środa, 24 października 2012

BC Groan 26


Ciężkie chmury zawisły nad Tokio, ale, na szczęście, sypnęło z nich tylko drobnym, bajkowym śniegiem. Od rana drapacze chmur na równi z chodnikami, kładkami dla pieszych i samymi pieszymi pokrywały się stopniowo białą warstewką. Wyglądało to-to przyjemne i wydawało równie przyjemne, skrzypiące dźwięki Aż szkoda, że Sasuke Uchiha nie zwracał na to uwagi. Cóż, nie był typem roześmianego nastolatka, który zbiera śnieg garściami i smaruje nim twarze dziewczyn.
Sasuke właśnie wracał do domu ze szpitala. Odkąd rozpoczęła się przerwa świąteczna, odwiedzał ojca co dzień. Nieważne, jak bardzo nie miał z nim o czym rozmawiać, liczyła się zasada, no, i umowa ze starszym bratem – odwiedziny na zmianę, jeden rano, drugi wieczorem. Nadal nie dogadywał się z ojcem, ale, czy to ważne? Ważny był spełniony obowiązek. W ten sposób miał czyste sumienie i mógł się bez reszty zatracić w przygotowaniach do koncertu w klubie. A było nad czym pracować.
Sasuke westchnął i mały obłoczek pary pojawił się i rozpłynął w powietrzu. Wreszcie dotarł do domu. Przekręcił klucz w ciężkich drzwiach i zastanowił się przelotnie, czy Sakura już zaczęła szykować się do wyjścia. W końcu mieli dziś próbę - jak we wszystkie dni, aż do końca przerwy świątecznej.
Teraz, wspinając się po schodach, uśmiechnął się na wspomnienie momentu, w którym zarządził taki porządek rzeczy. Zespół przezwał go szatanem, potem jeszcze trochę marudzili, ale oczywiście postawił na swoim. Sasuke dawno doszedł do wniosku, że koledzy z zespołu nie rozumieli do końca sytuacji. Nie zarządzał codziennych spotkań bez powodu! Wszystko miało cel, a celem owym było przygotowanie zespołu jako całości i każdego muzyka z osobna na występ. Musieli się zgrać do perfekcji, wbić do głów partie każdego z czterech, kształtujących poszczególne utwory, instrumentów. Tak, żeby obudzeni o piątej rano, na hasło ‘Gramy „What We Came Here For”, złapali za gitary, tudzież pałeczki, i zagrali bezbłędnie!
- Mogę grać, ale lepiej mnie nie budź o piątej – podsumował wówczas jego wywód Naruto, uśmiechając się bezczelnie.
Głupi, czy co? Jeszcze się nie przyzwyczaił do tego, że Sasuke, jako lider, bywał bezwzględny? Chyba ich osobista relacja zaburzyła mu pamięć. Dlatego Sasuke spojrzał tylko na niego chłodno i odrzekł:
- Oczywiście. Ciebie wyjątkowo obudzę o czwartej trzydzieści.
- Oho! Jakie wyróżnienie! I co mi każesz robić?
- Ćwiczyć, bo w porównaniu do innych, jesteś słabszy.
Naruto od razu się zacietrzewił.
- Gram lepiej od ciebie!
- Czyżby?
- Jasne, że tak! No co, może powiesz mi, co robię źle?
- Ech, Naruto, Naruto...
- Ha! Widzisz? Nic mi nie jesteś w stanie...
- Wchodzisz i wychodzisz za szybko, kochasiu.
- Hę?!
- Czemu robisz taką minę? Przecież chciałeś, żebym ci powiedział. Ach, no tak... To, co robisz palcami, też wymaga ulepszenia. Wiesz, Naruto, może gdy bawisz się sam, w zaciszu swojego pokoju, wszystko wydaje ci się idealne, ale gdy... grasz... z innymi, już takie nie jest, rozumiesz?
Naruto patrzył na niego, jak na ufoludka. Sasuke uśmiechnął się.
- A... – rzucił na koniec - No i dbaj o swoją, ekhm, gitarę. Myj ją częściej.
Tak wyglądała ich rozmowa na temat ćwiczeń. Oczywiście Sasuke wyjaśnił też innym, nad czym powinni popracować, już nie w tak dwuznaczny sposób. Stanęło na codziennych próbach. Musiało tak być.
Przekręcił klucz w zamku i wkroczył do mieszkania, strzepując śnieg z włosów. Ufff! Padało dzisiaj, jakby się uwzięło!
- To ty? – Gdzieś z wnętrza dobiegł go głos Itachiego.
Sasuke krótko potwierdził, a potem zdjął buty i kurtkę i stanął w progu większego z ich dwóch pokoi. Itachi pakował swoje rzeczy do wielkiej walizki. No tak, jutro wyjeżdżał.
- Jak ojciec? – spytał starszy brat, zajęty składaniem spodni.
- Bez zmian – odpowiedział Sasuke, i, po ocenieniu sytuacji, wycofał się do kuchni. – Jadłeś już?
- Zamówiłem cholerną pizzę – odkrzyknął z pokoju Itachi. – Przez to pakowanie nie miałem czasu wyjść po zakupy. Jeszcze jej nie przynieśli.
- Ojciec byłby z ciebie dumny – stwierdził Sasuke, ze zrezygnowaniem przeglądając szafki w poszukiwaniu czegoś jadalnego. Był karmiony pizzą od dzieciństwa, dlatego teraz wolał choćby i goły ryż od tego paskudztwa.
- Ha! – zawołał Itachi pojawiając się w progu kuchni. Włosy wymykały się mu ze związanego z tyłu końskiego ogona, i opadały luźno na ramiona – Wiem, że byłby! I tak jest ze mnie dumny. Właściwie, jak mógłby nie być? Przecież jestem chodzącym ideałem.
Przeszedł obok skrzywionego młodszego brata i wziął sobie jabłko z koszyka stojącego na blacie. Obejrzał je, a potem ugryzł, na modłę zachodnią, bez obierania.
- Pędzisz na próbę?
Sasuke mruknął twierdząco. Właśnie znalazł w lodówce słoiczek z krewetkami i małą cebulkę. Chwała panu! Nie będzie skazany na pizzę.
Itachi zaśmiał się, żując jabłko.
- Żałuję, że nie będę mógł być na koncercie.
- Nie musisz się przejmować.
- Ale chciałbym zobaczyć minę Deidary – Itachi błysnął zębami.
Teraz nadeszła kolej Sasuke, żeby się uśmiechnąć. Starszy Uchiha skinął głową.
- Daliście mu popalić, co?
- Mam nadzieję, że się mu śnimy po nocach.
Krewetki zostały obtoczone w mące i wrzucone na patelnię, cebulka obrana, posiekana, dołączyła do krewetek. Sasuke nastawił ryż i spojrzał na zegar. Miał jeszcze jakieś czterdzieści minut do wyjścia.
- Dzisiaj nie odwiedzę ojca – mówił Itachi. – Dokończę pakowanie, a potem skoczę na miasto, zobaczyć się z kilkoma osobami. Pójdę do niego jutro, przed wylotem. Pójdziesz do niego wieczorem?
- Po co? Już u niego byłem – Sasuke sięgnął po komórkę, która właśnie obwieszczała silną wibracją nadejście wiadomości. – Ustaliliśmy, że ja chodzę do szpitala rano, ty wieczorem.
- Bądź ludzki, Sasuke, idź do niego! Daj mi się dziś zabawić. Poza tym, powiedziałem przecież, że jutro rano ja do niego pójdę. Nie musisz iść ze mną.
Wiadomość była od Naruto. Sasuke przeczytał: „Wprawdzie matka pracuje i ma gdzieś, ile gramy, ale sąsiedzi zaczynają na mnie krzywo patrzeć >.<”. Itachi ze zdziwieniem został wyrwany ze swego monologu śmiechem młodszego brata. - Co? – spytał. Sasuke schował telefon. Myślami był przy Naruto. - Nic. Od pamiętnego wieczoru minęło kilka dni, i, jak do tej pory, ich relacje można było określić jako więcej niż znośne. Naruto, wcześniej tak bardzo niezdecydowany i zjeżony, teraz się wyluzował i Sasuke wreszcie miał okazję docenić całą przyjemność z przebywania w jego towarzystwie. Blondyn tryskał dobrym humorem, i, choć Sasuke po cichu wolał, żeby obaj gdzieś na boku trysnęli czymś innym, odpowiadał mu taki stan rzeczy. - Przypomnij mi, ile Deidara dał wam czasu? – spytał Itachi. Pochłonął już jabłko, a teraz szukał wzrokiem czegoś, w co mógłby wytrzeć palce. - Scenowego? Pół godziny. - Czyli koło siedmiu utworów? - Plus dwa na bis. - Spodziewasz się bisu? – zdziwił się Itachi. Sasuke uśmiechnął się drapieżnie. - Czemu nie? Nie wierzysz, że dostanę? Itachi przyjrzał mu się uważnie. Sasuke faktycznie nie wyglądał na kogoś, kogo widzowie łatwo wypuszczą ze sceny. Czarne oczy młodszego brata błyszczały determinacją i pewnością siebie. Nie mógł nie odnieść sukcesu. Dzwonek przerwał rozmowę i obaj odruchowo spojrzeli w kierunku drzwi. - No, pizza przyszła – stwierdził Itachi, a następnie przeciągnął się leniwie i poszedł otworzyć. Sasuke w tym czasie zabrał się do przekładania krewetek na talerz. Gdy Itachi przechodził obok, Sasuke poczuł, jak brat mierzwi mu w przelocie włosy. - Co?... – rzucił zdziwiony Sasuke. - Nic – odpowiedział jego starszy brat. I umknął na korytarz. * Naruto miał dziś dobry humor. Przedpołudnie spędził na czyszczeniu gitary (Wcale nie dlatego, że pewien głupol sugerował coś podobnego! Po prostu tego potrzebowała!), a potem na wymianie strun i regulacji menzury. Wykonując drobne prace domowe co i rusz nucił któryś z utworów BC Groan. Początkowo pełen obaw, ale teraz przestał się przejmować koncertem. Bo czy będzie się on czymkolwiek różnił od koncertu u Saia? Raczej nie. Gdy koło południa ktoś zadzwonił do drzwi, był trochę zaskoczony. Nie spodziewał się nikogo aż do piętnastej. Po otworzeniu drzwi Naruto ujrzał sąsiada z domu obok. Nie znał go za bardzo, ale wiedział, że typ ów zajmuje wysokie stanowisko w firmie, nie ma żony ani dzieci, a jego miłością jest trzymane w garażu, jak w sejfie, trzyletnie Porsche. Facet nawet się nie przywitał. - Jest mama? – rzucił od progu. - W pracy – odpowiedział Naruto. Jakoś nie pałał do tego sąsiada sympatią. - A kiedy wróci? - Koło dwudziestej. - Mhmmm – Przybysz skwaśniał na te słowa, a potem okręcił się na pięcie i po prostu odszedł. Naruto zmarszczył brwi. Głupi sąsiad! Czego chciał, u licha? Może poskarżyć się, że syn Kushiny bywa ostatnio za głośno popołudniami? Nic na to nie mógł poradzić, zbliżał się ich pierwszy występ i Sasuke zapędził ich do katorżniczej pracy, ustaliwszy najpierw, że próby będą odbywać się codziennie. Naruto zgrzytnął zębami na wspomnienie tego momentu. Od kiedy zgodzili się na przekroczenie granic, Uchiha na za dużo sobie pozwalał. Pan i władca na tyłku świata, normalnie... Chociaż nie, właściwie, gdy spojrzeć w przeszłość, zawsze taki był. Nawet Sai zwykł mówić o nim ironicznie ‘mistrz’. Gdy szedł do kuchni, wyciągnął komórkę i napisał niego sms-a: „Wprawdzie matka pracuje i ma gdzieś, ile gramy, ale sąsiedzi zaczynają na mnie krzywo patrzeć >.<”.
Nie zamierzał się tym oczywiście przejmować. Jeśli tylko ich koncert okaże się sukcesem, niewiele będzie rzeczy, którymi będzie w stanie się przejąć. Tak przynajmniej zapatrywał się na życie w obecniej chwili.
Naruto ziewnął rozdzierająco, po czym wytarł sobie twarz uniesioną bluzą, ukazując przy okazji nieobecnym obserwatorom spory kawałek umięśnionego brzucha. Zrobił już, co wymagało zrobienia, w domu, ostatnią godzinę przed przybyciem BC Groan spędził więc na przeglądaniu Internetu. Jego towarzyska natura pchnęła go na kilka chatów. Przejrzał też mail i konta na serwisach społecznościowych. Trzeba powiedzieć, że miał aż trzy – stary, dobry facebook i dwa serwisy muzyczne, w tym jeden raczkujący wyszukiwacz talentów. Po chwili wahania, postanowił poszukać w Internecie czegoś, czym do tej pory nie zawracał sobie głowy. To coś, co go delikatnie dręczyło, może nie tak, że nie mógł spać po nocach, ale zawsze.
Drżącymi lekko palcami wystukał na klawiaturze ‘jestem chłopakiem, kocham chłopaka’ i zaczął przeglądać wyniki wyszukiwania dla tej frazy. Nie zdążył jednak się zagłębić w odnalezione wypowiedzi, gdyż w tym momencie zabrzęczał dzwonek do drzwi. Naruto wyłączył przeglądarkę i poszedł otworzyć.

*

Przyszli właściwie wszyscy naraz. Gaara, Chouji, Sasuke, Sakura. Naruto przyjrzał się uważnie tej ostatniej. Czy mu się wydawało, czy była blada? I tak dziwnie zaciskała usta. Właściwie wyglądała, jakby ją coś bolało.
Spytał ją, gdy podłączali gitary do głośników.
- Sakura, wszystko w porządku?
Chyba zrobił to za głośno. Dziewczyna spięła się, gdy uwaga kolegów skupiła się na niej
- Yy... – zająknęła się – N-nic. Tylko... trochę mnie brzuch boli, to wszystko.
Gaara i Chouji wymienili spojrzenia, zrozumiawszy, w czym rzecz, Sasuke zaś wycofał się w głąb jaźni, skupiając się na regulacji głośników i udając, że niczego nie słyszał. Naruto nie był aż tak pojętny.
- Brzuch cię boli? Zjadłaś coś nieświeżego?
- Naruto... – mruknęła Sakura, siląc się na uśmiech, choć widać było, ze najchętniej uciszyłaby kolegę w jakiś brutalny sposób - ...zajmij się moze gitarą, co? Nic mi nie jest.
Chłopak zamrugał, zdziwiony. Nagle lampka zapaliła mu się nad głową.
- Aaaa! A więc to tak! Nie możesz rzucać czarów, prawda?
- Yy?
Wszyscy popatrzyli na niego, jak na idiotę. Tylko Gaara wyglądał, jakby sobie coś przypomniał.
- Faktycznie... było takie anime... – zaczął, ale Naruto mu przerwał.
- Prawda? Tam była taka mała, ruda czarodziejka. I w ‘te dni’ nie mogła rzucać czarów.
Sasuke zamarł nad głośnikiem na określenie ‘mała, ruda’ i ‘te dni’. Pomyślał, że zaraz nastąpi wybuch. I rzeczywiście, nastąpił.
- Naruto!! – rozległo się po garażu i przyległościach, gdy Sakura rzuciła się na niego z pazurami.
- Aa! – rozległo się ponownie, gdy Naruto zmuszony został do szybkiej ucieczki w głąb domu.
Gaara, Chouji i Sasuke patrzyli na to widowisko z wiele mówiącymi minami.
- Mam siostrę... – mruknął niewyraźnie Gaara – Też jest straszna w ‘te dni’.
Chouji pokiwał głową, z wyrazem męskiej solidarności na twarzy.
- Bierzmy się do pracy – skwitował Sasuke.
Pięć minut później Naruto siedział na stołku z obrażoną miną i poturbowaną fryzurą, a Sakura tkwiła w łazience.
- Dałbym ci tabletkę, gdybyś mnie nie ciągnęła za włosy! – krzyknął jeszcze.
- Naruto, podłącz mikrofon – przerwał mu Sasuke znad swojego Courta.
Blondyn zmiędlił w ustach przekleństwo, ale posłusznie zajął się mikrofonem.
- Sasuke – powiedział Chouji – ustaliliśmy już kolejność, ale jesteś pewien, że nie zagramy tej piosenki, która tak bardzo spodobała się blondasowi?
Chodziło mu o właściciela klubu, ale Naruto i tak lekko się uśmiechnął do własnych myśli.
- Nie – rzucił Sasuke – Sakura jest wokalistką, a tak nisko nie zaśpiewa. Ja też nie będę śpiewał.
- Ale skoro tak mu się podobała, to może...
- ...to może kto inny zaśpiewa? – wpadł mu w słowo Gaara – Skoro ty nie chcesz.
Sasuke spojrzał na niego, zaskoczony, a jego spojrzenie zdawało się mówić ‘po kiego grzyba?’. Zanim zdążył odmówić, Chouji zareagował entuzjastycznie.
- Dobry pomysł! Gaara, jak u ciebie z głosem? Naruto, a u ciebie?
- U mnie? – Uzumaki zrobił głupią minę. Miałby przed publicznością śpiewać piosenkę skomponowaną dla niego przez sekretnego kochanka?
- Może spróbujesz? – spytał Gaara.
- Pewnie, łap mikrofon, Naruto! – dodał Chouji.
Naruto napotkał spojrzenie Sasuke. Uchiha po początkowym zaskoczeniu teraz zaczynał się dobrze bawić.
- Właściwie czemu nie... – zaczął.
- Nie, dzięki – wycofał się Naruto, widząc taki obrót sprawy.
Spowodował taką falę narzekań ze strony Choujiego, że uszy bolały. Ponad to, kiedy Sakura w końcu do nich dołączyła i dowiedziała się, o co chodzi, poparła grubasa. Można powiedzieć, że Naruto znalazł się w pułapce. Zewsząd otaczały go głosy „Śpiewaj!, Śpiewaj!”. W końcu Sasuke podszedł do niego i podał mu mikrofon.
- Pierwsza zwrotka i refren – Uśmiechnął się zabójczo.
Naruto łypnął złym okiem.
- Jasne, a moja partia sama się zagra.
- Zagraj rytm, a Gaara zajmie się solówką. Dasz radę, Gaara?
- Trochę ją uproszczę, ale będzie okej.
- No, to załatwione.
W ten sposób Naruto został postawiony przed mikrofonem. Sakura przysiadła na stołku, uśmiechając się na tyle, na ile bolący brzuch jej pozwalał, a Sasuke mruknął ‘start’ i trącił struny basu. Gaara włączył się z pierwszymi dźwiękami gitary prowadzącej. Naruto wiedział, że ma zacząć śpiewać w momencie, gdy Chouji uderzy pierwszy raz w kocioł. Spojrzał na Sakurę, trzymającą się za brzuch. Gitara Gaary zeszła na niższe tony, i perkusja ruszyła. To był moment włączenia się wokalu.
- Nie chcesz jednak tej tabletki? – powiedział Naruto do mikrofonu.
Bas i elektryk prowadzący wydały z siebie dwa zgodne zgrzyty i zamilkły, a Chouji parsknął śmiechem. Sasuke zamamrotał coś brzydkiego, a Gaara stał w miejscu i nie wiadomo było, o czym myśli.
- No co? – bronił się Naruto – Nie mogę śpiewać, kiedy ona siedzi i jęczy...
- Idź po tą tabletkę – westchnął Sasuke, widząc żądzę mordu w oczach Sakury.
Gdy Naruto wyszedł, Sasuke zastanowił się przelotnie, czy blondyn nie posiadł dziś jakiejś nadnaturalnej mocy mówienia tego, co w danej chwili denerwuje człowieka najbardziej.
- Mam tabletki! – zawołał pięć minut później Naruto – I wiecie co? Zamówiłem pizzę! Dawno razem nie jedliśmy, nie?
Sasuke wydłużyła się mina. Blondyn posiadł tę moc. Zdecydowanie.

*

Próba się skończyła. Zespół przy charakterystycznych dla siebie wybuchach śmiechu zwijał kable i pakował sprzęt. Naruto, jako, że jego instrument wystarczyło po prostu wynieść do pokoju, zajął się zbieraniem opakowań po pizzy. Żartował i smiał się ze wszystkimi, ale jego spojrzenie uciekało ku Sasuke. Zastanawiał się, czy brunet nie zechciałby trochę zamarudzić, udając, że, na przykład, muszą coś wspólnie omówić. Albo, że musi coś pilnie sprawdzić w Internecie. Powód był obojętny, Naruto po prostu chciał zostać z Sasuke sam na sam. Do powrotu matki z pracy zostało jeszcze około godziny.
Tylko, czy Uchiha zorientuje się, po tej serii znaczącego łypania okiem, w intencjach blondyna?
Chyba nie, bo ubrał kurtkę i przerzucił przez ramię pasek od gitary. Ten idiota chyba całkiem pozbawiony jest empatii. Naruto uruchomił swoje zdolności telepatyczne (w które nie wierzył, ale co szkodziło spróbować) i rozpoczął przekaz komunikatu do mózgu lidera. Masz zostać. Matki nie ma, moglibyśmy sprawdzić, czy nadal jest tak fajnie, gdy dotykamy się tu i ówdzie. No już, zrozum, zostań, ty półgłówku...
- To cześć, Naruto – Sakura pożegnała go za wszystkich i cały zespół ruszył w stronę drzwi.
Z mistrza telepatii uszło powietrze, bo zobaczył, że Sasuke po prostu wychodzi za nimi, wciskając się między Gaarę i Choujiego. Drzwi się zamknęły i Naruto został sam, wpatrując się w miejsce, gdzie zniknął Sasuke, z miną, jakby mu ktoś właśnie odebrał cukierka.
Nie namyślając się długo obrócił się na pięcie i pognał do garażu, gdzie rzucony obok krzesła czekał jego telefon. Błyskawicznie wysłał temu głupolowi sms-a:
„Sasuke, chyba o czymś zapomniałeś.”
Odpowiedź przyszła od razu.
„Nie, raczej nie zapomniałem.”
Naruto zdenerwował się i wystukał w odpowiedzi:
„Ja twierdzę, że tak. Nie wrócisz?”
Sasuke odpisał mu:
„A chcesz, żeby wrócił?”
- Yh – jęknął Naruto, dając upust swojej frustracji.
„Nie udawaj kretyna. Wracaj.”
Tym razem Naruto musiał chwilę poczekać na odpowiedź.
„Idę do ojca, do szpitala. Chodź ze mną. Czekam na stacji metra.”
Początkowe zaskoczenie szybko ustąpiło zrozumieniu.
- To nie mogłeś od razu powiedzieć, głupolu? – mruknął Uzumaki i poszedł zakładać kurtkę.

*

Spotkali się na mroźnym, zatłoczonym jak zwykle peronie. Sasuke stał oparty o tablicę z mapą linii. Uśmiechnął się na widok zziajanego blondyna.
- Biegłeś do mnie?
Naruto faktycznie biegł, powiewając niedopiętą, pomarańczową kurtką, ale nie podobało mu się, że Sasuke chce to odczytać po swojemu. Jako dowód przywiązania, na przykład.
- A skąd. Usiłowałem tylko dogonić twój mózg. Ale uciekł, skubany i już chyba nigdy nie wróci. Przykro mi.
- Nie bardziej, niż mnie. To musi być strasznie ciekawe, widzieć biegające mózgi, prawda?
- Odczep się.
Nie rozmawiali długo, bo w tym momencie podjechał właściwy pociąg. Sasuke oderwał plecy od tablicy informacyjnej.
- Chodź. Ojciec czeka.
Naruto popatrzył za nim podejrzliwie, ale również ruszył w stronę pociągu. W końcu nie przyszedł tutaj dlatego, że chciał powymieniać obelgi. Gdy przestępowali próg pojazdu, coś mu się przypomniało.
- Słuchaj, Sasuke... – szepnął chłopakowi do ucha.
- Mmm?
- Jeśli chcesz mi władować rękę w gacie, to nie rób tego więcej w metrze, okej?
Sasuke parsknął cichym śmiechem.

*

Przed wejściem do szpitala Uzumaki spiął się trochę.
- Myślałem, że sam wejdziesz – wyjaśnił, przystanąwszy na schodkach.
Sasuke również przystanął. Przez chwilę obserwował przyjaciela, aż doszedł do wniosku, że Naruto chyba po prostu ma tremę.
- Chodź – powiedział. – Nie ciągnąłbym cię ze sobą, gdybym chciał iść do niego sam.
- Nie rozumiesz.
Sasuke uniósł brwi w niemym pytaniu.
- Twój ojciec to przecież Fugaku Uchiha. Słuchałem jego płyt, kiedy byłem mały. A teraz....
Sasuke zrozumiał. A teraz leży chory w szpitalu, stary pijak, który stoczył się na samo dno, dokończył w myślach.
Uchiha odwrócił się tak, żeby Naruto nie mógł zobaczyć jego twarzy.
- Jak chcesz – odrzekł i przeszedł przez drzwi do poczekalni.
Rozejrzał się po ciepłym wnętrzu, oceniając zatłoczenie, po czym zaczął rozpinać kurtkę. Należało oddać okrycia do szatni i pobrać obuwie ochronne, jak zwykle.
Nie minęła chwila, gdy ujrzał obok siebie Naruto. Brunet popatrzył na niego chłodno.
- Nie miałeś poczekać na zewnątrz?
- No... miałem. Ale pomyślałem sobie: pieprzyć to. Nie zostawię cię samego. No i tutaj jest o wiele cieplej.
W Sasuke jakby coś odtajało. Pomyślał, że mimo emanacji okazjonalnym kretyństwem, przy Naruto faktycznie jest cieplej. A może tylko jemu się tak zdawało? Cóż, wychodzi na jedno.
Sasuke go lubi. I jego drażliwa duma członka rodziny Uchiha jest mu w stanie sporo wybaczyć.

*

Zabawili w szpitalu przeszło godzinę. Ojciec Sasuke zdziwił się, owszem, na widok młodszego syna, ale nie skomentował tego. Prawdopodobnie nie zrobił tego przez obecność Naruto. Sasuke przedstawił go ojcu w dwóch słowach (kolega z zespołu). Nie musiał się obszerniej wypowiadać na jego temat – Naruto sam zadbał o to, aby Fugaku Uchiha zyskał pełen obraz jego barwnej osobowości. Mianowicie, najpierw potknął się o stojak od kroplówki i runął jak długi do stóp ojca Sasuke, potem pozbierał się z podłogi żywo komentując całe zajście w niezbyt wyszukanych słowach, potem sam się przedstawił Fugaku, jako „full wypas gitara prowadząca” i na koniec wyszczerzył zęby i oznajmił, że on tam się nie zna na operacjach, ale niech się pan Fugaku nie martwi, do wesela się zagoi.
Sasuke poczuł się, jakby przyprowadził ojcu tresowaną małpkę na sznurku. Samego Fugaku, o dziwo, po początkowym szoku, obecność Naruto wprawiła w doskonały humor, zwłaszcza, że blondyn z miejsca przyznał się, że jako dziecko był jego fanem. Sypał nazwami piosenek jak z rękawa, do większości pamiętał riffy a do niektórych nawet partie solowe. Obgadali we dwóch kilkadziesiąt tematów związanych z muzyką i Sasuke poczuł, że właściwie mogłoby go tam nie być. Wykorzystał więc chwilę i wymknął się na korytarz, gdzie było cicho, jasno i sterylnie. Po wypolerowanym linoleum człapało w tę i z powrotem kilku pacjentów, przyglądając się rosłemu młodzieńcowi, a on oparł się wygodnie o ramę okienną i wpatrywał w czarną panoramę miasta, przetykaną padającym śniegiem. Pomyślał, że powinien zabrać Naruto ze sobą wcześniej, oszczędziłby sobie długich chwil pełnych niewygodnej ciszy pomiędzy nim, a ojcem.
Gdzieś po półgodzinie jasna grzywa Naruto wychynęła zza białej framugi.
- Sasuke, twój tata chce iść spać. Pożegnasz się?
Pożegnał się, jasne, że tak. A potem wyszli, on i Naruto, na pokryty świeżym śniegiem chodnik.
- Ha! Patrz, będziemy pierwszymi, którzy zostawią ślady na tym pięknym śniegu – ucieszył się Naruto i pobiegł parę metrów do przodu, kończąc rajd pięknym ślizgiem – Która godzina?
Sasuke pogrzebał w kieszeni w poszukiwaniu telefonu.
- Nie wiem. Już po ósmej.
- A, niech to. Matka pewnie już wróciła z pracy – podzielił się z nim swoją obawą Naruto.
- I co z tego?
- Myślałem... Hm.
Naruto zamilkł. W świetle latarni minęła ich jakaś para. Sasuke odprowadził ich wzrokiem i gdy byli już daleko, spytał.
- ...że?
Uzumaki spojrzał na niego spod byka.
- Że pójdziemy do mnie.
Stał, z rękami w kieszeniach, przygarbiony i jakby czegoś niepewny. Śnieg osiadał na jego pomarańczowej kurtce. Sasuke podszedł do niego bokiem i dotknął go lekko. Wiedział, o co Uzumakiemu chodzi. Nie umieli sobie powiedzieć tego otwarcie. Tak po prostu, bez żartów? Jeszcze nie na tym etapie.
Sasuke oparł się o niego, tak, żeby Naruto czuł jego ciało.
- Kiedy indziej – szepnął ciepło.
Naruto westchnął i uniósł twarz.
- No tak. Wiesz, teraz przyszło mi coś do głowy.
- Co?
- Mogłem poprosić twojego starego o autograf.
Sasuke uśmiechnął się kątem warg.
- Jeszcze będziesz miał okazję.

*

Naruto wyszedł spod prysznica. Jego matka już pochrapywała w sąsiednim pokoju, ale on zmarudził. Myślał nad wieloma sprawami. Nad muzyką, nad Fugaku Uchihą i tym, co go spotkało. Nad Sasuke. Nad ich rozmową. Nad ich relacją. Nad tym, dokąd wspólnie zmierzali.
Nie wymyślił nic konkretnego, ale jakoś go to nie martwiło. Przetarł mokre włosy ręcznikiem i wyszedł, gasząc światło.
W pokoju przypomniał sobie, że powinien jeszcze sprawdzić maila. Gdy uruchomił przeglądarkę, na ekranie pojawiły się wyniki jego wcześniejszego zapytania.
„Jestem chłopakiem, kocham chłopaka.”
Naruto wpatrywał się w te słowa kilka chwil. Potem przywołał w myślach dzisiejszego, ciepłego, uśmiechniętego Sasuke.
Zaśmiał się cicho, sam do siebie.
- I dobrze – stwierdził i wyłączył komputer.

...............

PS: Nie mam pojęcia, czemu w dwóch pierwszych paragrafach blogger ignoruje entery. Próbuję to naprawić, ale mi się nie udaje. W edycji posta wszystko wygląda dobrze, opcje też są prawidłowo pozaznaczane. Podejrzewam, że to jakiś bug w nowym interface. Przepraszam za niewygody :(

12 komentarzy:

Do_ris pisze...

Strasznie się cieszę z Twojego powrotu. Rozdział bardzo mi się podobał, przeczytałam jednym tchem. Czekam na kolejne.
Pozdrawiam

Daimon pisze...

No słowa na gygy nie powiedziała, no nawet pół słóweczka, a już bym wczoraj przeczytała i może miałabym lepsze sny. Wojna mi się śniła, nie, nie ta niestety, prawdziwa straszna, chcieli mnie zabić. Chyba mózg mi się lasuje ;)
Dobra, rozdział :D
YAY!
Sasuke, lider pełną gębą. Jak nadzorca niewolników z batem w ręku goni członków zespołu, ale mus to mus. Muszą przecież być najlepsi ^^
"- Wchodzisz i wychodzisz za szybko, kochasiu.
- Hę?!
- Czemu robisz taką minę? Przecież chciałeś, żebym ci powiedział. Ach, no tak... To, co robisz palcami, też wymaga ulepszenia. Wiesz, Naruto, może gdy bawisz się sam, w zaciszu swojego pokoju, wszystko wydaje ci się idealne, ale gdy... grasz... z innymi, już takie nie jest, rozumiesz?
Naruto patrzył na niego, jak na ufoludka. Sasuke uśmiechnął się.
- A... – rzucił na koniec - No i dbaj o swoją, ekhm, gitarę. Myj ją częściej."
Umarłam, tak po prostu. Szczęśliwie zdążyłam przełknąć śniadanie ;)

Itachi
"- Ale chciałbym zobaczyć minę Deidary – Itachi błysnął zębami.
Teraz nadeszła kolej Sasuke, żeby się uśmiechnąć. Starszy Uchiha skinął głową.
- Daliście mu popalić, co?"
Hm, tak jakby w końcu uwierzył w brata. No szkoda, że go nie będzie.
I, och matko, jakbym zjadła to, co Sasuke upichcił. Kocham krewetki.

W sprawie sąsiada, hm, hm, jakiś absztyfikant się kręci przy Kushinie? ^^ Bezdzietny, bezżonny ;) Tylko jakoś powinien również zadbać o względy syna ^^

Sytuacja z Sakurą... *padła* Co tu dużo gadać, mężczyźni, no za grosz subtelności ;)

Śpiewający Naruto *___* No już byłam w ogródku i witałam się z gąską ;D Tabletki! TABLETKI! No też wymyśliłaś w takim momencie ;D Ja już go prawie "słyszałam"!

Koniec próby. No żeby tego Uchihę... Niby taki geniusz, a nie kuma ;) Wizyta u ojca świetna. Naruto pięknie zaprezentował się teściowi, legł mu od razu do stóp ;) No i podbił serce rozmowami o muzyce. Myślę, że Fugaku również wpadł w szpony radosnego charakteru Naruto, hehe.

Końcowa scena między naszymi chłopcami jest taka ciepła, niepewna, ale obiecująca. Pięknie.

I na koniec "jestem chłopakiem, kocham chłopaka", no i bardzo dobrze, nawet bym rzekła ^^

Alienku Ty mój :* wena, wena i jeszcze raz wena. I czasu.
Ściskam Cię mocno, jak zawsze :*

Daimon pisze...

Jak zawsze, mam coś do powiedzenia po czasie ;P
Tak sobie myślę o reakcjach Kushiny i Fugaku na inne osoby poza rodziną.
Gdy do Naruto zaczęli przychodzić ludzie, jego matka ożyła trochę. Wyrwała się z tej swojej beznadziei i zobaczyła, że świat nadal istnieje.
Tę samą reakcję widzę u Fugaku. Naruto wyskoczył przed nim jak pajacyk z pudełka i pokazał, że jest coś poza tym życiem, które teraz prowadzi. Że ktoś pamięta go takim, jaki był kiedyś, nie widząc tego jaki jest teraz. Synowie patrzą na niego przez pryzmat wydarzeń z przeszłości, a Naruto wpadł i odgrzebał te lepsze lata.
Hm, mam nadzieję, że Fugaku również ocknie się jak Kushina. Może nawet pójdzie na koncert syna i go w końcu doceni?
No tak mi teraz to wszystko przyszło do głowy.
Ściskam Cię :*

Anonimowy pisze...

Hej,
rozdział bardzo dobry, nie wiem dlaczego, ale drażni mnie taki Sasuke traktujący wszystkich z góry, zwłaszcza Naruto. Więc tak, zacznijmy... bardzo mi się podobała scena w szpitalu, chodzi mi tutaj o spotkanie Naruto z ojcem Sasuke, i jak dobrze się dogadywali, oraz to, że Naruto przypomniał sobie później, że mógł wziąść autograf. Nauto zaśpiewał w końcu, bardzo bym tego chciała i jeszcze, żeby się okazało, że potrafi dobrze śpiewać ;] Zastanawia mnie czego tak naprawdę chciał ten sąsiad Naruto od jego matki...
Weny Tobie życzę, mnóstwa weny....
Pozdrawiam serdecznie Basia

Żelek pisze...

VICTORIA!!!! Nowy rozdział! Ale się cieszę, ich rozmowy są świetne, ta o gitarze była eee interesująca. Naruto chyba olał wdż w szkole. Normalnie mistrz taktu i dyskrecji. Zastanawia mnie, jak brzmiałby głos Naruto gdyby śpiewał? Nie spodziewałam się, że blondyn tak szybko dogada się z Fugaku o.O . We eee chyba wszystkich opo w których Fugaku rozmawiał/wiedział co łączy jego syna z Naruto, to traktował go jak śmiecia. Ciekawa odmiana. Pozdrawiam i czekam na nowy rozdział.

Anonimowy pisze...

cieszę się że znowu jesteś:)

Anonimowy pisze...

zajebiste, czekam na kolejne!!!!!!!!!

Koko pisze...

Wchodzę i widzę piękny szablon. Bardzo podoba mi się nagłówek! Świetna robota - jest tak profesjonalnie zrobiony, tak kolorowy i radosny, że, gdybym nie znała Sasuke i Naruto, byłabym pewna że to, no nie wiem, opening do jakiegoś anime.
Odnośnie samego rozdziału, bardzo mi się podobał :) Najbardziej rozbawił mnie tekst z chodzącym mózgiem. Mimowolnie wyobraziłam sobie Naruto lecącego za takim jasnofioletowym, małym i pomarszczonym mózgiem Sasuke, który zapinkalał na takich cienkich nóżkach. Przez głupiego Sasuke mam głupie wyobrażenia xD Kiedy wprowadziłaś Sakurę z tym bolącym brzuchem, w pierwszej chwili pomyślałam, że jest w ciąży. Bardzo zabawnie na kobiece dni Sakury zareagował Naruto. Aż przysunęłam nos bliżej ekranu, kiedy Naruto miał zacząć śpiewać, a tu taki zonk: może ja pójdę po te tabletki? xD
Zaskoczyło mnie hasło, które Naruto wpisał do wyszukiwarki w internecie. Spodziewałam się chłopiec całuje chłopca, czy coś w tym stylu. Jestem chłopakiem, kocham chłopaka zupełnie mnie rozczuliło. To o czymś świadczy - między nimi nie ma tylko fascynacji, rodzi się coś więcej i Naruto, głupi bo głupi, ale zaczyna zdawać sobie powoli uświadamiać, układać to wszystko w głowie. Czuć, że powolnymi krokami zmierzasz do zakończenia. Jestem ciekawa, jakie będzie, czym nas zaskoczysz. Pamiętam, jak kiedyś przesłałaś mi swoje szkice i powiedziałaś, że one są w jakiś sposób związane z zakończeniem. Ciekawi mnie, ile jeszcze zamierzasz opublikować rozdziałów, w ilu rozdziałach chcesz zamknąć to opowiadanie.
Kibicuję i mam nadzieję, że kolejna część ukarze się szybko :)
Pozdrawiam.

Magdalena Zulewska pisze...

Myślałam, że już nie wrócisz... Ale jesteś i mamy kolejny piękny rozdział :) Mam nadzieję, że kolejne będą dodane już niedługo. Pozdrawiam i życzę weny :)
RERGET

Erroay pisze...

Normalnie pozostaje tylko żałować, że matka Naruto nie kończy pracy jeszcze później. Cóż, życie.
Rozdział dobry. Fakt faktem, że ten brak spacji był małym utrudnieniem, ale warto było się chwilę pomęczyć :)
Czekam na ciąg dalszy i pozdrawiam.

ehawee pisze...

Przeczytałam to opowiadanie gdzieś z tydzień temu, ale wciąż mi chodzi po głowie. Naprawdę świetnie mi się je czytało.
Dziękuje Alien i weny oraz czasu życzę!


//inspiracyjnie, nie zabijaj!
Little Lion Man
The Cave
Dead Sea
Śpiewający Sasuke i Naruto z Fenderem

Anonimowy pisze...

Ohayo ^^
Bardzo podoba mi się twój blog dlatego postanowiłam nominować go do THE VERSATILE BLOGGER ^^
Więcej szczegółów na moim blogu o to link:
emiko-sasunaruyaoi.blog.pl
Sayonara :**
Życzę weny i pozdrawiam:D