, a Kushina uśmiechnęła się zza oparów dymu."
Strsznie podobają mi się takie "opisy", "sytuacje", lubię jak ktoś opisuję takie rzeczy.

Zapewne Sai coś znów wykombinuję, aby tylko Naru znów więcej z nim czasu spędzał i oczywiście, żeby go zdobyć :]

Wybacz, trochę poplątałam sprawy, ale spieszę się i jakoś nie mogę myśli zebrać :]
Życzę dużo weny oraz powodzenia w szkole :3

PS: Jak coś to napisz na gg :] Będę wieczorkiem i dokładnie wyjaśnię o co mi chodzi z fragmentami z Kushiną :]

By Pazurek

olciak123 pisze...

Hmmm hmmm hmmm... miałam przerwę w poszukiwaniu nowych rozdziałów, a tu taki surprise! Nowy fragment świetny, zazdrość Saia przelewa się nie tylko na jego obrazy, ale wręcz wylewa się poza ramki tekstu. Oj, nie wyobrażam sobie mieć tak zazdrosnego partnera...
Shiet.
Chyba takiego jednak mam -_-

Ale! Wracając do tematu ^^
Świetnie się czyta, bosko komponujesz dialogi, zawsze wiadomo kto się wypowiada. Opisy niezbędne są, zbędnych brak.

Dzięki za kolejną smaczną kolację przed snem... Roztyję się niedługo przy takim objadaniu się na noc albo niemoralne sny nie dadzą mi się wyspać ^^

. pisze...

Haha, właśnie zdałam sobie sprawę z dwóch rzeczy.
Po pierwsze, jestem czytelnikiem, który myśli tylko o jednym.
Po drugie, jestem czytelnikiem zupełnie zwyczajnym w tym gatunku, czyli takim czytelnikiem, który nie lubi większości bohaterów :]
I chociaż naprawdę cięty język Sai`a wymiata, to ja go jednak nie lubię :D Oczywiście jest świetnym dopełnieniem, ta jego zazdrość, mrrrau ;D Dodaje smaczku, zwłaszcza jeśli zostaje postawiona na przeciwko - cudownie to tutaj ujęłaś - anielsko-diabelnego Sasuke Uchiha. Dawno nie spotkałam się z tak dobrym opisem Sasuke. Był idealnie wyważony, nie przesadziłaś ze słodkością, ckliwością ani żadnym innym, desktrukcyjnym uczuciem, czyniącym z młodego Uchihy:
a)twardego snikersa do schrupania z orzechami w środku i słodkim karmelem
b)lalusiowatego fagasa
c) ciepłe, rozgotowane pulty, które nie są fajne :)
Przez pierwszą część, tj. opis Sasuke, jego leżanki i Itachiego szłam powoli i troszeczkę mozolnie, ale nastepne fragmenty, co tu dużo mówić, po prostu przeleciałam ;)
Sakury również nie lubię, jednak u ciebie jest taka normalna, że aż budzi u mnie sympatię, naprawdę! :D Ale jej nie lubię, ale jest fajna :) Ze skrajności w skrajność. I Kushinę również lubię, chociaż normalnie jej nie lubię :D Końcówka, z tym malowaniem, z tym papierosem, naprawdę świetna :D
Hmm... no i zastanawia mnie strasznie sprawa trzech panów Uchiha. Takie temperamenty skumulowane w jednym, małym mieszkanku.... marnie to widzę. I coś mi mówi, jakaś zdradliwa myśl, że leżanka Sasuke zostanie zastąpiona przez łóżko w domu Naruto. Czy to pana Uzumakiego, czy to jakieś nieużywane, hm... ^-^
No i starsznie mnie ciekawi piosenka Hollow, znaczy teoretycznie jej sprawa jest już wyjaśniona, ale praktycznie podejrzewam, że jeszcze pogłębisz ten wątek :)
No.
Z niecierpliwością czekam na kolejną część.
A o Naruto jeszcze nie mówiłam, ale on jest chyba moim ulubionym Naruto we wszystkich blogach sasunaru jakie czytałam, serio! :)
Pozdrawiam i ściskam :*

tym razem zalogowana, a jest szpan ;)

Anonimowy pisze...

Hej, nie jestem za dobra w pisaniu komentarzy... To opowiadanie jest super, "połknęłam" je w jeden dzień. Chciałabym kiedyś tak pisać. Już nie mogę doczekać się kolejnych części.

Hilisme pisze...

Właśnie znalazłam tego bloga i oczywiście przeczytałam wszystko co do tej pory napisałać. Podoba mi się twój styl pisania, to jak umiejętnie przechodzisz od uczuć i myśli jednej osoby do drugiej. Akcja bądź co bądź rozwija się wolno, ale fakt, że odkrywasz coraz to nowsze tajemnice bohaterów wywołuje zaciekawienie dalszą częścią.
Nie przepadam za Sakurą, ale widzę, że tutaj odgrywa jedną z znaczących ról więc nie będę narzekać na jej istnienie.
Co do Sai'a w każdym opowiadaniu jest gejem, ale jego zazdrość w niektórych momentach jest wkurzająca, ZWŁASZCZA dla czytelnika, którego pochłonęło dane opowiadanie.
Pisz dalej, bo wychodzi ci to nienajgorzej.
Będę wpadać codziennie wieczorem, mam więc nadzieję, że nie przegapię nowej notki.
Pozdrawiam

Sasame pisze...

Psia jego!

Właśnie dostałam esa, że za godzinę zwali mi się na głowę kumpela, grr.

A mam jeszcze do doczytania 4 party, a zaraz potem chciałam pisać(taki nastrój, spotęgowany BG Groan) oneshota...ehh! By to =.=

Pozostaje pisać(jak ja dam radę?!) krótkie komenty, czytać szybko i zablokować drzwi do pokoju, kiedy matka ciągle coś chce =.='

Podstawowa myśl przewodnia - Sai przesadza z ingerowaniem w znajomości Naruto, który w końcu może poważnie wyrazić na głos swoje wątpliwości, co do tej troski.

Po 2.

Może jednak coś będzie z ItaSaku? To byłoby naprawdę(moim zdaniem )dobre, gdyby teraz, kiedy stosunki Sasuke z Itachim zaczną się jakoś normować( można mieć marzenia, nie?), Sakura i Itachi znów zaczną się do siebie zbliżać...

Chyba, że Itachi postanowi 'sprawdzić' wierność Naruto, kiedy jego brat zacznie wplątywać się w nowy związek...


Mam jeszcze milion podkomentarzy, jak 'możliwość SaiSaku, pojawienie się Minato, czy Sasuke napisze dla Naruto piosenkę...' i 1000 innych, ale jest 13 po, więc szybko lecę czytać dalej =)

Damessa pisze...

No prosze, Sakura zdradza Sasa z Itachim. Komedia xd Hollow - naprawdę niesamowita piosenka. Rusza serce i to dość ostro. A te słowa - ah niczym stworzone przez upadłego Lucyfera.
Tyle nagromadzonych uczuć hmm...niczym realne życie. Podziwiam Cie, i trzeba Ci przyznać zdolna bestia :)