piątek, 29 października 2010

Burza na powierzchni szkarłatu

No! Jestem z rozdziałem :)
Dziewczyny, dziękuję za komentarze pod wstępem :*
Tekst wyszedł mi... jakoś. Na początku nawet mi się podobał, ale potem zaczęłam poprawiać i jego wartość w moich oczach znacznie spadła.
Nie podoba mi się tytuł. Może ktoś z Was wymyśli lepszy? :) Liczę na Was i Wasze pomysły.

Sasuke i Naruto, dwa wampiry, dwustuletni stwórca i nieopierzony pisklak, tęskniący za człowieczeństwem i mający żal do towarzysza za uczynienie z niego stworzenia mroku.
Enjoy :)

...........

Tobie, marny człowieku, wampir jawi się jako najwspanialszy kochanek, piękny i tragiczny w pułapce swych ludzkich pragnień i nieludzkiej natury. Powiedz, nie tak jest? A powiedz jeszcze, czy to nie czysta ironia? Kochanek, nie potwór. Piękny, nie złowrogi. Tragiczny, nie krwiożerczy. Dlaczego? Dlaczego ludzie padają w objęcia śmierci, zaślepieni własnymi wizjami, niczym ćmy lecące do ognia?
....

Beatrice przemierzała szybkim krokiem ciemne uliczki miasta, starając się wyglądać na pewną siebie i przywykłą do samotnych późnych spacerów. W rzeczywistości była skrajnie przerażona. W duchu raz po raz przeklinała szefa, który kazał jej zostać w pracy aż do północy. Tom odmówił przyjazdu po nią samochodem, bo niby musiał zostać z chora matką – tak, jasne, oczywiście! Doskonale wiedziała, że zamiast pomóc matce czy siostrze, wolał się zabawić z którąś z lokalnych dziwek. Już słyszała, jak się będzie potem tłumaczyć:
- Ale ja naprawdę byłem z mamą, Bea! Konnie wpadła tylko na chwilę, miałem ją wyrzucić?
Próżne tłumaczenia. Humor Beatrice psuło dodatkowo paskudne zimno, przenikające jej lekki płaszcz i powodujące paskudne dreszcze. Szczelniej otuliła się szalem. Niby szła wiosna, ale temperatura wciąż była niska.
Kamienice znajdujące się po obu stronach uliczki, którą właśnie pokonywała, rzucały długie cienie, krzyżujące się ze sobą pod różnymi kątami i potęgowały w dziewczynie niewytłumaczalny lęk. Na szczęście latarnie działały, choć od czasu do czasu któraś gasła na kilka chwil.
Na parterze jednej mijanych kamienic jeszcze świeciło się światło. W pokoju za szybą Beatrice widziała jakiegoś ojca, który siedział przy łóżeczku dziecka i coś do niego mówił, głaszcząc lekko po główce. Ciepły, rodzinny obraz. Aż miała ochotę przystanąć i popatrzeć. Ale nie, po co? Żeby potem żałować, że jej własny ojciec opuścił matkę, ją i Toma, gdy była bardzo mała? Nie ma czego rozpamiętywać. Trzeba jak najszybciej się dostać do domu.
Brrr, ależ zimno! Wzdrygnęła się, spoglądając w słabiej oświetloną uliczkę, w którą właśnie skręciła. Tam latarnie były rzadziej rozstawione, trzeba więc będzie się pospieszyć i jak najszybciej przejść ten odcinek. Dzielnie ruszyła uliczką w dół.
Nagle jednocześnie zgasły wszystkie latarnie oświetlające uliczkę a z ciemnego jej końca zerwał się przenikliwie zimny wiatr, który zawirował w ciemności wokół dziewczyny i owinął ją jak lodowate widmo płaszcza.
Aż przystanęła z nagłego przestrachu. Wydało jej się, że w podmuchu wiatru słyszy świszczący oddech złowrogiej istoty, czegoś, co nie może być ani człowiekiem, ani zwierzęciem. Dźwięk ten ustał jednakże tak szybko, jak się pojawił.
Stała jeszcze chwilę, oddychając szybko i płytko.
- To tylko wiatr – szepnęła do siebie – No, uspokój się...
Zapaliła się latarnia stojąca najbliżej i Beatrice podniosła wzrok.
W krąg bladego światła wkroczył mężczyzna. Młody, najwyżej dwudziestopięcioletni, ubrany w czarny płaszcz i zamszowe rękawiczki. Blask oblewał jego jasne włosy, sprawiając, że skryta w ich cieniu twarz była niemal niewidoczna. Dla Beatrice wyglądał jak wracający z pracy biznesmen, który zgubił drogę wśród krętych uliczek starej dzielnicy. Nie niósł jednak ze sobą żadnej z tych rzeczy, jakie zwykły biznesmen zwykł nosić do pracy. Dziewczynę ogarnął niejasny niepokój. Nawet najmniej znaczący urzędnik w firmie powinien taszczyć ze sobą jakieś aktówki.
Podjęła decyzję o możliwie jak najbardziej naturalnym i najszybszym minięciu przybysza. Nie wiedziała do końca, co o nim myśleć, ale nie chciała kusić losu.
Zrobiła parę kroków, opuszczając nisko głowę. Bała się. Utkwiła wzrok w kostce brukowej, ale i tak doskonale widziała wszystkie jego ruchy.
Jezu, czy jej się zdaje, czy on ją obserwuje?...
Nieważne, najważniejsze, to go minąć... dotrzeć do końca uliczki.
Zrównała się z nim.
Jeszcze tylko krok, może dwa i go minie...
- Beatrice.
Serce zatrzepotało w niej jak szalone. Nie zatrzymuj się, zignoruj... Przecież na pewno go nie znasz. Przymierzyła się do następnego kroku.
Silna ręka chwyciła ją za ramię, uniemożliwiając ruch. Dziewczyna nie zdołała opanować okrzyku grozy, gdy mężczyzna odwrócił ją twarzą do siebie, lecz cały strach związany z groźbą napadu zniknął, kiedy tylko spojrzała w jego twarz. Czar, jaki od niego bił sprawił, że zapomniała o tym, gdzie jest i co się dzieje. Jego rysy pełne były niespotykanej szlachetności i stanowczości zarazem, a twarz osnuwała mgła melancholii i niemej prośby, jakby mężczyzna przeżywał coś strasznego a ona mogła mu dostarczyć lekarstwo na ten ból. Jego oczy...
Jego oczy były nienaturalnie niebieskie. Jarzyły się w mroku jak dwa kawałki szafiru, jak skrawki jasnego nieba tuż przed nadejściem burzy. Patrzyła w te oczy i ogarniało ją przerażenie. To nie mogły być oczy człowieka.
Mężczyzna pogładził ją po policzku, a następnie sięgnął do jej szyi i powoli odgarnął szal.
- Nie bój się, Beatrice – szepnął, otulając ją ramionami i zbliżając twarz do jej twarzy. Szafirowe oczy hipnotyzowały.
- Kim jesteś? – zdołała wyjąkać. Wbrew jej woli, wbrew przerażeniu, które czuła, wraz ze wzajemnym zbliżaniem się ich twarzy doznawała silnego podniecenia, które z każdym centymetrem skracającym dystans przybierało na intensywności.
Dotknął łagodnie czołem jej czoła.
- Spełnieniem twych marzeń.
Z gardła wyrwał jej się jęk pomieszany ze szlochem. Jeśli czegoś nie zrobi, ten mężczyzna ze snu wyrządzi jej krzywdę... Czuła to! Jeśli szybko nie odejdzie...
Ujął delikatnie jej dłoń i przesunął twarz w kierunku ucha.
- Przecież zawsze marzyłaś o kimś takim jak ja – szepnął - O księciu, który przyjdzie po ciebie i zabierze gdzieś daleko... z dala od chorej matki i nieodpowiedzialnego brata... Oto jestem, Beatrice. Chodź ze mną.
Przesunął twarz niżej, dotykając ustami jej szyi.
- Pójść... z tobą? – szepnęła, czując nadchodzą rozkosz
- Tak. Poprzez wspomnienia.
Ugryzł ją nisko, tuż nad obojczykiem, docierając do źródła krwi i ssąc łapczywie. Dziewczyna wygięła się w ekstazie, jęcząc i przyciskając wampira do siebie. Zalała ją fala obrazów przedstawiających czasy, gdy był jeszcze człowiekiem. W tych wspomnieniach raz po raz pojawiał się czarnowłosy młodzieniec.
Wampir ssał, dopóki nie doprowadził jej na krok od omdlenia. Wtedy przestał.
Oderwał się od niej a dziewczyna z głośnym westchnieniem zawisła mu na rękach. Jego pragnienie zostało zaspokojone. Oblizał wargi, smakując karminową słodycz.
Beatrice powoli konała na jego rękach, a iskra życia tliła się w niej rozpaczliwie, nie chcąc pozwolić jej odejść. Podczas ekstazy widziała Sasuke, wiedział o tym. Z łatwością mógł zaglądać w ludzkie myśli. Bo skąd niby mógł wiedzieć o matce Beatrice, o jej bracie...? Wszystko wyczytał w jej sercu.
Sasuke... piękny, dwustuletni wampir, ten, którego szukał za swego ziemskiego życia, ten, którego znalazł i poddał się mu całkowicie. Jego stwórca i tym samym jego kat. Ten, który skazał go na bycie potworem.
Beatrice drgnęła w agonii, przyciągając na powrót jego uwagę.
Właściwie... dlaczego nie spróbować?
Czy i ty możesz być wampirem, maleńka?
Przyciągnął ją do siebie, jednocześnie rozrywając sobie zębami skórę na nadgarstku. Pociekła krew - jej krew, ale już nie ludzka, skażona wampirzym ciałem. Przystawił nadgarstek do ust dziewczyny.
- Pij! – nakazał.
Spojrzała na niego zamglonymi oczyma, niezdolna do jakiegokolwiek gestu, ale przełknęła posłusznie haust krwi, który jej podawał. Jeden. Potem drugi.
Przez cały czas obserwował ją uważnie. Co będzie, jeśli się uda?... Czy znienawidzi go tak samo jak on Sasuke, gdy po raz pierwszy będzie zmuszona zabić dla krwi?
Beatrice zakrztusiła się, a krew wyciekła z jej ust plamiąc twarz i kapiąc na szal. Zadygotała mocno.
- Wypij jeszcze – przysunął nadgarstek do jej ust, ale już było za późno.
Dziewczyna dostała silnych drgawek, na jej ustach pokazały się krwawe bańki śliny. Zakaszlała spazmatycznie, po czym jej ciało znieruchomiało na zawsze. Ta krew, która jemu kiedyś dała życie, dla niej okazała się śmiertelna.
Wampir trzymał jeszcze chwilę martwą dziewczynę w ramionach, a potem złożył jej ciało tam, gdzie stał - na bruku - i oddalił się gniewnie. Zakrwawiony szal niedoszłej wampirzycy powiewał za nim żałośnie, a pierwsze krople deszczu spłukiwały resztki krwi do rynsztoka.
Wampir był wściekły. Jego eksperyment się nie powiódł, co dowodziło prawdy słów Sasuke. Nie każdy może stać się krwiopijcą. Nie wystarczy dać umierającemu do wypicia wampirzą krew. Dlaczego w takim razie wampirem stał się on sam? Dlaczego to jego los skazał na wieczną tułaczkę i wyobcowanie? Nie należał już do świata ludzi, i nie należał w pełni jeszcze do świata wampirów. Kim wiec był? Potworem, który musiał zabijać za każdym razem, gdy poczuł pragnienie. Doprawdy, lepiej by było, gdyby umarł wtedy, przy przemianie!
Wybiegł z kręgu światła i schował się w pobliskim zaułku, za ogromnym kontenerem ze śmieciami. W jego umyśle raz po raz pojawiały się obrazy, które niedawno widziała Beatrice. Ojciec, matka, siostra... czasy, gdy był jeszcze człowiekiem. Ścinął dłońmi skronie w bezsilnej złości.
Niech cię diabli, Sasuke!

...............

Nocny ptak zerwał się z drzewa z głośnym skrzekiem, wyrywając tym samym Naruto z jego rozmyślań. Pozostały jeszcze trzy godziny do świtu. Niebo mruczało złowrogo, ostrzegając dalekimi błyskawicami o nadchodzącej burzy. Stał na tarasie pustej, starej willi przeznaczonej na sprzedaż i obserwował nadchodzący spektakl. Czuł, ze nie tylko burza się zbliża. Ktoś jeszcze zmierzał ku niemu, mijając uśpione ulice szybko i bezszelestnie, niczym duch.
On.
Tak, on. Już wkrótce tu będzie. Naruto nie wydawał się być jednak tym faktem w jakimkolwiek stopniu poruszony. Wiedział, że prędzej czy później dojdzie do tego spotkania, głównie dlatego, że opuścił swego stwórcę kilka dni wcześniej bez jakiegokolwiek słowa wyjaśnienia. Sasuke będzie chciał wiedzieć, dlaczego. A czy on będzie w stanie mu to wyjaśnić? Powiedzieć, że czuje się oszukany wizją życia wampira?
Próbował przypomnieć sobie, jak to było, zanim sam stał się wampirem. Co go popchnęło do tej katastrofalnej decyzji? Niestety, jedyne, co pamiętał, to bezwolność i chęć całkowitego oddania się Sasuke. Czy tylko o to chodziło? Czy przyczyną był zwykły, wampirzy magnetyzm?. Sasuke silnie nim emanował. Niech więc będzie przeklęty! Przez niego Naruto zapragnął zostać istotą nieśmiertelną by na zawsze zatonąć w ramionach wampirzego kochanka, być jego towarzyszem i uleczyć miłością jego samotność. Miłością uleczyć samotność! Dobre sobie. Po przemianie sam był skazany na piekło samotnego stawiania czoła wyrzutom sumienia, które rodziły się w nim po każdym dokonanym zabójstwie. Żadna miłość nie była w stanie tego uleczyć. Sasuke oszukał go, dając mu nadzieję, że będzie inaczej. Zmusił go do porzucenia zwykłego, płynącego z życia wśród ludzi szczęścia.
Naruto nie przyszło jednak do głowy, ze mógł oszukać również Sasuke. Wampir z łatwością czyta w ludzkich myślach. Czy Sasuke uwierzył w to, co wyczytał w umyśle Naruto tuż przed przemianą?... Cóż, pozostanie to tajemnicą.
Aktualnie Naruto był rozczarowany wampirzym bytem i tęsknił za śmiertelnością, a Sasuke... jego piękny, tragiczny Sasuke... zamiast miłości, budził w nim jedynie rozgoryczenie.
O wilku mowa!
Naruto spojrzał w dół, na ścieżkę wiodącą do ogrodu. Blask błyskawicy oświetlił stojącego tam mężczyznę w czarnym płaszczu. Uniósł on właśnie głowę obserwując taras, na którym znajdował się Naruto. Ten zaś stał nieruchomo, w pozie nonszalanckiej i nawet nieco pogardliwej, czekając na kolejny krok przybysza. Jego wyostrzony, nadnaturalny wzrok zarejestrował kpiący uśmiech w kąciku warg swego gościa.
A potem jednym skokiem Sasuke znalazł się tuż przy nim, owionąwszy z bliska oddechem jego twarz.
Światło błyskawicy rozjaśniło niebo, a echo jej niedalekiego zderzenia się z ziemią poniosło się po okolicy, wyrywając ze snu dzieci i budząc niepokój u dorosłych. Dla dwóch wampirów był to jednakże zaledwie moment wzajemnego powitania, a błyskawica owa świetnie oddała jego charakter. Nie poświęcili jej uwagi większej niż człowiek natrętnemu owadowi.
- Przyszedłeś – stwierdził Naruto.
Z nieba zaczęły padać pierwsze krople deszczu.
- Tak – po ustach Sasuke błąkał się niebezpieczny uśmiech. Co go wywołało? Satysfakcja z odnalezienia nieposłusznego kochanka? – Ale nie martw się. Nie będę cię długo niepokoił, jeśli sobie tego nie życzysz.
- Skąd wiedziałeś, gdzie mnie szukać?
- Stworzyłem cię. Zawsze wiem, gdzie jesteś.
Deszcz przypominał o sobie coraz większymi kroplami. Naruto skrzywił się, gdy kilka mokrych kosmyków przylgnęło mu do twarzy.
- Wejdźmy do środka.
Sasuke podążył za nim bez słowa.
Willa, w której przebywali była jednym z tych stuletnich domów w stylu wiktoriańskim, dostojnym i wciąż szykownym, zbudowanym na fundamentach w kształcie krzyża złożonego z pięciu kół. Przygotowana do sprzedaży, w środku prezentowała się nie mniej imponująco niż z zewnątrz, wzbudzając podziw przestronnymi, choć zakurzonymi pokojami i drewnianą, skrzypiącą pod stopami podłogą. Większość z pokoi była pozbawiona mebli, w nielicznych znajdowały się puste sekretarzyki lub komody. W jadalni na parterze pysznił się ogromny, owalny stół, przy którym w komfortowych warunkach mogłoby posilać się co najmniej dwadzieścia osób, a w salonie przy wygasłym kominku stała okryta folią staromodna kanapa. Cały dom skrzypiał przy silniejszych podmuchach wiatru, echo grało po opuszczonych pokojach a wrażenie elegancji i przepychu wypierane było przez poczucie osamotnienia, i niemal lęku, budzonego głównie przez ogromne, puste, ciemne okna, wyglądające w wymarłym budynku jak pozbawione powiek oczy demona.
Naruto podszedł do kanapy, zrywając zamaszystym ruchem nakrycie i usadawiając się naprzeciw opartego swobodnie o gzyms kominka Sasuke. Ów zaś z zadowoleniem twórcy i właściciela pochłaniał każdy ruch jasnowłosego krwiopijcy, co niezbyt z kolei podobało się temu drugiemu.
Za oknami szalał wicher, rozbijając krople deszczu o szyby, a w środku dwa wampiry mierzyły się wzrokiem, jeden rozluźniony i pewny swej władzy, a drugi najeżony i pragnący jak najszybciej zakończyć spotkanie.
Sasuke wyczuł wrogość w spojrzeniu Naruto, lecz nie miało to dla niego większego znaczenia. Rozejrzał się po salonie.
- Piękne miejsce – stwierdził. Oderwał się od gzymsu i zajrzał do przylegającej do salonu jadalni.
- Nie przyszedłeś tu raczej podziwiać domu – warknął Naruto.
Sasuke roześmiał się w sobie tylko właściwy sposób.
- Nie. Przybyłem do ciebie. Nie miej mi tego za złe, kierował mną jedynie niepokój. Jesteś młodym wampirem. Chciałem sprawdzić, czy wszystko w porządku.
Naruto obserwował jego ruchy. Były pełne gracji i pewności siebie, ale nie było w nich niczego niezwykłego. Wampirzy magnetyzm najwidoczniej nie działał na inne wampiry.
- Jak widzisz, mam się dobrze. Twoja troska jest na wyrost, rozstaliśmy się zaledwie pięć nocy temu. Poza tym, co mogło mi się stać?
Sasuke nie odpowiedział. Podszedł do okna i przez chwilę obserwował gnaną wiatrem ulewę. Burza powoli nabierała pędu.
Odwrócił się i szybkim krokiem skierował się ku kuchni, gdzie zaczął przetrząsać schowek, który w tego typu domach pełnił rolę czegoś w rodzaju składu. Po chwili wyłonił się stamtąd, niosąc w ramionach nieco drewna i papieru.
- Ten dom przypomina mi mój własny, rodzinny – powiedział klękając z tym wszystkim przy kominku – Nie gniewaj się, że poświęcę mu chwilę. Zasługuje na nią, a zbyt długo stał pusty. I jemu i nam przyda mu się odrobina ciepła.
Naruto obserwował jego białe dłonie łamiące z łatwością polana i układające je w stos. Oto ten, który uczynił go potworem, ten, który wprowadził go w królestwo rozpaczy i samotności, teraz niewinnie i całkiem zwyczajnie próbuje rozpalić ogień w kominku starego, opuszczonego domu. Dać mu trochę ciepła, jak to określił.
Trochę ciepła...
Nagle jasnowłosy wampir poczuł wszechogarniający żal. Próżno starałby się szukać jego źródła, nawet gdyby próbował, a spróbować się bał. Wiedziony impulsem, bez chęci poznania przyczyny, dla której to robi, uklęknął i sięgnął po polano z zamiarem pomocy Sasuke w rozpaleniu ognia. Zbiegiem okoliczności jego dłoń chwyciła za kawałek drewna w tym samym momencie, w którym dotknęła go dłoń jego towarzysza. Ich palce zetknęły się i zmieszany Naruto ujrzał przed sobą twarz Sasuke. Nie był zaskoczony, a na jego ustach błąkał się uśmiech.
Nie szyderczy, nie władczy.
Delikatny.
I ciepły...
Pełen... nie, Naruto nie chciał nazywać tego, co widział po imieniu. Odwrócił wzrok.
Towarzysz nie pozwolił mu jednak uciec w głąb siebie, stłumić uczuć, które domagały się swego miejsca w tej historii. Przybliżył się do niego i ostrożnie ujął w dłonie jego twarz, sprawiając tym samym, że Naruto nie miał gdzie umykać spojrzeniem.
Dom trzeszczał pod naporem wichru, krople deszczu wybijały rytm na szybach, ogień trzaskał w kominku coraz śmielej, a wszystko to łączyło się ze sobą w harmonijną muzykę stanowiącą tło dla szalonej walki uczuć rozgrywającej się w obu wampirach. Istotą tej walki było złamanie oporu jednego z nich. Nic więcej.
I stało się.
Widok smutku i wciąż żywej nadziei na twarzy Sasuke w końcu zrobił swoje i Uzumaki jęknął głucho, opadając na pierś towarzysza i obejmując go mocno, zaborczo. Nienawidził go za to, że uczynił go wampirem, to prawda. Ale jednocześnie kochał go, prawdziwie, namiętnie, szalenie. Kochał go jeszcze zanim stał się wampirem i to uczucie nadal tkwiło głęboko w nim, każąc mu teraz szukać ustami jego ust i wpić się w nie z całej siły. Świat przestał istnieć, zostało tylko narastające pożądanie sprawiające, że krew w jego żyłach krążyła ze zdwojoną prędkością a serce niemal wyskakiwało z piersi. To uczucie było jak burza za oknem – gwałtowne i nieokiełznane. A pocałunki parzyły, jak ogień.
Sasuke natomiast początkowo zdawał się być nieco zaskoczony porywczością towarzysza, ale szybko dostosował się do narzuconego przez niego tempa, odpowiadając na pocałunki z taką agresją i siłą, że tamtego zdjął lęk, zahamowawszy pożądanie. Ale było już za późno. Teraz był we władzy dwustuletniego stworzenia ciemności, które nacierało na niego coraz bardziej, obsypując jego twarz i szyję deszczem pocałunków. Poddał się mu, zamykając oczy.
Trzask ognia. Jęk wichury. Zapach krwi od ubrania Sasuke - widocznie pożywiał się niedawno. Wilgoć pozostawiana na jego skórze przez usta kochanka.
Kolejny raz zawierzył siebie ciemnowłosemu wampirowi. Kolejny raz przyjmował wszystko z jego ust i rąk, biernie, z całkowitym poddaństwem. Nawet, gdyby tym, co przynosił, była śmierć...
- Naruto – usłyszał chrapliwy szept tuż nad uchem.
Odkrył, że leży na podłodze w rozerwanej koszuli a Sasuke klęczy nad nim z głową pochyloną nisko nad jego twarzą. Ciemnowłosy wampir oddychał ciężko, urywanie. Kilka kropel krwawego potu spływało po jego skroni. Namiętność buzująca w Naruto przybrała na ten widok nowy kształt. Zechciał, żeby Sasuke w końcu to zrobił. Żeby w końcu stali się jednością. Podniósł dłoń i zebrał krwawe krople delikatnie, patrząc kochankowi głęboko w oczy. A potem oblizał umazane krwią palce.
I to było to. Wszelkie zahamowania puściły.
Sasuke dopadł jego szyi, gwałtownie, niczym wygłodniałe zwierzę. Jego zęby zanurzyły się w ciele Naruto, który z najwyższym wysiłkiem powstrzymał jęk bólu. Ekstaza przyszła dopiero po chwili.
Seks wampirzy wygląda inaczej, niż ludzki. Wampiry nie rozmnażają się przez spółkowanie, dlatego też nie mogą kochać się tak jak ludzie. Wampiry rozmnażają się przez wymianę krwi i to ona przynosi im rozkosz. Jednak picie krwi wampira jest inne od picia krwi człowieka, zarówno dla pijącego jak i dawcy. Najpierw przynosi ból, ale gdy ból przeminie, zamienia się w rozkosz nie dającą się porównać z niczym, obejmującą całe ciało, wypełniającą umysł. Tak potworna ekstaza w krótkim czasie wyczerpuje oba wampiry, osłabiając ich odporność i czyniąc z nich łatwy łup dla zabójców wampirów bądź innych osobników z ich gatunku. Z tego względu wśród krwiopijców rzadko spotyka się takie, które decydują się na tę formę namiętności. Jeszcze rzadziej zaś takie, które robią to z miłości.
Ale Naruto o tym wszystkim nie wiedział. Był wampirem od kilku tygodni, obce były mu zasady rządzące światem mroku. Teraz jedynym, co się dla niego liczyło, było owo uczucie rozkoszy odżywające w nim na nowo wraz z każdym łykiem krwi wypijanym przez kochanka, napinające mięśnie do granic możliwości, mącące myśli i przyćmiewające rzeczywistość. Instynktownie przyciskał Sasuke do siebie, co jakiś czas wzdychając, gdy rozkosz zamieniała się w ból i odwrotnie. Tulił twarz do czarnych włosów i wdychał zapach kochanka, całując każdy dostępny mu skrawek skóry. A potem jego usta poczuły na szyi Sasuke słaby ruch. Przepływającą tętnicą krew, ledwo wyczuwalną pod białą skórą wampira, pulsującą w rytm bicia jego serca. Przez chwilę kontemplował ów rytm, by po chwili wgryźć się w nęcące zbyt mocno źródło nowej rozkoszy.
Sasuke jęknął głucho przez zacisnięte szczęki, a Naruto zaczął powoli pić. Uczucia, jakie teraz go zalewało, nie dało się porównać z niczym. Krew krążyła między nimi w tym szczególnym połączeniu, przyprawiając o ekstazę graniczącą z szaleństwem. Po kilku łykach wypitych w nowej konfiguracji Sasuke z głośnym skrzekiem oderwał się od Naruto unosząc się lekko na rękach, nie wytrzymawszy obciążenia dla sił witalnych, jakie niosła ze sobą ekstaza. Naruto jednak nie przestawał pić, unosząc się wraz z nim i sącząc krew z jego wnętrza nieprzerwanie, nie zdając sobie sprawy iż pozbawia go ostatka sił. Sasuke z najwyższym trudem odepchnął go od siebie i opadł bez sił na jego pierś, dysząc ciężko.
Ogień na kominku przygasał, liżąc niewielkimi płomykami zwęglone resztki drewna. Wicher szalejący za oknem ustał, nie ustawała za to burza. Deszcz zacinał teraz ze zdwojoną siłą, produkując jednostajny szum zagłuszany od czasu do czasu odgłosami grzmotów. W świetle jednej z błyskawic Naruto zobaczył, że po policzku Sasuke spływa łza. Krwawa, maleńka kropla, której zresztą zaraz się pozbył ocierając twarz o strzępy jego koszuli.
Jasnowłosy wampir podniósł się lekko, zaalarmowany. Ta niewielka kropla tak mu nie pasowała do wizerunku swego stworzyciela, że zupełnie nie wiedział, co o tym myśleć. Sasuke zaś objął go i powoli przytulił do siebie.
- Wszystko w porządku.- zamruczał, a Naruto nie wiedział, czy chce go uspokoić po wampirzej odmianie burzliwego seksu, czy też tłumaczy się z owej łzy i swoich uczuć.
Cóż, nieważne. Na jedno wychodziło.
Rzeczywiście wszystko było w porządku.
Do tego stopnia, że zrobili to jeszcze raz, zanim wyczerpani zeszli do piwnic i tam przygotowali sobie wygodne leża, aby przespać wstający nowy dzień i uchronić się przed zabójczym dla wampirów światłem słonecznym.
Zrobili to szybko, łapczywie, intensywnie.
Wszystko było w porządku.

................

Naruto obudził się następnej nocy niedługo po zachodzie słońca. W powietrzu nadal wyczuwało się zapach dnia, był to jednak bezpieczny czas, kiedy wampiry mogły już opuścić swe kryjówki i włączyć się do życia ludzi.
Sasuke nie spał. Siedział obok bez ruchu, wpatrując się w niego uważnie. Jakby przeczuwał, co Naruto planuje zrobić.
A planował odejść.
Od początku wiedział, że nie zostanie z Sasuke na dłużej.
Nie zamierzał się tłumaczyć. Wstał po prostu i udał się na zewnątrz, ubierając po drodze płaszcz na podartą koszulę. Nie to, żeby było mu zimno. Wampiry nie czują zimna tak jak ludzie. Musiał jednak zachować kamuflaż, a paradowanie po świecie ludzi w porwanej na strzępy koszuli zbyt zwracałoby uwagę.
Zatrzymał się w połowie ścieżki prowadzącej z ganku do furtki. Wokół szumiały cicho drzewa, nieco dalej zapalały się światła w starych, zamieszkanych przez ludzi domach, podobnych do tego, w którym spędzili dzień. Wiatr przyniósł mu ich zapach. Zapach żywej, buzującej w żyłach i napędzającej serce do pracy krwi. Wciągnął ów zapach w nozdrza z wyraźną przyjemnością.
Wtem u jego boku pojawił się Sasuke. Również kompletnie ubrany, przygotowany do wtopienia się w świat ludzi.
Położył jasnowłosemu wampirowi rękę na ramieniu. Wydawał się zaakceptować wybór swego partnera, a przynajmniej nie dawał po sobie poznać żadnych emocji w związku z jego odejściem.
- Bądź ostrożny – powiedział tylko – Tam gdzieś... być może spotkasz innych. Nie wszyscy są przyjaźnie nastawieni.
Naruto chrząknął na znak, ze przyjął to do wiadomości. Nie chciał w tej chwili rozmawiać z Sasuke. Bał się, że pod wpływem miłości, jaką do niego czuł, może zmienić zdanie. A chciał uwolnić się od swego stwórcy i kochanka, poznać świat, zakosztować wszelkich przyjemności płynących z wampirzego życia. Sądził, ze w ten sposób wreszcie nauczy się żyć sam ze sobą. Nie mógł tego dokonać przykuty uczuciem do jednej osoby. Zresztą, i tak by odszedł, później. Może po kilku miesiącach, może po kilku latach. Odszedłby, gdy tylko Sasuke by się nim znudził i gdyby on znudził się nim.
Tak jak teraz, jest lepiej. Będą mogli do siebie tęsknić. Będą przechowywać siebie nawzajem w pamięci jako uosobienie miłości. A potem będą mogli o sobie zapomnieć.
Bo miłość w świecie nieumarłych różni się od tej w świecie ludzi.
Miłość ludzka potrafi trwać aż do śmierci tego, kto kocha. W świecie krwiopijców jest inaczej. To wampir jest tym, który żyje wiecznie, a miłość... miłość po prostu nie jest w stanie dotrzymać mu kroku w wieczności.
- Dlatego lepiej, byśmy się rozstali, Sasuke – szepnął Naruto, nie dbając o to, ze rozmówca może nie zrozumieć, o co mu chodzi.
Sasuke jednak tylko kiwnął głową, a następnie powoli zdjął rękę z jego ramienia i cofnął się o krok. Wiatr powiał mocniej, zginając gałęzie drzew i strącając jedną ze starych dachówek gdzieś po drugiej stronie opuszczonego domostwa. Tam, gdzie przed chwilą stał Sasuke, było pusto. Wampir zniknął.
Naruto był wolny.

..................................

Minęło kilka tygodni, odkąd ostatni raz widział Sasuke. Wampir nie pokazywał się mu od owej nocy w opuszczonym domu. Od tamtego czasu niczym nie skrępowany Naruto smakował życia, zwiedzając przeróżne zakątki świata i karmiąc się ludźmi bez zahamowań i bez ograniczeń. Myślał, że dzięki temu uda mu się w końcu zaakceptować swój wampiryzm, przestać tęsknić za człowieczeństwem. Wciąż gdzieś w głębi duszy obwiniał Sasuke za swoją niedolę.
Cała ta podróż wiodła go do określonego celu, nieco innego, niż sobie zamierzał, celu, którego sam nie był do końca świadom. Zrozumiał, gdy wreszcie znalazł się na miejscu – w Tokio, swym rodzinnym mieście. Miejscu, gdzie wszystko się zaczęło.
Miasto nie zmieniło się wcale, odkąd ostatni raz tu był. Hałas, rozgardiasz, światła i pełno ludzi – nawet nocą. Wyjątki stanowiły zakątki takie jak ten, w którym kiedyś Sasuke omal nie pozbawił go życia. Już pierwszej nocy Naruto odwiedził to miejsce i tam zrozumiał, że przyjechał do Tokio po to, aby rozprawić się z własną przeszłością.
Odwiedził wszystkie miejsca, z którymi związany był jako człowiek – szkoły, halę treningową, wszystkie kluby, kina, teatry, w których spędzał czas z przyjaciółmi... i najważniejsze miejsce – dom rodzinny. Teraz krył się za rogiem ulicy, patrzył na niego i ogarniało go wzruszenie. Jego rodzice, siostra... cała jego rodzina była tam, za tymi murami, a on już nie mógł wejść do domu jakby nigdy nic.
Nie był już tym, kim był kiedyś.
Odszedł stamtąd szybko, czując żal ściskający gardło. Jego ludzka natura wyrywała się do dawnej rodziny, a on mógł się tylko miotać po mieście próbując ją zdławić. Nie zaatakował tej nocy żadnego człowieka – na samą myśl o piciu krwi brało go obrzydzenie. Potworność jego istoty przerażała go w tej chwili bardziej niż kiedykolwiek. W końcu zdecydował się pójść w jedyne miejsce, w którym był akceptowany jako człowiek, i mógł być zaakceptowany jako wampir. Do dawnego nauczyciela, łowcy wampirów.
Starzec mieszkał w niewielkiej wiosce na północy kraju. Gdy następnej nocy Naruto się tam zjawił, był w strasznym stanie psychicznym. Zderzenie z własną przeszłością i żal za tym, co zostało mu odebrane przyprawił go niemal o szaleństwo. Nie dbał już o nic, chciał tylko zobaczyć się z kimś, kto pamiętał go jako człowieka, przez chwilę posmakowac choć ksztyny dawnego życia.
Zapukał do drzwi niewielkiego, starego parterowego domu. Wiedział, że starzec mieszkał sam, nie obawiał się więc, że wystraszy swą obecnością innych domowników. Drzwi uchyliły się dopiero po dłuższej chwili.
- Nauczycielu... – powiedział chrapliwie
Starzec stojący na progu wpatrywał się w nocnego gościa z szokiem i niedowierzaniem.
- Nie zrobię nauczycielowi krzywdy. Musiałem przyjść... odwiedzić...
Gospodarzowi jakby wróciło życie. Rozejrzał się czujnie a potem ustąpił przybyszowi miejsca w progu.
- Wejdź. Szybko.
Naruto wszedł więc, udając się od razu do niewielkiego gabinetu. Tak dobrze znał ten dom! To tutaj nauczył się wszystkiego o wampirach, ich naturze, zwyczajach, historii. Tu nauczył się, jak je zabijać.
Opadł bez sił na głęboki fotel z purpurowym obiciem. Jego nauczyciel wszedł do pomieszczenia za nim, ale pozostał w pewnej odległości.
- Co cię do mnie sprowadza? Po co przyszedłeś? – rzucił ostro, nie tracąc czujności.
Naruto milczał, opuściwszy głowę nisko. Wobec tego starzec podszedł bliżej i wyciągnął rękę, unosząc jego podbródek tak, by ich oczy się spotkały.
Źrenice chłopaka jarzyły się nienaturalnym blaskiem. Jego skóra była blada nawet w półmroku, a na szyi i przegubach dłoni niczym małe drzewka pięły się niebieskie ścieżki nabrzmiałych żył.
- Wygłodniały – warknął starzec i puścił wampira cofając się gwałtownie – Naprawdę ci to zrobił! Zamienił cię w jednego z nich.
Naruto nie wiedział, co odpowiedzieć. Zresztą, odpowiedź nasuwała się sama.
- Po co wróciłeś?
- Byłem w Tokio – powiedział w końcu, z trudem – Odwiedziłem dawny dom.
- Widziałeś się z rodziną? – starzec był wyraźnie wstrząśnięty
- Nie. Nie mógłbym. Ale nie potrafię żyć tak, jakby ich nie było. Nie potrafię...
Jego nauczyciel usiadł gwałtownie naprzeciwko, zapalając papierosa.
- Nie potrafisz być wampirem – rzucił krótko.
- Chyba tak. A przynajmniej nie do końca.
Starzec zaciągnął się ostro.
- Jak to jest?
- Co? – Naruto nie spodziewał się takiego pytania
- Jak to jest? – powtórzył starzec, nieco zniecierpliwiony – Jak to jest być wampirem? Spotkałeś inne?
Jasnowłosy krwiopijca milczał przez chwilę, próbując zrozumieć cel tego pytania. Czy starzec zbierał informacje pozwalające mu w przyszłości być lepszym zabójcą?
- Nie jest tak, jak sobie wyobrażałem – powiedział w końcu – Przez to znienawidziłem swego stwórcę. Chociaż teraz... teraz nie czuję już do niego nienawiści.
- Mhm – nauczyciela najwyraźniej niezbyt interesowały uczucia swego dawnego ucznia – A co w związku ze zmianą trybu życia? Często odżywiasz się ludźmi?
Naruto milczał, niemile zaskoczony, coraz bardziej mając ochotę wyjść i nigdy nie wracać. Chyba przyjście tutaj nie było najlepszym pomysłem.
Starzec wstał i uklęknął przy nim, patrząc mu głęboko w oczy.
- A... jak wyglądała przemiana w wampira? – spytał – Gdzie cię ugryzł? Jak długo piłeś jego krew?
W tym momencie Naruto miał dość. Wstał z zamiarem opuszczenia tego miejsca, gdy zorientował się, że coś jest nie tak. Starzec trzymał w dłoni posrebrzany pistolet i przyciskał lufę do jego brzucha.
- Dobrze wiesz, co to jest – syknął – Nigdzie się stąd nie ruszysz bez mojego pozwolenia.
- Co do.... – wyjąkał zszokowany – Nauczycielu, co to ma...
- Nie jestem twoim nauczycielem – odpowiedział tamten spokojnie – Ja miałem pod swoimi skrzydłami miłego, uśmiechniętego chłopaka. Ty nim nie jesteś. Twoim nauczycielem jest ten pomiot ciemności, który cię stworzył.
Teraz Naruto wiedział już wszystko. Popełnił głupstwo, przychodząc tutaj. Nie było sensu dłużej przeciągać wizyty.
Błyskawicznie odepchnął dłoń starca i rzucił się w bok, zanim jednak to nastąpiło padł strzał i wampir poczuł, jak srebrna kula przeszywa mu bok. Wyszła z drugiej strony i trafiła w szklaną gablotę, wzniecając deszcz szkła i wysypując książki na posadzkę. Kątem oka zobaczył, że starzec przyskakuje do niego z zaostrzonym kołkiem w ręce. Zdołał jakoś uniknąć ciosu, a następnie zebrał resztę sił i odepchnął szykującego się do następnego ataku starca na stojące przy oknie biurko. Ten w wyniku uderzenia wypuścił z ręki kołek, co wampir natychmiast wykorzystał przyskakując do niego, unieruchamiając go ciężarem własnego ciała i atakując w jedyny skuteczny sposób, w jaki umieją atakować wampiry - instynktownie wgryzł się w jego szyję. Starzec wił się i krzyczał, próbując zepchnąć agresora lub sięgnąć do upuszczonego kołka, lecz daremnie. Po chwili krzyk przeszedł w bulgotliwe charczenie, a po kilku minutach ucichł zupełnie. Naruto stoczył się z nieruchomego ciała na posadzkę, trzymając się za krwawiący silnie, przeszyty kulą bok. Wypita krew zamiast krążyć po jego ciele i dodawać mu sił, sączyła się z niego przez zranione miejsce. Wampirze ciało dość szybko ulega regeneracji, lecz nawet biorąc to pod uwagę Naruto wiedział, że będzie krwawił jeszcze przez co najmniej godzinę. Nie mógł zostać w tym domu. Ktoś mógł usłyszeć krzyki starca. Wyszedł zataczając się na zewnątrz, z najwyższym trudem docierając do furtki i idąc dalej, bez konkretnego celu, byle jak najdalej od tego domu. W oddali majaczyła sylwetka lasu. Udał się w tamtą stronę chcąc ukryć się przed wzrokiem ewentualnego pościgu.
Był głupi. Jak mógł sądzić, że może w jakikolwiek sposób wrócić do dawnego życia? Jak mógł szukać zrozumienia u łowcy wampirów? Przez swoje idyllyczne zachcianki, przez patetyczną a bezsensowną chęć bycia niezależnym odrzucił Sasuke i jego miłość, a w zamian dostał tylko surową, wampirzą rzeczywistość i dał się złapać temu, co go więziło najbardziej: tęsknocie za człowieczeństwem.
Oj, tak.
Był więźniem siebie i własnych zachcianek. I to nie Sasuke był temu winien. To on sam chciał tego wszystkiego. Przez cały ten czas, od momentu przemiany dostawał tylko to, czego chciał. Był cholernym idiotą!
Powłócząc nogami dotarł do pierwszych drzew i oparł się o jedno z nich, dysząc ciężko. Rana wciąż krwawiła. Zerwał więc z siebie bluzę i przedarł ją wzdłuż, obwiązując się materiałem w pasie, żeby zatamować krwotok.
Zrobił jeszcze parę kroków w ciemność i przewrócił się, z osłabienia. Wprawdzie kula przeszyła go na wylot, jednak wciąż czuł skutki krótkiej obecnosci srebra w swoim organiźmie.
- Sasuke... – zdążył wyszeptać, zanim stracił świadomość.

....

Obudził się pięć godzin później, niemal tuż przed świtem. Nie znajdował się już w lesie a w jakimś ciemnym, nieznanym pomieszczeniu. Jego wampirze oczy szybko przyzwyczaiły się do braku oświetlenia i zobaczył, że obok ktoś siedzi. Poczuł dłoń tej osoby w swojej.
- Nie ruszaj się – powiedział Sasuke – Wciąż jesteś osłabiony
Naruto uśmiechnął się lekko. Ścisnął dłoń bruneta. Zagrożenie już minęło. Wraz z osobą Sasuke powrócił spokój.
- Jak mnie znalazłeś? – powiedział słabo. Słyszał odgłosy grzmotów gdzieś na zewnątrz. Czy to burza? Taka, jak tamtej nocy?
- Stworzyłem cię. Zawsze wiem, gdzie jesteś.
- Wiesz też, kiedy umieram? – zamknął oczy, szykując się do podjęcia przerwanego snu. Czuł się wyczerpany.
Sasuke pochylił się nad nim, głaszcząc wierzchem dłoni jego twarz.
- Nie umierasz – odpowiedział – Żyjesz wiecznie.
- Z tobą.
- Ze mną.
- Sasuke..
- Ćśśśśś... nie mów nic. Śpij. Będziemy mieć całą wieczność na rozmowy.
- Tylko jedna rzecz... Wiedziałeś, że będę chciał odejść i czym to się skończy? To dlatego płakałeś wtedy...?
Brunet uśmiechnął się lekko.
- Nie do końca. Wiedziałem, że wrócisz do Tokio i przeczuwałem, że nie skończy się to najlepiej. A co do łzy... zrozumiałbyś, gdybyś żył dwieście lat w samotności.
- Acha...
Zasnął.


.........

Brought to you by:

Xandria - Forever Yours - w tej piosence odnajdziecie cały powyższy rozdział. Zachęcam do zapoznania się z tekstem. Kuroneko - arigatou za ten utwór :*

10 komentarzy:

Anonimowy pisze...

W końcu przeczytałam. Jeśli mam być szczera - a wiesz, że dzisiejszego wieczoru jestem wyjątkowo gderliwa - powiem, że podobała mi się końcówka rozdziału. Naprawdę końcówka powaliła mnie na kolana. A reszta? Jak wiesz nie jestem fanką ani wampirów, ani też zbytnio nie przepadam za fantastyką, jednak co urzekło mnie w Kpinie Przeznaczenia? Czytając ten rozdział cały czas się nad tym zastanawiałam. Zastanawiałam się nad tym dlaczego pierwsza część podobała mi się bardziej od tej. Doszłam do jednego wniosku:
Z racji tego, że nie za bardzo przepadam za mitologią, kulturą, a może bardziej pasowało by tutaj określenie modą? (wiem, że dla zagorzałych fanów to określenie może być obraźliwe) na wampiry, to jednak pierwsza część mi się niesamowicie podobała. Porównując więc, oba rozdziały - pierwszy opierał się bardziej na bajkowym, magicznym klimacie. Na epickim poszukiwaniu wampira, na pragnieniu, tajemnicy. Jak wiesz, ten pamiętny opis zamku, w którym kiedyś mieszkał Sasuke, coś niesamowitego. Tutaj, mamy więcej informacji o życiu wampirów, o tym jak się kochają, jak płaczą i się pocą. Dowiedziałam się, że wampiry palą się w dzień, no i - swoją droga bardzo ładny cytat - 'To wampir jest tym, który żyje wiecznie, a miłość... miłość po prostu nie jest w stanie dotrzymać mu kroku w wieczności'. Ale jak mam być szczera przez większą część rozdziału się nudziłam. Będąc już naprawdę brutalna, dosram ci, że seks wampirzy mnie jednak nie urzekł. Był bardzo ładnie opisany, oczywiście, jak wszystko zresztą co wyjdzie spod twojego pióra, a jednak... no brak penisków, jednak dał mi się we znaki ;)
Później jeszcze to pragnienia człowieczeństwa, które nawiedzało Naruto, ba! chodziło za nim krok w krok i przyćmiło jego miłość do Sasuke. Niestety nie rozumiem rozterek Naruto. Wiem, że jestem zaściankowym, gruboskórnym gburem, ale mnie wampiry nie pociągają i naprawdę nie potrafię spojrzeć na to obiektywnym okiem.
I jedynie końcówka miała w sobie coś z szablonu baśni i pięknych legend. Tutaj wampirze życie zeszło na dalszy plan, ustępując miejsca akcji - i zakończenie przypominało mi właśnie Kpinę Przeznaczenia :)
Kończąc, wciąż zachowując w sobie pokłady zrzędliwości - Burza na powierzchni szkarłatu trochę zawiodła moje oczekiwania, jednak z pewnością reszcie się spodoba. Wiesz, że czepiam się zazwyczaj wszystkiego i podejrzewam, że większość Twoich czytelników będzie zachwycona :) a spróbowała by tylko nie być! Dla mnie Kpina Przeznaczenia wciąż pozostanie jednym z najlepszych one-shotów sasunaru, jakie kiedykolwiek czytałam i ja wiem, że nalegałam na drugą część, ale dzięki mnie reszta ma wspaniałą ucztę, prawda? ;)
No, to chyba tyle. Mam nadzieję, że nie jestem aż tak wrednym, zgorzkniałym człowiekiem, jak mi się wydaje, czytając mój marny komentarz. Ale, poznałaś moje zdanie na ten temat, szczere zdanie :)
Buziaki dla Ciebie i jak wiesz, z niecierpliwością czekam na dalsze rozdziały czegokolwiek! :)

Zrzędliwa, gburowata, jadowita i czepiająca się wszystkiego co się rusza, Koko.

Anonimowy pisze...

Kpina miała klimat przeszłości, bezczasowości. Wg mnie łatwiej stworzyć taki klimat w krótkim tekście, w którym bohater odrywa się od teraźniejszości i wkracza jakby w inną epokę, gdzie ma się wrażenie, że czas się zatrzymał. W przypadku kontynuacji nie da się już pociągnąć bezczasowości, bo bohaterowie, w tym przypadku nasz młody wampir musi skonfrontować się ze sobą, ze swoją przeszłością, a co za tym idzie opuścić magiczną krainę.
Tak jak pod wstępem wyraziłam swoje oburzenie rozglądaniem się Naruto za babami, to po tym tekście jestem zadowolona, że nie było sielanki, wspólnego wycia do księżyca... tfu to nie wilkołaki ;) znaczy spacerów w świetle księżyca i takich tam. Był żal i rozgoryczenie, pomimo uczuć, które pchnęły do tego kroku. Mi w przeciwieństwie do Koko podobały się rozterki Naruto. Gdyby przyjął wszystko z otwartymi ramionami i uśmiechem na ustach to byłoby dopiero nudne. Nie byłoby o czym pisać. Żyli długo i szczęśliwie, podgryzając zabłąkanych przechodniów wieczorową porą. A tak mamy burzę uczuć, wątpliwości, tęsknotę za minionym życiem a nawet próbę kontaktu. No Naruto, to było akurat głupie. Łowca pozostanie łowcą ;) I na to wszystko jako ta wisienka, dostajemy Sasuke, który jest wyrozumiały, pozwala odejść, ale też wraca, pokazuje, że mu zależy i znowu pozwala odejść, i znowu pojawia się kiedy jest potrzebny, bo rozumie, bo sam został zmieniony, bo zapewne zdaje sobie sprawę co młody wampir może czuć.
No takie tam moje przemyślenia po przeczytaniu tego rozdziału ;)
A co do wampirzego seksu i w ogóle życia, wyglądu. Cieszę się, że nie pozmieniałaś im oczu na czerwone albo inne. Nie wiem czemu akurat to zwróciło moją uwagę, może dlatego, że lubię niebieskie oczy Naruto i onyksowy błysk Sasuke ;)
A seks? Hm, podoba mi się. Mimo braku penisków jak to napisała Koko, jest między nimi tyle namiętności, że dech zapiera. Podoba mi się wytłumaczenie, dlaczego taki sposób spełnienia. Rozmnażają się poprzez wypicie i dawanie krwi, to dlaczegóż nie mieliby czerpać z tego przyjemności. Bardzo oryginalne, nie widziałam, nie czytałam, nie słyszałam.
No i muzyka! Aleś znalazła kawałek. Szkoda, że nie spojrzałam na dół, bo czytałabym z tą muzyczką w tle. Świetnie dopasowane. Jak zawsze :D
Podsumowując, tak, mi się podoba. Biorę i łykam :)
Wena moja kochana i jeszcze wena i wena i wena.
Ściskam :*
Daimon

Teme pisze...

Ta notka jest boska xD i mówię szczerze ale nie mogę się doczekać BC czekam na to i to z niecierpliwością!! Kobieto zlituj się xD

Anonimowy pisze...

Dopiero zauważyłam, że to Kuroneko podesłała Ci muzyczkę. Gratulacje :)
Przeczytałam sobie znowu, tym razem z muzyką w tle. Ech, magia :) No kocham Twoje pisactwo. Czarujesz moja kochana, jak te wampiry, tyle, że Ty słowem. Nadal jestem zauroczona, zaczarowana i wszystkie inne za. Bez żadnego przeciw.
W poprzednim poście nic napisałam o wstępie o marnym człowieku. No ale jak tu się nie zachwycać, jak tak opisywane/pokazywane są wampiry?! ;) hehe
Bardzo lubię ten... gatunek ;) Od lat. Wielu. Gary Oldman (uwielbiam go) w Drakuli mrrr, to było objawienie. Tomek Cruise, którego wprost nie cierpię, urzekł mnie w Wywiadzie, tak jak Antek Banderas zresztą. Boże te filmy mają już po 18 i 16 lat! Ok czuję się staro ;) Ale ostatnio wampirzy wizerunek został trochę zakrzywiony, czyt. Zmierzchy i inne Zaćmienia (dosłownie). Przepraszam fanów, no ale nie mogę :/ Natomiast Ty moja droga przywróciłaś mi wiarę, w tych złych czasach i przywróciłaś wampirom klasę, a nawet dodałaś coś nowego.
No i znowu się rozpisałam. Powinnam mieć ograniczony dostęp do klawiatury ;)
A czy będziesz coś jeszcze dalej pisać w tym temacie? Bo nie do końca zrozumiałam, czy wstęp był tylko do tego tekstu, czy do czegoś większego.
No to ja Cię znowu ściskam i już spadam.
:*
Daimon

alien pisze...

Ty nie spadaj, ty zostań tu na zawsze :* Rzucasz tak miłymi komplementami, że każdy pisarz z radością umieściłby cię w złotej klatce i nigdy z niej nie wypuszczał :D Zresztą, nie tylko ty. Koko jako jedyna kręci noskiem, ale z pełnym moim zezwoleniem :D No i jej argumenty mają podstawy :) A Xandrię mam oczywiście od Kuroneko - nie pamiętam już nawet w jakich okolicznościach mi ją podesłała, ale z pewnością chodziło właśnie o wenę - przysłała mi pięć piosenek tego zespołu i śmiało mogę powiedzieć, że to była miłość od pierwszego przesłuchania. Wstęp był pisany tylko do tego rozdziału. Nie planuję ciągnąć tej tematyki, ale to nie znaczy, że nie pociągnę... jak najdzie ochota to się absolutnie nie będę powstrzymywać ;) Tylko tym razem pójdę chyba bardziej w kierunku owej zaznaczonej przez Koko baśniowości.
Dopiero kształtuję swój styl, eksperymentuję, stawiam sobie wyzwania. Musicie mi wybaczyć, że wpływa to na to, co tu zamieszczam ^^' Nie jestem też idealna, wiem, że popełniam błędy, wsród których ortograficzne są najmniejszym zmartwieniem (pamiętne dżinsy od Reeboka i wiele innych). Mimo to, jestem też dumna, że zdobyłam czytelników takich jak Wy :)
Wasze pochwały motywują, Wasze uwagi włążą na ambicję. Słowem, kocham Was :P
Zachęcam też do komentowania innych, jeśli tu tacy są. Macie chyba własne zdanie, nie? Wypowiedzcie się, dajcie mi znak, że żyjecie i czytacie :)

Sanu pisze...

Tak czekam i czekam na nowy BC Groan, że z ciekawości przeczytałam komentarze. Nowego fanficka niestety nie, bo wampiry to nie moja bajka i nie mogę się przełamać do czytania czegoś w tej konwencji. Wiem, jestem wybredna, taki już mój "urok". Ale To tak, żeby nie było, że nic nie piszę:)

Anonimowy pisze...

Za dużo opisów... Nie obraź się, ale "deszcz", doprowadzał mnie do białej gorączki. Wystarczy, że raz napiszesz, że pada :] Czytelnik odnotowuje to sobie i jest cacy :] Znaczy opisy są dobre, deszcze jest zły xD

Nienawiść Naru do Sasu była trochę porąbana xD No, ale wyjaśniłaś pod koniec dlaczego, więc szafa gra^^. Ah, te dzieci, takie rozpuszczone są, Uzumaki jest świetnym przykładem xD

Podoba mi się Uchiha. Cierpliwie i wyrozumiale czekał na swego kochanka, czekał, aż dojrzeje psychicznie i będzie gotów na powrót. Musiało go to wiele kosztować, bólu psychicznego.

Podoba mi się opo. o wampirach ^^ Będzie kontynuacja?

A! Jeszcze jedno, ta dziewczyna na samym początku... Bardzo ładnie przedstawiłaś ją i w ogóle, ale trochę przedobrzyłaś, z jej "spostrzegawczością", ona wyczuwała, że Naru jest zły, raz zauroczona, zaraz przerażona... Za dużo po prostu szła babka, i tu nagle bum! Latarnia gaśnie, facet, gardło, kaput xD Tak ja to widzę, szybko i konkretnie xD

Dużo weny życzę :*

By Pazurek

Anonimowy pisze...

Przypomniało mi się coś bardzo ważnego.... BRAK SEKSU?! Usycham! Jak można bez ru... "przyjemności" żyć, no dobra mają to picie krwi =__=....
Seks, seks. jestem yaoistką, czystej krwi, zero hetero... no dobra 2%( czasami zdarzy mi się, że "zaakceptuję" jakiś związek). Moja ważność jest bardzo długa, ale bez yaoica skraca się xD No wiesz, krzywdę mi wyrządziłaś xD
;___;

By Pazurek

Anonimowy pisze...

No właśnie wyglądało tak, jakby chłopcy wszystko sobie wyjaśnili i żyli długo, i szczęśliwie. Ale Kpina też się tak skończyła ;> hehe. Zawsze może się ukazać jakaś rysa na cudownie gładkiej powierzchni życia... eee nie życia? ;) Może więc kiedyś Cię natchnie jeszcze w jakiś zimowy, ponury wieczór ;) W końcu taki pisklak to pewnie jeszcze nie raz może się zbuntować ;) Jak napisała Pazurek "Ah, te dzieci, takie rozpuszczone są" ;) I jeszcze raz zacytuję Pazurka, parsknęłam śmiechem: "Latarnia gaśnie, facet, gardło, kaput" :D Dobre.
Wena i usycham za BC.
Ściskam :*
Daimon

akumu pisze...

Uwielbiam ten koniec. Cała historia trzymała nas w napięciu i miało się wrażenie, że między nimi już wszystko skończone, że każdy pójdzie swoją drogą.. Podobał mi się też cały motyw ze łzą i odpowiedź Sasuke. ;D Ciekawy pomysł, żeby zrobić z nich wampiry. wgl masz bardzo rozwinięte słownictwo i w dodatku piszesz o yaoi! W wolnym czasie przeczytam główne opowiadanie, pozdrawiam akumu ;D