środa, 19 stycznia 2011

Sasuke Uchiha, Chłopiec, Który (o mało co nie) Przeżył, cz.1

Na Thora, Odyna i demony Nilfhelu :) It's me again.
Dziękuję wszystkim za komentarze :*
Seni - cieszę się, że lubisz długie rozdziały :D
Sasame - ItaSaku i FugaKushi? Hmmm... :>
KeTo, Ikuko, Dżem, MiraS, Do_Ris, Jordness - wasze komentarze wbijają mnie w pychę ;D to niedobrze, będziecie mieli nieznośnego aliena. kopnijcie mnie, jeśli zacznę za wysoko zadzierać nos ;)
Poir - zwróciłaś uwagę na coś, co mnie samą zaciekawiło, a mianowicie to, jak w przeciągu czasu opowiadanie się zmieniło. twierdzisz, ze na lepsze - oby tak było. dzięki za komentarz :*
Pazurek - Sakura znosna? łocho! :D a piosenki nie znam, ale poszukam :)
Narita - wyobraziłam sobie Saska biorącego Naruto siłą, i... XD nie w tym opowiadaniu raczej. ale pomysł wart rozważenia :)
Kuroneko - kurczę, już ci mówiłam prywatnie, ale powtórzę publicznie - opisałaś oczekiwania Sasuke-Naruto tak, jak ja sama bym nie potrafiła. do głowy by mi nie przyszło, żeby użyć pewnych słów, a jednak, gdy przeczytałam ten opis, pomyślałam: 'ona ma stuprocentową rację'. well spotted ;) mam nadzieję, że dalej będziesz rozpraszać swój czas i uwagę na moje literackie wypociny :D
Daimon - no moja droga, źle mu nie było, ale byłoby później z pewnością, gdyby nie przyhamował ;D a co do walenia Itachiego, to... ekhm X) Itachi to gracz, wie, jak się zachować ;D raczej nie będzie potrzeby go walić... jakkolwiek to nie brzmi :D

Okej, przechodząc do tresci właściwej: dzisiaj one-shot. Tekst, to według opisów stosowanych w ff:
Gatunek: Fusion, slash (chyba?)
Podsumowanie: Różdzka vs Ninjutsu ;) Sasuke trafia ni z gruszki ni z pietruszki do Hogwartu i musi stawić czoła tamtejszym zwyczajom.
Series: Brak
Completed: następna notka zamknie temat

Enjoy :)

....
- Panie Uchiha! Cóż to za drzemki na lekcji? Gryffindor traci pięć punktów!
Ktoś szturchnął go boleśnie w bok i Sasuke powoli otworzył oczy. Blask świec unoszących się nad sklepieniem ogromnej sali lekcyjnej i echo, jakie wywoływał każdy szmer spowodowany przez znajdujących się tam pozostałych uczniów rodziły w nim przekonanie, że jedyna w tygodniu, poniedziałkowa lekcja z akademii została dziś przeniesiona do jakiegoś lochu a on, zmęczony po całonocnym treningu, uciął sobie drzemkę i zapewne przez to nie pamiętał w ogóle, jak się dostał do tego miejsca... Zaraz... Czy w lochu świece unosiłyby się same z siebie nad sufitem?
- Panie Uchiha! Jeśli będę zmuszona zwrócić panu kolejną uwagę, Gryffindor straci o wiele więcej a pan zarobi szlaban!
Jaki Gryffindor? Jaki szlaban? Poderwał głowę, omiatając wzrokiem rzeczywistość wokół siebie i z przerażeniem niemal uświadamiając sobie istnienie, oprócz ogromnej sali wyglądającej jak komnata zamkowa, szeregu innych niepokojących faktów, takich jak latające świece, widok nieznanych śnieżnych szczytów za gotycko sklepionymi oknami, oraz to, że siedział właśnie na czymś w rodzaju lekcji z bandą poubieranych we, wzorowane chyba na płaszczach Akatsuki, czarne peleryny nastolatków, z których każdy dzierżył w ręku kawałek gładko wypolerowanego patyka. Z niemałym zdziwieniem pojął, że ubrany jest tak samo a w ręku trzyma podobne, małe drewienko. Czy to jakiś żart? Genjutsu?
- Sasuke, co jest? – usłyszał szept z boku i ze zdziwieniem zobaczył Naruto i Sakurę wpatrujących się w niego badawczo (Naruto) i ostrzegawczo (Sakura).
- Gdzie do cholery jesteśmy? – syknał, zanim zdążył pomyśleć. Po chwili zreflektował się. Nie ma przecież sensu rozmawiać z wizjami z genjutsu. Odetchnął więc głęboko, odłożył drewienko i zestawił pod ławką dłonie w pieczęć smoka. Mruknął pod nosem formułę rozwiązania iluzji, na co Sakura i Naruto popatrzyli po sobie w najwyższym zaniepokojeniu o jego stan umysłowy. Po upływie sekundy rozejrzał się z nadzieją wokół siebie. Nic nie się nie zmieniło.
- Panie Uchiha, czy z panem wszystko w porządku? – pytanie zadała kobieta o wyglądzie Tsunade, ale nie zachowująca się jak Tsunade. Przynajmniej nie ta, która była Hokage w jego świecie.
Sasuke oddychał ciężko, próbując się rozeznać w sytuacji. Nie był pod wpływem genjutsu, ale skoro nie, to gdzie u licha się znajdował? Co to za miejsce?
- Uzumaki, Haruno, zaprowadźcie go lepiej do skrzydła szpitalnego – zarządziła Tsunade – A reszta wracać do pracy! Pod koniec lekcji chcę tu widzieć stertę pięknych błyszczących guzików, zamiast tych karaluchów, które dostaliście do ćwiczeń!
- Sasuke, chodź – usłyszał obok siebie szept Sakury i czyjaś ręka chwyciła jego ramię, podciągając go w górę. Nie stawiał oporu licząc na to, że za drzwiami będzie mógł swobodnie porozmawiać z tym dwojgiem.
- Co się dzieje? Co to za miejsce? – spytał, gdy tylko wyszli.
Naruto i Sakura wymienili spojrzenia.
- No, Hogwart, a niby co innego? – powiedział Naruto
- Hog...co? – wydusił chłopak
- Sasuke, lepiej chodźmy do skrzydła szpitalnego. Co ci się stało? Ktoś cię trafił zaklęciem zapomnienia? – pytała Sakura
- Zaklęciem? – Sasuke cofnął się o krok. Nie miał najmniejszego pojęcia gdzie był i jak się stąd wydostać, a ci mu nawijają o jakimś zaklęciu? Czy oni też są częścią tego zwariowanego świata, nie znającą takich rzeczy jak genjutsu czy ninjutsu? Właśnie, ninjutsu... Tknięty nagłą obawą poczuł, że musi sprawdzić, czy w tym świecie działają techniki ninja. Bo jeśli nie... Pozostanie zupełnie bezbronny, w obcym, niezrozumiałym świecie, w którym wszyscy, których znał, zachowywali się jak po praniu mózgu.
– Jak wyjść z tego budynku? – spytał głosem dźwięczącym jak stal.
- Chcesz wyjść z zamku? Teraz? Ale po co? Jak nas jakiś nauczyciel przyłapie, będzie po nas – marudził Naruto.
Sasuke ruszył szybkim krokiem w dół korytarza, nie troszcząc się o to, co zrobi pozostała dwójka. Nie należeli do jego świata i nie byli w stanie mu pomóc. A on musi, po prostu musi sprawdzić, czy wciąż może używać ninjutsu. Korytarz zawiódł go wprost na taras ze schodami prowadzącymi do ogromnej sali wejściowej. Minąwszy strzegące przejścia zbroje odbił się od balustrady i wylądował na podłodze piętro niżej, zignorowawszy kompletnie schody, po których właśnie zbiegali podążający za nim tutejsi Naruto i Sakura. Teraz zatrzymali się, oboje zdumieni tym, co właśnie zrobił. Nie bardzo go to obchodziło. Ten mały eksperyment miał pokazać, czy wciąż posiada ten sam stopień sprawności fizycznej, co w swoim świecie. Posiadał, na szczęście.
Pobiegł w kierunku wrót wejściowych, z trudem opanowując chęć zrzucenia z siebie krępującej ruchy szaty, pod którą, niestety, miał tylko lekką bluzę. Otworzył drzwi na oścież i zrobił kilka niepewnych kroków w stronę rozciągającego się przed nim świata, który zamiast znajomych uliczek Konohy i wykutych w skale podobizn wszystkich pięciu Hokage, serwował mu właśnie widok rozległych błoni, połyskliwej tafli jeziora, rzucającego mroczne cienie wiekowego lasu i odległych gór, otaczających cały ten przybytek.
Nieważne.
- Sasuuukeee!! – dobiegły go głosy przyjaciół.
Nie zwracając uwagi na owo wołanie zamknął oczy i zebrał w sobie energię tak, jak robił to miliony razy we własnym świecie, przed zawiązaniem pieczęci. Czuł ją w sobie. Wszystko powinno pójść dobrze...
Otworzył oczy i szybkimi, umykającymi wzrokowi ruchami zaczął zawiązywać kolejne pieczęcie. Wąż, tygrys, małpa, świnia, koń, znowu tygrys... Wziął potężny haust powietrza.
- Katon! Goukakyuu no jutsu!!
Z jego ust wydobył się potężny strumień ognia. Udało się!!!... Lecz w tym samym momencie ostry podmuch wiatru zmienił kierunek płomieni spychając je – jakimś niepojętym cudem – prosto na przylegającą do zamku z tej strony szklarnię.
- Aquamenti!! – usłyszał głos Sakury
- Czyś ty zmysły postradał? Czemu do cholery podpalasz szklarnię?! Aquamenti! – obok niego przebiegł Naruto, z wyciągniętym przed siebie kawałkiem patyczka, z którego na oczach Sasuke trysnęła wstęga prawdziwej wody. Radość z możności używania ninjutsu przegrała z faktem spowodowania nieumyślnego pożaru, jak i z drugim, uświadamiającym mu, że Naruto i Sakura gaszą pożar nie własnymi rękami, ani technikami z podgatunku suiton, a czymś, w rodzaju czarów. Zagapił się na to, nie wierząc własnym oczom.
- Różdżka do góry i nam pomóż – warknął Naruto – Potem nam wyjaśnisz, dlaczego zrobiłeś coś tak głupiego.
- Ja mam różdżkę Sasuke – powiedziała niewyraźnie Sakura – Nie zabrał jej z sali do transmutacji, więc ją wzięłam... i cały czas miałam przy sobie.
Naruto rzucił mu spojrzenie pełne niedowierzania.
- Podpaliłeś szklarnię bez różdżki? O ja cię... stary!
A Sasuke stał tam nie rozumiejąc nic z ich konwersacji, a jeszcze mniej z dziwacznych zasad, rządzących tym światem. Na szczęście nieumyślnie spowodowany techniką kuli ognia pożar został już opanowany. Tak naprawdę, nie miał szans przerodzić się w coś poważniejszego.
- Uff – jęknął Naruto, gdy pod strugą wody zniknął ostatni język ognia – Dobrze, że walnąłeś w kierunku dachu a nie grządek z roślinami... profesor Shizune chybaby nas zabiła...
- Lepiej stąd wiejmy – powiedziała Sakura upewniwszy się, że ze szklarnią już wszystko w porządku. Niestety, na brzegach dachu widać było wyraźnie czarne ślady. Machnęła różdżką i wszystko przybrało dawny wygląd.
– Do wieży Gryffindoru, szybko!
Sasuke po krótkim namyśle pobiegł za nimi. Przekonał się już, że ten świat jest równie rzeczywisty jak jego techniki, a Naruto i Sakura byli w tej chwili jego jedynymi sojusznikami, ostatnią deską ratunku, która mogła wskazać mu w końcu sposób na powrót do swego świata. Zanim jednak podejmie jakiekolwiek działanie, musi zebrać jak najwięcej informacji o tym świecie.
- Słuchajcie... – powiedział więc, gdy przebyli już dwa piętra – Muszę z wami o czymś porozmawiać.
Zatrzymali się przy portrecie jakiegoś zwariowanego rycerza, który zaraz zaczął wywrzaskiwać w ich kierunku najwymyślniejsze obelgi i wyzywać ich na pojedynek. Sasuke nie zdziwił się tym, że obrazy tutaj żyły, podkreślając dosłowność tego wyrażenia, własnym życiem. Przyjął za pewnik, że tutaj wszystko się może zdarzyć i postanowił niczemu się nie dziwić, dopóki nie wyjaśni się sprawa z tajemniczym przeniesieniem jego osoby do tego świata.
- O co chodzi?
- Ta rozmowa może wydać się wam dziwna... ale wyobraźcie sobie na moment, że ja, ten teraźniejszy ja.. istnieję w tym świecie od godziny. Że nie pamiętam niczego, co się zdarzyło przedtem i nie znam zupełnie świata, w którym jesteśmy.
Po ich minach poznał, że ta perspektywa zrobiła na nich wrażenie więcej niż ogromne.
- Ale o czym ty gadasz, stary...? – zaczął Naruto ale Sasuke mu przerwał
- Powiedzcie mi, co robiliśmy wczoraj przed południem?
- No jak to co? Byliśmy na lekcji zaklęć. Ćwiczyliśmy zaklęcie uciszające.
- A po południu?
- Dwie godziny wróżbiarstwa z Kurenai... już dwunasty raz w tym roku przepowiedziała ci śmierć... To przez Sam-Wiesz-Kogo, wszystkich nakręca ta historia z Kamieniem Filozoficznym i Komnatą Tajemnic... To, że z nim walczyłeś i przeżyłeś.
Sasuke słuchał w milczeniu. Opowieść Naruto potwierdzała pierwsze z jego przypuszczeń – istniał w tym świecie, ale jako zupełnie inna osoba.
- A czy dzisiaj na lekcji... Próbowałem zrobić coś dziwnego, bądź innego niż reszta?
- N-nie... Uczyliśmy się przemieniać karaluchy w guziki, chyba wszystko było w porządku...
- Tylko raz Choujiemu wybuchła różdżka. On siedzi zaraz za tobą, myślisz, że mógł cię niechcący czymś trafić?
Sasuke milczał, przetrawiając tą informację. Potwierdziło się właśnie drugie z jego przypuszczeń.
- Chodźcie – powiedział, podjąwszy decyzję o próbie dowiedzenia się o tym świecie jak najwięcej. Wyglądało, że spędzi w nim trochę czasu, a żeby wrócić do swojego, będzie musiał zgłębić tajemnicę owego niefortunnie rzuconego zaklęcia – Opowiedzcie mi o mnie. Wszystko.
Po godzinie spędzonej z nimi w tak zwanym pokoju wspólnym Gryffindoru wiedział już całkiem sporo o świecie czarodziejów i o sobie samym. Tutaj był czarodziejem Sasuke Uchihą, Chłopcem Który Przeżył. Miał na czole bliznę w kształcie błyskawicy (sprawdził to w lustrze osobiście), posługiwał się różdżką z ostrokrzewu i grał na pozycji szukającego w jakiejś pokręconej dyscyplinie sportowej, której zasad nie do końca rozumiał. Ponadto, był jedyną ocalałą osobą z pogromu, jaki urządził kilkanaście lat temu czarnoksiężnik, którego imienia bali się wymówić nawet Naruto i Sakura, a który po próbie zabójstwa małego Sasuke został niepojętym cudem wyrwany ze swego ciała i zmuszony do marnej egzystencji w ukryciu i w oczekiwaniu na dogodny moment do odzyskania władzy.
- No i mówię ci, Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać poluje na ciebie, chce cię zabić, bo myśli, że tylko wtedy odzyska pełną moc – wyjaśniał rozemocjonowanym głosem Uzumaki – A tak w ogóle to jutro gramy mecz przeciwko Ślizgonom i powinieneś potrenować, i jak w ogóle masz zamiar grać, skoro trafiło cię zaklęcie amnezji??
Sasuke stracił ochotę na wyjaśnianie im niewytłumaczalnej zamiany miejsc z tutejszym Uchihą, przystając milcząco na wersję z zaklęciem zapomnienia. W chwili obecnej nie miał innego wyboru, jak udawać samego siebie z tego świata.
- Zagram, muszę tylko trochę potrenować – powiedział zwieszając głowę cierpiętniczo – Czy możecie mi dać jakieś zwoje opisujące, jak używać tego? – wskazał gestem na swoją różdżkę.
- Zwoje? – po raz kolejny Naruto z Sakurą spojrzeli po sobie, nie zrozumiawszy, o co mu chodziło
Sasuke chrząknął, poprawiając się:
- Chodziło mi o instrukcje.
– Chcesz poćwiczyć? W podręcznikach masz opis wszystkich potrzebnych zaklęć...
Sakura zaczęła wypróżniać swoją torbę, rzucając mu na kolana opasłe tomiszcza.
- Natychmiastowa transmutacja, Standardowa księga zaklęć stopień trzeci, Teoria magii, Magiczne wzory i napoje... Sasuke, na pewno uważasz, że nie potrzebujesz wizyty w skrzydle szpitalnym?
- Nie – odpowiedział, bardziej zainteresowany wyłuskaną właśnie ze stosu na swoich kolanach Natychmiastową Transmutacją niż tym, co mówiła do niego dziewczyna.
Przerzucił kilka stron, ogarniając wzrokiem zbiór rycin i wybrane zdania opisujące, jak trzymać różdżkę. Interesujące.
- Pora na lunch. Idziesz z nami? – spytał Naruto. Chyba nie do końca wiedział, jak zachowywać się w obecności trafionego zaklęciem amnezji przyjaciela, któremu trzeba było tłumaczyć wszystko tak, aby nie zginał w wymykającym się wszelkim logicznym zasadom świecie Hogwartu.
Sasuke zatrzasnął książkę.
- Pewnie.
Skoro już musi pozostać przez chwilę w tym świecie, nie odmówi sobie gorącego posiłku. Właściwie to ta przygoda może mieć i pozytywne strony. Może nauczy się tu czegoś nowego, pozna jakieś całkiem nowe techniki czy nawet dowie się, jak działają te całe różdżki i zrobi z nich broń w swoim świecie...
- Proszę proszę, to znowu Sasuke Uchiha w otoczeniu swych pupilków! Słyszałem, że ześwirowałeś na transmutacji. Co, już ci było tęskno za skrzydłem szpitalnym?
Wróć. Ta przygoda nie może mieć pozytywnych stron.
Sasuke odwrócił się powoli w kierunku autora owych obraźliwych słów. Znajdowali się właśnie z tutejszym Naruto i Sakurą na korytarzu na drugim piętrze, wokół pełno było uczniów zmierzających na dół, na posiłek. Ten jeden konkretny amator obrażania innych stał nieruchomo kilka metrów dalej, w pozie wyrażającej pewność siebie i pogardę oscylującą na poziomie gór otaczających Konohę. Uśmiechał się do tego w sposób wybitnie irytujący i wskazujący na to, że jeszcze nikt nigdy mu porządnie nie przylał. Tuż za nim, jak para ochroniarzy, stali dwaj pakerzy. Widocznie ów irytujący młodzieniec nie ruszał się nigdzie bez straży przybocznej. Dupek.
- Dupek – parsknął Naruto, jakby czytał Sasuke w myślach – Suigetsu. Znowu myśli, że szkoła należy do niego.
- Nie zwracajcie na niego uwagi. Chodźcie! – Sakura pociągnęła Sasuke za rękaw.
Nie zwracać uwagi? To jak niby ustalało się tutaj, komu należy się szacunek?
- No chodźże! – syczała na wpół zrozpaczona Sakura i pociągnęła go tak mocno, że w końcu osiągnęła swój cel – bezwiednie ruszył za nią. Suigetsu przyglądał się temu z wyjątkowo paskudnym uśmiechem.
- Uciekasz, Uchiha? Zawsze wiedziałem, że jesteś tchórzem.
Przesadził! Oczy Sasuke zwęziły się w szpareczki. Naruto żachnął się na te słowa i sięgnął po używaną przez tutejsze dzieciaki różdżkę, ale Sasuke powstrzymał go gestem od działania. Sam sobie radził z takimi, jak Suigetsu. Nikt nie będzie go bezkarnie obrażał, niezależnie od miejsca.
- Puść rękaw – szepnął do Sakury ostrzegawczo.
- Sasuke, różdżka! – zawołała za nim Sakura, ale jemu nie było potrzebne to marne drewienko.
Zwinął się niczym atakująca żmija, a potem, w milisekundzie doskoczył do pyszałka Z pewną satysfakcją zanotował rozwierające się w paroksyzmie strachu oczy chłopaka.
- Co ty...? – zaczął, sięgnąwszy po różdżkę, ale Uchiha sprawnym ruchem wytrącił mu ją z dłoni i odkopnął poza jego zasięg. Parę szybkich ruchów taijutsu i palant przewrócił się na podłogę, trzymając za brzuch i jęcząc z bólu.
Para jego ochroniarzy zdążyła do tego czasu zebrać się w sobie, ryknąć bojowo i natrzeć na wywijającego się w półobrotach Sasuke, ale na nic zdała się cała ich siła. Zanim się obejrzeli, leżeli na obu łopatkach a brunet turlał ich różdżki między palcami, przyglądając się leżącym ze wzgardą. Ledwo powstrzymał się od splunięcia. Te kloce jednak nie były warte i tego.
Cały korytarz zamarł w niedowierzaniu. Dzieciaki w wyjątkowo głupi sposób otwierały usta i wybałuszały na Sasuke oczy. On jednak niezbyt się tym przejął. Normalna reakcja na wszystko, co robił, w Konoha. Był przyzwyczajony. Podszedł do przerażonego obrotem sprawy Suigetsu.
- Ugryź się w język, zanim następnym razem coś powiesz. Będzie mniej bolało – powiedział, rzucając mu na podołek różdżki jego ochroniarzy. Nie był głupi, wiedział, że daje mu w ten sposób możliwość ich użycia. Ale gdyby Suigetsu spróbował to zrobić... wtedy okazałby prawdziwą głupotę. I wtedy zaczęłaby się zabawa dla niego, dla Sasuke.
Suigetsu zagarnął obie różdżki z wyrazem bezbrzeżnej nienawiści na twarzy.
- Nie radzę – szepnął z groźnym uśmiechem Uchiha, widząc, że ten głupek naprawdę myśli o ich użyciu – Naprawdę nie radzę... Ale już jeśli bardzo chcesz, możesz to zrobić. Uprzyjemnisz mi tylko dzień.
Suigetsu zerwał się na równe nogi i czym prędzej oddalił, bojąc się odwrócić tyłem, żeby Sasuke przypadkiem nie zaatakował go znienacka. Na jego twarzy malowała się żądza krwi, po piętach deptali mu jego dwaj klockowaci towarzysze.
Sasuke nie mógł powstrzymać uśmiechu satysfakcji. Na drugi raz każdy idiota się dwa razy zastanowi, zanim go obrazi. Tak się załatwia sprawy w świecie shinobi.
Tylko, że to nie był świat shinobi.
Hałas, jaki podniósł się po zakończeniu tej niesmacznej sceny, zagłuszył wszystko. Stojący najbliżej zasypali go pytaniami. Nagle ponad pięćdziesięciu uczniów chciało wiedzieć, gdzie się nauczył tak poruszać i czy może to efekt jakiegoś zaklęcia, bądź eliksiru. Musiał użyć siły, by przepchnąć się przez ten tłum do Naruto i Sakury. Ci stali w tym samym miejscu, co poprzednio. Coś się jednak zmieniło. W ich spojrzeniach Sasuke wyczytał, że nie uważają go już za tę samą osobę, co wcześniej.
Cholera!
Niepotrzebnie pokazał, że umie coś, czego nie potrafią dzieciaki z tego świata. Bo wątpił, żeby ćwiczyli się tutaj w taijutsu. Wzruszył ramionami, żeby zbagatelizować całe zajście. Musiał im teraz jakoś udowodnić, że jest Sasuke stąd, że zna się na tych całych czarach, albo coś w tym stylu... bo inaczej nie odzyska ich zaufania. A było mu potrzebne, żeby przeżyć.
- Chodźmy – rzucił więc swobodnie i zrobił kilka kroków do przodu.
- Eeee, Sasuke...
- Co?
- Do Wielkiej Sali idzie się tędy – Naruto wskazał głową minięte przed chwilą przez bruneta schody.
...
No dobra, popełniał błędy. Nie powinien był tak się dziwić na widok zmieniającego się magicznie co chwila sklepienia w Wielkiej Sali i chwytać za nóż w geście obronnym, gdy na jego talerzu nagle pojawiło się jedzenie. Powinien był okazać więcej przyjaźni gościowi o wyglądzie Jirayi, który jak się okazało, był tutejszym gajowym i wchodził do grona najbliższych przyjaciół Uchihy. A już z całą pewnością nie powinien się zgodzić na rozmowę z mężczyzną o wyglądzie i wieku Trzeciego Hokage, który w tej szkole pełnił funkcję dyrektora.
- Drogi Sasuke – zaczął dyrektor łagodnie. Byli w jego gabinecie w części zamku, której Sasuke zupełnie nie znał. Niezależnie od chęci czy ostrożności, musiał jednak zgodzić się na tę rozmowę. Nie miał wyboru. Postanowił jednak święcie odzywać się jak najmniej i we wszystkim potakiwać starcowi głową. Chyba, że dyrektor wiedział o jego magicznym przeniesieniu i znał sposób, żeby to odwrócić.
- Jestem pewien, że radzisz sobie w szkole jak zwykle, nienajgorzej – ciągnął Sarutobi – Jednak chciałbym poruszyć z tobą pewną sprawę, o której inni uczniowie dowiedzą się dopiero jutro.
Sasuke patrzył na niego podejrzliwie. Czyżby starzec wiedział o tym, że Uchiha nie pochodzi z tego świata, i zamierzał powiedzieć o tym szkole jutro przy śniadaniu?
Ale Sarutobi po prostu podniósł leżącą na biurku gazetę i podał ją Sasuke. Ten, po chwili wahania, przyjął papier i spojrzał na pierwszą stronę. Natychmiast zerwał się na równe nogi.
- Co to jest...?
Z pierwszej strony na bruneta łypał groźnie jego własny brat, Itachi Uchiha, morderca jego klanu. Nagłówek nad zdjęciem głosił: GROŹNY ŚMIERCIOŻERCA ZNOWU NA WOLNOŚCI. Nieco mniejszymi literami pod spodem napisano: Zdradziecki strażnik tajemnicy rodziny Uchiha i zabójca czarodzieja Kabuto wczoraj wieczorem uciekł z Azkabanu. Jest to szalenie niebezpieczny człowiek, jakikolwiek kontakt z nim grozi śmiercią bądź trwałym okaleczeniem.
Sasuke spojrzał w szoku na dyrektora. Nie rozumiał połowy zarzutów, którymi wsławił się jego brat w tym świecie, ale nieważne. Itachi istniał również tutaj! I właśnie uciekł z jakiegoś więzienia o nazwie Azkaban.
Sarutobi pokiwał głową ze zrozumieniem.
- Tak, Sasuke – westchnął – Twój brat uciekł i obawiam się, że możemy spodziewać się jego wizyty w szkole. Oczywiście podejmiemy wszelkie środki ostrożności. To, jak zakończy się ta sprawa, będzie jednak zależało od ciebie.
Sasuke zamrugał. Od niego? Ależ oczywiście, że od niego! Zabije w końcu tego drania, który i w tym świecie najwidoczniej na to zasłużył.
Dyrektor wolnym krokiem podszedł do gotycko sklepionego okna, za którym rozciągał się przepiękny widok gór.
- Pozbawiony mocy Orochimaru będzie czekał na kogoś, kto pomoże mu wyrwać się z tej nędznej formy, w jakiej żyje obecnie. Możliwe, że Itachi od razu uda się na poszukiwania i ominie Hogwart szerokim łukiem. Ale możliwe też, że najpierw będzie chciał spotkać się z tobą... żeby cię zabić. Tutaj zaczyna się twoja rola.
Sasuke milczał. Trzeci Hokage spojrzał na niego przenikliwie.
- Nie możesz wystawiać się na niebezpieczeństwo. Nie szukaj Itachiego. Pozwól działać nauczycielom – powiedział, odbierając mu tym samym wszelką nadzieję na oficjalną zemstę.
No pięknie...!
- Zrozumiałeś? – nacisnął dyrektor.
Nie miał wyjścia.
-Tak, proszę pana.

....
Kontynuacja za tydzień. Chyba... X)

18 komentarzy:

Anonimowy pisze...

HAHA! Dobre! Jakoś nigdy nie zabierałam się za crossovery, a z tego widać, że powinnam. ŚWIETNE! Sasuke, jako chłopiec który przeżył. No pasuje do niego, w końcu w swoim świecie też można go tak nazywać. Ostatni/jedyny, który przeżył rzeź klanu. Nigdy jakoś na to nie wpadłam.
No ale, ale. Świetny pomysł. Dobrze obsadzone role. Tak się zastanawiałam podczas czytania, kogo obsadzisz w roli Malfoya - Suigetsu. HAHA, no cały on ;D I Oro, Itachi groźny śmierciożerca. Wiesz, powiem Ci że mogłabym tak parę rozdziałów poczytać o Sasuke zagubionym w czasoprzestrzeni.
Ciekawa jestem, gdzie poniosą nogi Itachiego. Tak więc "Kontynuacja za tydzień. Chyba... X)" 'chyba' z tej wypowiedzi znika. Czekam niecierpliwie.

Och tam, 'walnąć' powinnam napisać w cudzysłowie. W emocjach pisałam, co się dziwisz ;) No dopilnować trzeba, tak jak pomysł z noclegiem był takim 'walnięciem' Itachiego w potylicę ;)

Dobra, koniec, bo praca czeka :/
Wena moja kochana. Czekam co tam dalej wysmażysz.
Trzymaj się ciepło, bo znowu śnieg spadł, przynajmniej w Gdyni. I znowu czysto się zrobiło ;)
Buziaki :*
Daimon

Anonimowy pisze...

o matko xd
<3

Anonimowy pisze...

Oficjalnie umarłam... hahaha to opowiadanie zryło mi mózg xD Genialny pomysł, prawie się popłakałam ze śmiechu, gdy przeczytałam, że Sasek jest Chłopcem Który Przeżył, a o motywie z Itachim już nie wspomnę, to jakby mieszanka historii Syriusza i Petera XD
Chociaż chciałabym, żeby Naruto wcielił się w rolę Draco, no ale cóż, lepiej Ron niż coś gorszego.
Sasuke jednak szybko zorientował się w nowej rzeczywistości, chociaż nie do końca wie jak w niej funkcjonować.
A Oro idealnie dobrałaś na Voldiego, podobni, węże, wygląd, zryta bania, haha świetne :*

Czekam na dalszy ciąg, niech wena cię jeszcze nie opuszcza, pisz!
Powodzenia,
Narita :*

PS: W takim razie mam nadzieję, że w jakimś opku rozważysz ten pomysł ^^

Sanu pisze...

Heh, kiedyś miałam zabrać się za napisanie parodii Naruto w Świecie Hogwartu, ale jakoś ten pomysł gdzieś uciekł. A tu proszę:)
Czytam coś takiego u Ciebie. Co prawda u mnie miało być to shonen-ai, Sasuke miał być Malfoyem a Naruto Harrym, ale mniejesza o to:P

Dobre było to o płaszczach, na wzór tych z Akatsuki:P Zastanawiałam sięjaką rolę dasz Orochimaru - Snape'a czy Voldemorta.
Za snape'm przemiawiają czarne tłuste włosy, ale zdecydowanie chyba więcej jest na korzyść Oro: Odzyskuje dopiero moce, potrzebuje do tego Sasuke, ma hopla na punkcie węży:P
Kuroneko jako nauczycielka wróżbiarstwa? Hahah, ale ją zdegradowałaś:)

On-shot naprawdę fajny, tym bardziej, że łączy Naruto z HP (uwielbiam tą książkę). Czekam na dalszą część.

Sanu pisze...

Aha, zapomniałąm napisać. Też wolałabym widzieć w roli malfoya Naruto (skoro Sasuke to Potter), ale to przecież nie yaoi i Malfoy pewnie nie odegra tu większej roli.

Dżem pisze...

O.O ale mnie zaskoczyłaś :D Serialnie jestem w szoku xd
JA na miejscu Saska albo popełniłabym zbiorowe samobójstwo albo błagała o pomoc ^^
Pięknie Załatwił Suigetsu no pięknie.
Jak zaczełam czytac no to byłam istnie przekonana, że Sasuke będzie slizgonem :P
Niesamowice podstwaiłaś osoby :D Aż nie moge się doczekać dalszej części :P

Kuroneko pisze...

Nie udało mi się pierwszej napisać komentarza ; ( No cóż. Wyjdzie więc na to, że będę powielać opinie. Pomysł świetny, sama lepiej bym tego nie wymyśliła, a jako fanka całej serii Pottera (może nie jakaś psycho, ale jednak dorastałam razem z nią) jestem jak najbardziej na tak. Nawet nie wiesz jakiego miałam banana na twarzy kiedy to czytałam, nie wspominając już nawet o wyobrażeniu sobie miny Sasuke, kiedy to przebudził się nagle w Hogwarcie XD Po prostu: bezcenne xD To ciekawe, że mimo znajomości serii, cały czas miałam przed oczami nie Harry'ego, tylko właśnie Uchihę. To tylko dowodzi, że znakomicie udało Ci się wdrożyć go w ten magiczny świat. Swoją drogą, ciekawe jest takie wrzucanie postaci anime do światów wymyślonych przez innych autorów. Wyobrażacie sobie Naruto Matrix? *unosi brew* Albo Sakurę w Modzie na sukces? ; DDD *nie ma pojęcia czemu akurat Sakura jej do głowy przyszła* Przyznam się, że sama miewałam sny, w których np. zjawiałam się w świecie Naruto jako zwykła ja, nie bohaterka anime (tyle, że rysowana byłam na sposób mangowy) i takie wielkie WTF na twarzy ; D Ale dość o mnie. *skup się!*
Rozwaliły mnie płaszcze ala Akatsuki, już mówiłam Ci także prywatnie podczas czytania moje skojarzenia (zresztą trafne, jak się okazało) z Orochimaru w roli Voldemorta, no po prostu lepiej bym tego nie opisała. I Itachi jako zbiegły Śmierciożerca. Cholera, nigdy nie patrzyłam na to w taki sposób. To by było ciekawym doświadczeniem przeczytać trzecią część Pottera podmieniając postaci : DDDD Akatsuki jako Śmierciożercy. Pain jako ojciec Malfoja (jakoś tak mi podpasował). Genialne! Będzie trzeba to wykorzystać ; D Czekam z niecierpliwością na kolejną część i tak jak Daimon wyrzucam to chyba z zapowiedzi ;P Pozwolę sobie też odpowiedzieć - kochana dla Ciebie zawsze czas poświęcę, zawsze go znajdę żeby Cię pomęczyć i potorturować o pisanie czegoś nowego, wszak ja mam wtedy przyjemność z czytania, Ty wstawiasz na bloga - i wilk syty i owca cała ];>
A na koniec zostawie sobie najlepsze. Po prostu nie mogłam pozbyć się WTF z mojej twarzy kiedy przeczytałam w komentarzu Sanu: Kuroneko" jako nauczycielka wróżbiarstwa? Hahah, ale ją zdegradowałaś:)" O______o Aż przeczytałam ten fragment jeszcze raz i mówie, nie no dobrze, jest Kurenai xD Nie mogłam się powstrzymać od śmiechu. Tym bardziej, że interesowałam się tym kiedyś *poszła odkurzyć karty tarota i szklaną kulę* nawet gdzieś tam jeszcze w jakieś szufladzie pewnie są. *wchodzi na strych* Tylko gdzie są moje wielkie okulary.... *mruczy pod nosem*
Kochana! Wena wielkiego jak stąd na Giewont! ;* *nawet jej się zrymowało*

Sanu pisze...

Ups...:)
Kuroneko tak często pojawiasz się tu i tam, że aż pomyliłam imię postaci:)

? pisze...

Agr! Zjadło mi komentarz, zaraz mnie krew zaleje i szlag trafi.
Powiem więc tak w skrócie, bo nie mam już czasu pisać drugi raz tego samego, a było długie :(
One shot bardzo mi się podoba, świetne zamienienie światów, naprawdę :D Naruto jako Ron trochę mi nie leży, bo czasami zamiast Uzumakiego widziałam Wesleya, ale to już tak z książkowego przyzwyczajenia :) Suigetsu jako Malfoy niby pasuje, ale z racji tego, że Draco uwilebiam, a Suigetsu nie bardzo, mi się ta kreacja nie podoba, ale to tylko moje subiektywna opinia. Widzę, że nasi milusińscy są w 3 klasie, czyli mają 13-lat. Slash przewiduje kontakty seksualne i tak tylko napomknę, że w świetle polskiego prawa opisywanie scen seksu między 13latkami więc chyba nielegalne? ^.^' Tak mi się przynajmniej wydaje, prawnik ze mnie żaden, więc mogę się najzwyklej w świecie mylić, ale tak sobie teraz myślę, że gdzieś chyba o tym czytałam.
Itachi na Syriusza bardzo pasuje :D Bardzo mi się ten fragment podoba, no i jestem starsznie ciekawa zakończenia. Jeśli Uchiha jest w świecie potterowskiego Uchihy, może to oznaczać, że potterowski Uchiha jest w świecie oryginału :D Pisz szybko następną część, bo wprost nie mogę się doczekać zakończenia :D

Pozdrawiam, przeklinając i złorzecząc jednocześnie na Google i blogera.
Koko :*

Seni pisze...

O_O nie spodziewałam się czegoś takiego :D ale fajnie się czytało. zastanawiam się jaka tu para będzie :o

Mana24 pisze...

Zainteresował mnie twoj blog;) z niecierpliwością czekam na kolejną notkę. a tymczasem dodaje cie do linkow;)

Anonimowy pisze...

HP, nienawidzę. Ale spodobał mi się twój One shot. Widziałam 4 części HP.... Nie przemawia do mnie.

Co do twojego świata, zabawny :) Ciekawe jak poprowadzisz relacje między chłopcami ( SasuNaru). Sasuke będzie tęsknił za swoim Młotkiem?
A może to wszystko jest jego urojeniem i tak naprawdę wymyślił siebie jako shinobi? Magia potrafi wiele, nie? xD Zaczynam wątpić we wszystko, eh.

Czekam na następną część :)



By Pazurek

Anonimowy pisze...

ja osobiście wolę byś kontynuowała BC bardziej do mnie przemawia ;]

Anonimowy pisze...

Łooo, niezłe! Sasuke w roli Harry'ego Pottera... Tylko żadnej Ginny, pliss... Mam nadzieję, że zamiast niej będzie Naruto ;-)
Tak czy siak z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
Do_ris

Kuroneko pisze...

Gdzie jest druga część, gdzie jest druga część! *wydziera się pod jej oknem*

Seni pisze...

nie wiem jak inni, ale ja tęsknię za BC Groan ;C

madciak pisze...

Ach. Dobrze, dawno nie komentowałam, co jest skutkiem lenia i kilku innych czynników.
Podoba mi się one-shot, chociaż nazwa mówi za siebie: ma byc to opowiadanie jednorozdziałowe (troszkę mnie wkurza, jak ludzie rozdzielają notkę i dają dwie w formie one-shota). Sama jestem głęęęboko w świecie HP oraz Naruto, więc bardzo podoba mi się pomysł. xd Można powiedziec, że jestem wielbicielką crossoverów.
Podoba mi sie twoj styl, a jestem na bierząco z twoim blogiem od bardzo dawna (czyli odkąd przeprowadziłaś się na blogspota i kilka jeszcze notek wcześniej), co do stylu, to jest bardzo lekki, nie czuję się zmuszona, by czytac, samo idzie.
Uwielbiam też BC Groan, jestem wieeeelbicielką tego opowiadania, serio. :D Niedługo zacznę śpiewac piosenki razem z nimi. Również, jak Seni, tęsknię za notkami, jednak nie czuje się skrzywdzona one-shotem.
W gruncie rzeczy to przyszłam tu, żeby zareklamowac swój blog, ale wiem, że zanim się to zrobi, trzeba chociaż skomentowac notkę na blogu.
Prawie bym zapomniała podac adres swojego bloga XDD
http://teme-yaoi.blogspot.com - zapraszam; jeśli jednak nie wejdziesz, nie będę za bardzo zła. (w każdym razie postaram się xddd)

Revira pisze...

Przepraszam, one shotów z reguły raczej nie czytam, więc mój komentarz dotyczył będzie jedynie opowiadania BC Groan.
Skoro już przy tym jesteśmy, zastanawia mnie skąd wzięłaś pomysł na nazwę. Wiem już co ona oznacza (bo przecież wyjaśniłaś, że pomruk czarnego kota - o ile dobrze pamiętam), ale wciąż ciekawi mnie skąd pomysł.
Ok, przejdźmy do rzeczy istotniejszych.
Podoba mi się sposób w jaki przedstawiasz bohaterów. Szczerze mówiąc trudno mi tutaj kogokolwiek nie lubić, nawet Sai'a. Każda postać ma coś z 'oryginału' ale posiada także coś 'świeżego', 'nowego' - wiesz chyba co mam na myśli.
Czytałam już masę opowiadań gdzie SasuNaru i słowo zespół stanowiły jedno. Ale ja zawsze byłam zdania, że nawet z banalną i mało oryginalną fabułą, można stworzyć interesujące opowiadanie a ty jesteś tego świetnym dowodem.
To co zaskoczyło mnie najbardziej to skład zespołu. Na początku ciężko było mi to przetrawić. D Sasuke jakoś bardziej pasował mi skład Taki, niż Chouji czy Hinata, ale po dłuższym czytaniu doszłam do wniosku, że to całkiem niezłe połączenie.
Podoba mi się także to, że mimo iż zespół jest główną osią fabuły, to jednak skupiasz się także na życiu codziennym bohaterów, ich problemach i uczuciach. Da przykładu sytuacje w domach Sasuke i Naruto - dobrze to ukazałaś.
Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdzial BC Groan bo jak już wspominałam, fanką one shotów nie jestem :)
Pozdrawiam.