niedziela, 26 grudnia 2010

BC Groan 18

Serdeczne życzenia świąteczne dla wszystkich zaglądających na bloga :) Mam nadzieję, że odpoczęliście należycie a pod choinką znaleźliście to, o czym marzyliście ;)
Teme - pozdrów przyjaciółkę ;D
Daimon - motywy Sakury wyjdą w praniu ;) A co do ballady - podam ją, a jakże :D W swoim czasie. Ale mogę chyba zdradzić juz teraz, że to ona była główną inspiracją do BCG w ogóle :) Acha, nie wiem, jak zareagowałby Sai, gdyby się dowiedział prawdy XD Pewnie ugotowałby Sasuke żywcem. Poniżej mamy Saia, który jedynie się domyśla, co mogło zajść. Stracił trochę na animuszu.
Hilisme - dzięki :D no i notka miała być zabawna. czasem boję się, czy ten humor nie wychodzi taki trochę 'na siłę', ale widocznie nie, za co dziękuję niebiosom :)
Koko - ty pod wrażeniem? a toć lepszego komplementu chyba nie mogłam sobie wymarzyć na Święta XD acha, no i słowo 'miszczu' to, tak jak Kuroneko pisała, kolokwializm. dopuszczalny ;)
Kuroneko - nieee, chłopcy nie będą zaczynać od początku ;D zaczną dokładnie tam, gdzie skończyli. znaczy, tam, gdzie Naruto skończył. dosłownie. a co do Saia - on w ogóle oddaje naszym panom przysługę za przysługą, sam o tym nie wiedząc. gdyby wiedział, to by już dawno zamknął się w swoim domu i nosa nie wystawiał na zewnątrz. miło jest mieć taki motorek popychający akcję, nie powiem ;) acha, i chyba stanę się przyczyną twego płaczu. nie ma Gaary. będzie później ;)
Pazurek - jak by Kushina zareagował, gdyby wiedziała, w co wlazła? hmm XD nie wiem. poza umyciem kapci chyba wzięłaby Naruto na tak zwaną "poważną rozmowę". trzeba wszak syna uświadomić, że z tego dzieci mogły być, i marnować tego nie wypada. a na serio - nie wiem, nie myślałam o tym.
Sasame - dzięki :D sama robiłam. Kuroneko sporo mi pomogła swoją opinią i znalezieniem idealnego tła. przyjemnego czytania ;)

Wybaczcie, że nie odpowiem w ten sposób na wszystkie komentarze. Zwyczajnie nie wiem co :) Cieszę sie, że notka się podobała i tyle.
A co do budyniu - zrobię wam psikusa i powiem: ananasowy ;P W końcu Naruto wie, co robić, żeby było słodko. Tym, którzy nie wiedzą o co chodzi, polecam wpisanie w google haseł 'sperma; i 'ananas' ;P

Nie przedłuzając już, przedstawiam rozdział 18, w którym mrok okrywa ziemię i wszystko staje się możliwe.
Enjoy.

....
Padał ulewny deszcz.
Niektórzy poeci, wrażliwi na przeróżne szepty, jakie sączy do ich uszu otaczający ich świat, twierdzą, że najpiękniejszą mową na świecie jest właśnie mowa deszczu.
Sai nie podzielał tego zdania. Przynajmniej nie w tej chwili. Poza tym, nie był poetą, choć do braci artystycznej niewątpliwie się zaliczał.
Leżał nieruchomo na zaścielonym łóżku i słuchał owej mowy deszczu, zamiast piękna znajdując w niej ogromne pokłady melancholii. W pokoju panował półmrok, okna i drzwi były pozamykane, zasłony zaciągnięte. Sai trwał w bezruchu, usiłując nie rozpamiętywać wydarzeń ubiegłego tygodnia. Średnio mu to szło.
Przez ubiegłe pięć dni starał się ignorować niepokojące oznaki nadchodzącej katastrofy, gesty i nieznaczne zmiany mimiki, aż w końcu stwierdził, że wmawianie sobie, że wszystko jest w porządku, jest nie w jego stylu. Nic nie było w porządku i miał tego świadomość. Problem polegał na tym, że zupełnie nie wiedział, co z tym począć.
Sasuke nocował u Naruto.
To był pierwszy z faktów, który wpędzał go w depresję. Następnym było zachowanie Naruto od poniedziałku aż po piątek – jego szukanie samotności, skłonność do zamyśleń, nieobecne spojrzenie. Każdy głupi patrząc na niego pojąłby, że coś się stało. A stać się mogło tylko tej nocy spędzonej z Sasuke.
Sai przekręcił się nerwowo z boku na bok. Tuż obok stała sztaluga ze skończonym już obrazem, przedstawiającym jego przyjaciela jako nagiego Ateńczyka, szykującego się do biegu. Jego twarz powleczona była nutką melancholii, dokładnie takiej, jaką czuł teraz Sai, a wzrok utkwiony w jakimś odległym celu, do którego miał zamiar dobiec. Malując ten fragment Sai chciał uchwycić głębię, którą blondyn zawsze w sobie nosił, a którą tylko nieliczni potrafili dostrzec. Marzył, żeby to on kiedyś stał się celem Naruto, obiektem, na który nakierowane byłyby jego uczucia.
Ale teraz wszystko się skomplikowało. Naruto oddalał się od niego coraz bardziej.
Sasuke wkroczył między nich swą milczącą pewnością siebie i czymś jeszcze, czego Sai nie umiał sprecyzować, a na co Naruto reagował bezbłędnie. Dopóki ta dwójka tylko grała razem, mógł spać spokojnie. Ale nie teraz. Nie, kiedy Naruto na pół świadomie rozpoczynał marsz ku temu przeklętemu, tajemniczemu skejtowi.
Sai wymierzył cios poduszce z głośnym przekleństwem. Czuł wzbierający w gardle żal i bezsilną złość.
Dochodził powoli do trzeciego powodu podłego nastroju.
Była sobota, dzień próby BC Groan, godzina piętnasta. Mniej więcej za godzinę Naruto spotka się z tym, o kim zapewne myślał całe pięć dni.
A on nic nie może z tym zrobić.
......
Ostatni suwak w walizce właśnie został zaciągnięty. Itachi wyprostował się. Nazajutrz wyjeżdżał. Wszystkie sprawy związane z przedłużeniem pobytu w Stanach zostały pomyślnie rozwiązane i niedługo znów znajdzie się w samolocie, a potem w Bostonie, w chłodnym i suchym Massachusetts, aby kontynuować naukę w szkole prawniczej na jednym z najsłynniejszych uniwersytetów świata.
Wprawdzie udało mu się załatwić wszystko, co nie cierpiało zwłoki, ale nie wyjeżdżał z Japonii z całkiem czystym sumieniem. Jego nierozwiązany problem nosił nazwę „rodzina”. Po pierwsze – ojciec. Niereformowalny pijak, którego stale należało mieć na oku. Itachi szanował go wprawdzie, jak należało szanować rodzica, ale obecnie sytuacja przedstawiała się tak, że to raczej bracia byli rodzicami dla niego, nie odwrotnie. Czasem nawet żałował, że w pamiętnym wypadku ojciec nie zginął razem z matką. Ale takie myśli miał rzadko.
Obecnie musiał pozostawić ojca pod opieką młodszego brata. Właśnie.
Sasuke też stanowił dla Itachiego nierozwiązaną kwestię. Nie dość, że zupełnie nie umiał dobierać sobie znajomych, o dziewczynach nie wspominając, to jeszcze ciągle bawił się w ten zespół muzyczny... Jakby to miało przyszłość. Niczego się nie nauczył na przykładzie ojca.
Itachi usiadł ciężko na łóżku. Był zmęczony. Nie pakowaniem się, bynajmniej. Był zmęczony rodziną. Kiedyś samorzutnie przyjął na siebie rolę głowy tego tworu, ale jak miał nimi kierować, skoro nie chcieli go słuchać? Zwłaszcza Sasuke. To było zupełnie bez sensu. Do jakich środków będzie musiał się uciec, żeby jego rodzina wróciła do dawnego statusu?
Obok łóżka stała gitara Sasuke, stary dobry elektryk, odziedziczony po ojcu. Przyglądał się jej przez chwilę, jakby to ona była winna wszystkiemu, co zdarzyło się i ciągle przydarza się rodzinie. Wyciągnął dłoń i pogładził suche drewno. Przyjemnie gładki gryf zachęcał do tego, żeby ułożyć na nim palce. Chwycił gitarę i ustawił w pozycji do gry. Tylko na moment, żeby przypomnieć sobie, jak to było.
Dotykał strun po kolei – najpierw najgrubsza. Potem cieńsza. Jeszcze cieńsza. Powoli wydobywał z gitary szereg dźwięków, nieśmiało układając palce lewej ręki do chwytów – najpierw tych najprostszych, potem barowych, żeby skończyć na power chords. Tak dawno nie grał... zapomniał już, ile radości przynoszą te dźwięki. Właściwie nie miał w ręce gitary... od kiedy? Od śmierci matki.
- Co robisz?
Itachi odłożył gitarę jednym ruchem. W drzwiach pokoju stał Sasuke.
- Sprawdzam, czy nie trzeba wymienić strun – wstał i przeciągnął się niedbale.
Sasuke podszedł do gitary i przejechał palcami po metalu.
- Nie trzeba – stwierdził, po czym wyjął spod łóżka pokrowiec.
Przez chwilę w pokoju panowała cisza. Sasuke spakował gitarę i odłożył ją w kąt, w zamian biorąc do ręki swą drugą, basową.
- Sasuke – powiedział Itachi, obserwując młodszego brata – Jak długo będziesz się jeszcze bawił w zespół? Wiesz, tak jak ja, że to nie ma sensu.
Młodszy braciszek zgrzytnął zębami w odpowiedzi. Gitara basowa była już spakowana.
- Idę na próbę. Nie idź za mną – rzucił.
- Nie mam zamiaru – prychnął Itachi – Odpowiedz na moje pytanie.
- Niedobrze mi się robi od rozmów z tobą – Sasuke nie zaszczycił go nawet spojrzeniem. Zarzucił gitarę na ramię i zrobił krok w kierunku drzwi.
- Czekaj.
Przystanął tuż przy futrynie.
- Czego? – warknął groźnie.
Itachi zignorował tę wrogość, opanowany i nienaganny, jak zawsze. Patrzył na młodszego brata z wyższością, ale i pewnego rodzaju... litością? W każdym razie czymś, co doprowadzało młodszego Uchihę do szału.
- Mało jeszcze wiesz o świecie, Sasuke – powiedział – Jeśli koniecznie chcesz ciągnąć tę zabawę, weź to – wyciągnął z kieszeni jakąś ulotkę i podał bratu.
Sasuke przez moment wahał się, czy ją wziąć.
- Bierz! – naciskał jego brat – Zanim się rozmyślę.
Chłopak chwycił papier. To była reklama klubu muzycznego, łowiącego młode talenty. Wpatrywał się w nią, zaskoczony. To wyraźna aluzja, zachęta wręcz. Co kombinował Itachi? Dlaczego mu to dał?
- Klub prowadzi mój przyjaciel z dawnych lat – powiedział starszy Uchiha – Przejdźcie się tam. Zagrajcie. Rusz tyłek do przodu, Sasuke. Mam nadzieję, że od razu solidnie wyrżniesz nim w ziemię i dasz sobie wreszcie spokój z mżonkami. One są dla frajerów, braciszku.
Więc to o to chodziło. Sasuke schował ulotkę do kieszeni.
- A jeśli zespół spodoba się publiczności? – spytał wrogo. Itachi rzucał mu oczywiste wyzwanie, pytanie w tym momencie brzmiało, czy opłaca się je podjąć.
- Wtedy dam ci wolną rękę – odpowiedział jego brat.
I to wystarczyło, żeby Sasuke zaczął myśleć o przyszłym koncercie, jak o rzeczy dokonanej.
......
- Naruto!
Blondyn podniósł głowę znad tabulatur.
- Tak, mamo?
- Wychodzę. Jeśli znów będziesz chciał kogoś przenocować, to świeża pościel jest w szafie za ręcznikami – głos Kushiny brzmiał niemal radośnie, a przynajmniej dużo weselej niż zwykle.
Naruto nie wiedział, co się działo z jego matką. Od tygodnia nie zajrzała do kieliszka. Zamiast tego zaczęła spraszać do domu dawno niewidziane koleżanki. Najpierw nieśmiało, jakby się bała, że świat da jej po głowie od razu, jak tylko wychynie ze swej zamkniętej skorupy. Nic takiego oczywiście się nie stało, więc powoli nabierała coraz większej pewności siebie. A kieliszek omijała szerokim łukiem.
Uzumaki zachodził w głowę, co ją tak zmieniło, ale oprócz malowania garażu i jednej nocy spędzonej u nich przez Sasuke, nie stało się w ich życiu nic, co by odbiegało od dziennej normy. Czyżby jego znajomi mieli na matkę aż tak pozytywny wpływ...? Więcej ludzi w domu i od razu powraca do normalności? W sumie....
Zwykle spędzała czas samotnie, oglądając telewizję pomiędzy jedną butelką a drugą. Czasem miała te swoje zrywy, wtedy to robiła zakupy, sprzątała dom. Przeważnie jednak po prostu piła. To chyba był jej sposób radzenia sobie z tęsknotą.
Za tatą.
Cóż, Naruto też za nim tęsknił, ale nie topił swoich żalów w hektolitrach cieczy wysoko procentowej. Tęsknił inaczej, ciszej. I opiekował się matką, a ona nim, oboje w miarę swych możliwości.
Nie rozumiał więc tej nagłej poprawy, lecz nie przeszkadzało mu to zupełnie, broń Boże. Cieszył się.
- W porządku – odkrzyknął jej teraz.
Z korytarza dał się słyszeć trzask zamykanych drzwi. Wyszła.
Cóż, co by jej nie powiedział, i tak nie zamierzał nikogo nocować. A już zwłaszcza Sasuke. Nie po tym, co się stało w poniedziałek. Serce zaczynało mu bić szybciej na samo wspomnienie. Ze wstydu? Strachu?
Przełknął ślinę nerwowo. Za chwilę przyjdą. Gaara, Sakura, Chouji... i Sasuke właśnie. Jak on ma spojrzeć mu w oczy po tym wszystkim? I tak dzieki niech będa niebiosom za to, że Uchiha nie posiadał żadnej nadnaturalnej mocy wglądu w cudze myśli, i nie wiedział, co dokładnie Naruto sobie wyobrażał tego ranka. Wykastrowałby go, jak nic.
Do tego cała ta historia musiała się zdarzyć akurat wtedy, gdy wreszcie udało im się normalnie porozmawiać.
- Ych! Niech to wszystko tirówka wyrucha! – zaklął Naruto, w przekonaniu, że swym porannym wybrykiem pogrzebał wszelkie szanse na normalną, zdrową przyjaźń z Uchihą. Musi jakoś go przeprosić, przekonać go, że żartował albo coś... a potem może jedynie liczyć na jego litość.
Dzwonek do drzwi. Aż podskoczył na ten dźwięk.
A wiec ktoś już przyszedł.
Kto?
....
Sasuke zaciskał dłoń na podarowanej mu przez Itachiego ulotce. Szedł na próbę.
Był już grudzień, więc ściemniało się naprawdę szybko, lecz mimo to na ulicach nie było ciemno – w końcu to Tokio. Nawet okolice oddalone od centrum grubymi kilometrami jaśniały witrynami sklepowymi, biurami podróży i innymi podobnego typu bzdetami, nie wspominając już o latarniach ulicznych.
Do domu Naruto pozostało mu jeszcze jakieś dziesięć minut drogi, prosto główną ulicą, a potem w lewo, przez osiedle domków jednorodzinnych. Mógł w spokoju zastanowić się nad pewnymi rzeczami. Po pierwsze – koncert zespołu, drugi, licząc ten na urodzinach Naruto. Po drugie – Itachi, który mimo całego bagażu negatywnych doświadczeń, jakie Sasuke z nim miał, przejawił dziś coś w rodzaju okrucha dobroci dla zwierząt - podszytej wprawdzie wyzwaniem, ale zawsze. I po trzecie – Naruto, do którego domu właśnie zmierzał, a który nie odezwał się do Sasuke od poniedziałku ani słowem.
Tym milczeniem, niezwykłym, jeśli wziąć pod uwagę ich niedzielną rozmowę, i całkiem zrozumiałym, gdy pomyśleć o poniedziałkowym poranku, wpędzał Sasuke w prawdziwą wściekłość. Bo jak ma niby z nim rozmawiać, jeśli ten uparł się, że będzie go unikał? Sasuke czuł się zawieszony w próżni, a bardzo nie lubił tego uczucia. Lubił wiedzieć, na czym stoi, a w chwili obecnej wisiał na sznurze skręconym z niezdecydowania blondyna, i czuł, że jeśli jeszcze jakiś czas podynda w ten sposób, to zaciśnie się on na jego gardle jak stryczek i tyle z tego wszystkiego wyniknie. Musiał coś z tym zrobić. Ale co?
Gdy rozmyślał w ten sposób, po drugiej stronie ulicy zamajaczyła mu czyjaś znajoma sylwetka. Przystanął, zaalarmowany.
To był Sai. Ze zwieszoną głową i ponurą miną sunął ulicą jak duch. Niewątpliwie jego celem był dom Naruto.
Sasuke szlag trafił na ten widok. Może z powodu jego słów sprzed tygodnia, a może dlatego, ze jako bliski przyjaciel Naruto, zakochany w nim od dawna, oprócz tego, że był oczywistym, choć niegroźnym rywalem Sasuke, był też żywym odzwierciedleniem tego, co może się stać z Uchihą, jeśli ten nie podejmie względem Naruto żadnych działań. Będzie jak żywy trup, wiecznie żałujący tego, że się na nic nie odważył. No... może nie aż tak. Ale i tak nie była to różowa wizja. Zwłaszcza, że Sasuke naprawdę nie cierpiał przegrywać.
Zacisnął zęby. Już zdecydował, co zrobi.
Puścił się biegiem między blokami z lewej strony, mijając skwer i plac zabaw, pędem wpadając w dzielnicę domków jednorodzinnych, w której mieszkał Uzumaki. Znajdujący się nadal po drugiej stronie jezdni Sai nie miał szans go zauważyć. A Sasuke dzięki temu miał szansę dotrzeć do domu Naruto przed nim.
Gdy w końcu dopadł progu posiadłości Uzumakich, Sai pozostał daleko w tyle. Ale nie na długo, tego Sasuke był doskonale świadomy. Uspokoił oddech i zadzwonił do drzwi.
Otworzył mu – jakżeby inaczej – powód jego pośpiechu.
- Cześć – powiedział niepewnie blondyn.
- Cześć. – Sasuke nie miał czasu na zabawę w podchody. – Bierz kurtkę i wychodzimy. Szybko.
- Hę?
Brunet zdjął gitarę i odłożył ją w kąt. Przy braku zrozumienia ze strony blondyna wyglądało na to, że będzie musiał wziąć sprawy w swoje ręce. Czasu było coraz mniej.
Jednym ruchem zgarnął jego kurtkę z wieszaka, następnie chwycił go za ramię i pociągnął za sobą.
- Sasuke, co ty...? Zgłupiałeś?
- Nie pytaj teraz o nic – polecił zniecierpliwiony Uchiha – Później porozmawiamy.
Sai był coraz bliżej, Czuł to. Musieli wyjść w tej sekundzie, inaczej na niego wpadną.
- A dom mam nie zamknięty zostawić? Puszczaj, do cholery!
Ta wypowiedź zelektryzowała Sasuke.
- Jesteś sam? Nie ma twojej mamy?
Blondyn pokręcił wolno głową.
To było to!
Nie pytając już o nic Sasuke wepchnął ogłupiałego Naruto z powrotem do środka. Blondyn miał ochotę przekląć tego palanta i jego humory, lecz wszelki protest uwiązł mu w gardle, gdy zobaczył, jak Sasuke zdecydowanym ruchem przekręca zamek w drzwiach.
- Co ty robisz...? – wykrztusił – Dlaczego...?
- Bo chcę się z tobą rżnąć i nie chcę, żeby nam ktoś przeszkodził – odparł brunet mijając go szybkim krokiem i gasząc światło w kuchni.
- Grh! – Naruto omal nie połknął własnego języka.
- Żartuję, głupku – Sasuke rzucił mu przelotne, uważne spojrzenie, notując reakcję.
Ciekawe, co zrobiłby blondyn, gdyby spróbował przeciągnąć ten żart. Nie było jednak na to czasu.
Uzumaki wzdrygnął się a jego żołądek wykręcił się w ósemkę. Żartował, dobre sobie! Jeszcze jeden taki żart i kogoś stąd wyniosą na noszach. Gwoli ścisłości, nie będzie to Uchiha. Co on w ogóle robi...? O, cholera!
Naruto cofnął się gwałtownie, gdy Sasuke podszedł do niego zdecydowanym krokiem. Ręka bruneta wyciągnęła się w stronę Uzumakiego, a ten aż oparł się o ścianę z wrażenia.
Klik!
Sasuke po prostu zgasił światło ponad jego ramieniem.
Otoczyły ich całkowite ciemności. Naruto starał się dostrzec w mroku sylwetkę kolegi, ale bez rezultatu. Nikłe światło z ulicznej latarni sączyło się przez niewielką szybkę w drzwiach i dopiero po chwili oczy Naruto przywykły do tego stanu rzeczy.
- Sasuke? – zaczął niepewnie – Co ci...
Nie dokończył. Dłoń Uchihy momentalnie przykryła mu usta.
- Ćśśśś... – usłyszał – Później.
Zastygł więc z bezruchu, zwyczajnie nie wiedząc, jak się zachować. Trwali tak przez chwilę, aż w końcu zza drzwi dały się słyszeć czyjeś kroki i krótki, anemiczny sygnał dzwonka rozdarł ciszę.
Mięśnie Naruto napięły się mimowolnie, na co w odpowiedzi dłoń Sasuke mocniej przylgnęła do jego ust. Sygnał był jasny. Dla pewności Sasuke szepnął jeszcze:
- Ćśśśś.... – niskim, hipnotyzującym tonem.
Naruto widział majaczącą za szybą sylwetkę kogoś, kogo Sasuke najwidoczniej chciał się pozbyć. O co, u licha, chodziło? Kto to był? Potwór zjadający gitarzystów?
Dzwonek zabrzęczał ponownie. Osoba stojąca na zewnątrz zaszeleściła skafandrem, wyjmując coś z kieszeni.
Sasuke zaś wolniutko zdjął rękę z ust blondyna. Naruto wiedział, że Uchiha znajduje się tuż obok, może o pół kroku od niego. Czuł jego zapach. Znajomy, intymny, ze wszech miar oszałamiający. Chyba nigdy nie byli tak blisko siebie, w tak bardzo erotycznej sytuacji. Czy Uchiha wiedział, jak to wszystko działa na Naruto...? Ta ciemność, bliskość, zapach, szepty i oddech... Nie wiedział. Lepiej, żeby tak pozostało.
- Zaczekajmy, aż pójdzie – dobiegł go cichy szept.
Cóż, Uzumaki do tego stopnia nie myślał w tym momencie racjonalnie, że zgodziłby się na wszystko, nawet gdyby Sasuke zaproponował mu wymordowanie wszystkich chomików w Tokio.
Znów szelest skafandra za drzwiami. Tym razem niedoszły gość Naruto postanowił się z nim skontaktować. Głośny sygnał telefonu Naruto sprawił, ze obaj – Uzumaki i Uchiha – podskoczyli lekko. Blondyn już sięgnął do kieszeni, gdy Sasuke złapał go za nadgarstek.
- Nie – szepnął stanowczo. Każde jego słowo Uzumaki czuł na swoich ustach wraz z ciepłym oddechem – Niech dzwoni.
Łatwo powiedzieć, pomyślał, doprowadzony do granic ostateczności, blondyn. Telefon był ustawiony na wibracje i trudno mu było zignorować ten fakt, zwłaszcza, że znajdował się w jednej z przednich kieszeni, tuż obok pewnej wrażliwej na takie atrakcje bestyjki.
Pot wstąpił mu na czoło.
W końcu telefon przestał dzwonić, a osoba stojąca przy drzwiach westchnęła głośno. Było w tym westchnieniu coś znajomego...
...Sai?
Nocny gość, dawszy za wygrana, zaczął oddalać się w stronę furtki, a Naruto zrobił niespokojny krok w stronę drzwi. W jednej chwili żelazne ramiona Sasuke zamknęły się na jego ciele, uniemożliwiając ruch.
- O co ci...kurde! Puść! – syknął Naruto, z którego wyparował momentalnie cały romantyczny nastrój.
- Zostaw! – głos Sasuke brzmiał cicho, ale nad wyraz stanowczo. – Niech idzie.
- To był... Sai! – Naruto próbował się wyrwać koledze, lecz na próżno. Z oddali doszło ich skrzypienie zamykanej furtki.
- Kurwa mać! – zaklął Naruto, gdy brunet wreszcie go puścił. Sięgnął po telefon i sprawdził nieodebrane połączenia. Na wyświetlaczu rzeczywiście widniało imię Saia.
Sasuke delikatnym, stanowczym ruchem wyjął mu aparat z dłoni i odłożył na pobliski stolik.
- Inni też będą dzwonić. Najlepiej niech tu zostanie.
Naruto spojrzał na niego podejrzliwie. W nikłym świetle ulicznych lamp nie mógł dostrzec wyrazu jego twarzy.
- Co ty odwalasz? – zadał pytanie zasadnicze.
- A jak myślisz? Chcę zostać z tobą sam na sam.
Na te słowa żołądek blondyna wykonał podwójne salto. Zagryzł wargi, speszony.
- Po co...?
- Po co? Żebyśmy mogli porozmawiać – głos Sasuke był nieprzenikniony.
Naruto wzdrygnął się. Przestąpił z nogi na nogę, nie wiedząc, co dalej. Czyżby chodziło o poniedziałek...?
- Nie zapalaj światła – powiedział Sasuke – Niech inni też myślą, że dom jest pusty.
Blondyn zdążył już zapomnieć o innych i o próbie. Jego dłonie były śliskie od potu. Był zdenerwowany niemal do granic możliwości.
Na pewno chodziło o poniedziałek! Oto stanie za chwilę pod pręgierzem norm społecznych, a Sasuke Uchiha będzie katem, który potępiającymi słowami utnie mu... głowę.
Brunet jednak nie był zainteresowany ucinaniem Uzumakiemu czegokolwiek. Złapał go za rękę.
- Chodźmy gdzieś... do twojego pokoju albo kuchni – pociągnął go za sobą.
Blondynowi zrobiło się gorąco. Magia Uchihy znów zaczęła działać. Pod wpływem tej magii różdżka Naruto nie raz już stawała w pełnej gotowości do rzucania czarów, ale poza tym poniedziałkowym razem, nigdy w obecności głównego czarodzieja. Teraz zaś czuł, ze nie zdoła jej długo powstrzymywać. Będzie wstyd. Znowu.
Jego ręka ślizgała się w dłoni Sasuke, co sam brunet również zauważył, z lekkim niesmakiem.
- Masz dłoń śliską, jak węgorz – powiedział przystając i odwracając się w jego kierunku. Nie powinien był tego robić. Na tym odcinku korytarza panowała całkowita ciemność. Nieprzygotowany na nagłe zatrzymanie blondyn wpadł na niego z impetem, wargami muskając kawałek twarzy bruneta, w którym dopiero po chwili zdołał rozpoznać kącik warg. Gwałtownie się cofnął, nadeptując swemu liderowi na stopę.
- Cholera, przepraszam – speszony, namacał w ciemności ramię Sasuke, żeby mieć zupełną pewność, że nie wpadnie na niego znowu. Uchiha tylko syknął w ciemności, nie wiadomo, czy z bólu, czy z czegoś innego.
Hormony wariowały. Naruto czuł, och, czuł wyraźnie, jak bardzo jego małej bestyjce podobała się ta sytuacja. Gwoli ścisłości – poziom był na tyle wysoki, że właśnie ewoluowała z małej bestyjki w większą. W całkiem pokaźną, nienasyconą i niebezpieczną bestię. Krwiożerczą. Czy raczej – spermożerczą. Nie. Raczej spermotwórczą.
Kurde, nie mógł na to pozwolić. Ale co niby mógł zrobić?
W tej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Sasuke zaklął szpetnie i przyciągnął blondyna do siebie.
- Ani mru mru – otoczył go ramieniem, zupełnie jak rasowy porywacz.
Niepotrzebnie to mówił. Naruto nie był w stanie się odezwać, nawet, gdyby chciał. Dobrze, och, naprawdę dobrze, że Sasuke trzymał go odwróconego plecami do siebie. W przeciwnym razie przywitałby się z twardą wypukłością w spodniach blondyna. Obecność Uchihy przyćmiewała w Naruto wszystko. Nawet strach przed przyszłą rozmową.
- To Sakura. Chodź – Sasuke delikatnie wycofał się w stronę pokoju, ciągnąc blondyna za sobą. W momencie, gdy się tam znaleźli, w korytarzu rozdzwonił się telefon Naruto. Ale ich to już nie interesowało.
Uścisk Sasuke nieco zelżał, więc Naruto, niczym grzeczna przyzwoitka, czyli ktoś, kim na pewno nie był, wyplątał się z jego ramion. Dobrze, że wkoło panował mrok. Przynajmniej Sasuke nie widział, jak bardzo płonie mu twarz.
Sasuke wymacał w ciemnościach biurko blondyna. Właśnie rozdzwonił się jego telefon, wiec po prostu położył go na blacie. Światełko wyświetlacza rozjaśniło nieco pomieszczenie - na tyle, że mogli wreszcie zobaczyć zarysy swych twarzy.
- Dziś wagarujemy – prychnął cicho Sasuke, patrząc Naruto w oczy.
Blondyn milczał. Telefon po chwili przestał dzwonić, więc Sasuke ze spokojem mógł wyciszyć dźwięk. W świetle komórki Naruto widział jego rysy – błyszczące oczy i pokerowa mina. Standardowy wyraz twarzy Uchihy, pociągający i tajemniczy.
Nie chciał zaczynać rozmowy. Strach powrócił. Zresztą, to Uchiha był inicjatorem tego całego cyrku. Niech on się pierwszy odezwie.
Brunet odłożył telefon na poprzednie miejsce. Światło z wyświetlacza, na szczęście, bądź nieszczęście, wciąż pozwalało im na wzajemną obserwację.
- Naruto – zaczął poważnie – Nie możesz mnie unikać.
Uzumaki drgnął silnie. A więc już się zaczyna!
- Nie unikam – zaprotestował bez sensu. Obaj wiedzieli, ze to bzdura.
- Unikasz. Od kiedy w poniedziałek rano zobaczyłem, jak sobie...
- Ych!
- Nie przerywaj! – Uchiha zrobił krok w jego stronę – Przecież widziałem.
- N-no, ale... to było – Uzumaki nerwowo szukał wytłumaczenia. Nawet w słabym świetle komórki widać było, jak bardzo jest speszony.
- To było coś, co kazdy facet robi – kolejny krok w stronę Naruto – Czego nie robi, to trzepanie sobie przy innym facecie.
Mięśnie Naruto napięły się do ostateczności. Cofnął się. Egzekucja się rozpoczęła.
Sasuke przystanął.
- Naruto, jesteś cały czerwony – stwierdził.
- Go... gorąco tu – odpowiedział Uzumaki. Nie zamierzał pozwolić Sasuke na takie jawne dręczenie jego osoby. Problem w tym, że jego linia obrony zawodziła. Właściwie to nie miał żadnej linii obrony. Nie zdążył jej sobie przygotować. – a co do poniedziałku, to...
- To co?
- Znaczy... dzięki, że mnie kryłeś przed mamą.
- O kim myślałeś, kiedy to robiłeś? – padło pytanie, którego się obawiał.
Nic wielkiego. Należało skłamać, tak?
- Nie o tobie – palnął wiec szybciej, niż pomyślał.
Omal się nie ugryzł w język w następnej sekundzie. Ależ był głupi. Teraz Sasuke mógł sobie pomyśleć wszystko, w myśl zasady, że tylko winny się tłumaczy. I chyba pomyślał.
Na ustach Uchihy błąkał się drwiący, spokojny uśmiech.
- Nie...?
W tym momencie zgasła jego komórka. Po raz kolejny tego wieczoru okryły ich całkowite ciemności.
Naruto zamrugał w zdenerwowaniu, wpatrując się w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą widział Sasuke. Nasłuchiwał w napięciu jego oddechu. Co zrobi Uchiha? Zaswieci wyświetlacz jeszcze raz?
Wreszcie dostrzegł zarys postaci bruneta – tuż przed sobą. Usłyszał cichy odgłos jego kroków. Zanim zdołał podjąć w myślach jakąkolwiek decyzję, poczuł Sasuke obok, zaledwie kilka centymetrów dalej. Tak blisko, że czuł na sobie jego gorący oddech i słyszał bicie jego serca. Waliło jak szalone.
Tak jak serce Naruto.
- Naprawdę nie o mnie myślałeś? – usłyszał – A co powiedziałbyś, gdyby...
Nie dokończył. Osłupiały Naruto nie chciał wierzyć własnym uszom.
Co powiedziałbyś, gdyby...?
Gdyby, co?
Co chciałeś powiedzieć, Sasuke?
Ale brunet milczał.
Stali tak przez dłuższą chwilę. Wreszcie Naruto poruszył się nieznacznie. Chciał zakończyć tę scenę, wyjść do łazienki czy kuchni... gdziekolwiek.
Nie zdążył. Ręka Sasuke zagrodziła mu drogę, a druga chwyciła go za nadgarstek. Uchiha najwidoczniej nie uważał sceny za zakończoną.
- Wyświadcz mi przysługę – usłyszał Naruto – i nie ruszaj się jeszcze przez chwilę.
Co przez to rozumiał?
Zastygł w bezruchu, dając mu czas, którego widocznie na coś potrzebował. A potem, w jednym momencie, świat zniknął w eksplozji emocji, rozpadł się, przestał istnieć.
Był to moment, w którym Naruto poczuł gorące usta na swoich wargach.

....
Brought to you by:

... w sumie nie inspirowałam się niczym specjalnie. w winampie leciał dawno nie słuchany The Bloodhound Gang, Crazy Town, Senses Fail i Dope. przede wszystkim Dope. taka muzyka ma się do rozdziału jak ser do jajecznicy. można łączyć, ale nie kazdemu zasmakuje.
:)

24 komentarze:

olciak123 pisze...

Oh my God....
Oh shit...
Mrau....

I wiele wiele innych myśli przelatujących mi przez głowę podczas czytania - TO BYŁO BOSKIE! Gęsia skórka, dreszcze i to nienasycone pragnienie WIĘCEJ i WIĘCEJ...

10/10 pkt! Doskonale budowane napięcie, świetnie oddane emocje, mała intryga i do tego uchwycenie wszystkiego w ciemnościach i półmroku...

Zakończyłaś akcję i rozpoczęłaś nową - nie mogę się doczekać kolejnego fragmentu!

Jesteś boska ^^ kocham święta jeśli dostaję takie prezenty!

Anonimowy pisze...

Boże ale się z tym postem męczyłam.
Był Świetny. Dobra robota! Ale pochody XD
Gabiuu!

Anonimowy pisze...

O Jezus! Całe święta polowałam. Myślałam sobie, przecież nas tak nie zostawi bez prezentu. I doczekałam się :D
Kobieto, pojechałaś po bandzie. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że Sasuke tak to rozegra. Ale myślę, że inaczej nie można było, bo Naruto nie dałby dojść do słowa. Trzeba było go za fraki i tyle. Do tego ta ciemność, ukrywanie się przed ludźmi, napięta atmosfera, wibrujący w gaciach telefon i oddech Sasuke na skórze. Ja się przez Was, baby wstrętne, uduszę! ;) Toż znowu zapomniałam jak się oddycha. Nie no naprawdę, miałam kiedyś kumpla nurka, muszę odświeżyć znajomość i załatwić sobie jakiś wiatr w butli na okoliczność czytania. O! Jeszcze mnie w koszty wpuszczają ;)
Cudo Alienku! Normalnie nie mogę zebrać myśli. Uff no dobra, przejdźmy dalej. Kushina obudziła się z letargu. W końcu. Czyżby faktycznie życie w domu dało jej kopa na rozpęd? Super! Może wyjdzie z tego otępienia.
Itachi. Taaak, widzę już, że chce uchronić Sasuke od takiego życia jakie prowadził ojciec. Ten moment z gitarą dał mi do myślenia. Widać, że sam chciałby ale wygląda to na jakąś obietnicę daną sobie (może gdzieś w podświadomości) w dniu śmierci matki. Studia, normalna praca, porządne życie. A nie koncerty, imprezy, alkohol. Bo nie ukrywajmy życie muzyka z tym się wiąże. Zależy też oczywiście od człowieka ;) Ale ten moment, gdy palce dotknęły strun... No nie wiem czy to miałaś na myśli pisząc ale ja takie odniosłam wrażenie. I potem ta ulotka, albo rybki albo akwarium. Dał ją z nadzieją, że Sasuke nie da rady tego udźwignąć.
Sai, żal mi go trochę, mimo wszystko. No ale cóż, takie życie. Trzeba było ruszyć dupę i zawalczyć a nie kłapać tylko dziobem ;)
No i budyń! Jak mogłam nie wpaść na smak budyniu po rozdziale Koko? ;)
A muzyka bardzo twórcza. Nie znałam Dope, podoba mi się :D
No dobra, 2:28 czas... przeczytać jeszcze raz rozdział ;D A potem grzecznie spać.
Teraz, moja droga, jakbyś zamilkła, to bym Cię znalazła nawet na końcu świata i coś Ci zrobiła ;>
Wena kochana moja :* Ściskam mocno i czekam na reakcje Naruto ;)
Daimon

Anonimowy pisze...

Ze świeżym umysłem, skoro świt w południe zjawiam się znowu. No przecież nic nie napisałam o wątku magicznym! Czarodzieje, różdżki dobrze, że nic nie piłam, byłoby po laptopie ;)
A mam jeszcze małą uwagę czasową. Rozdział zaczyna się w okolicach piętnastej, Sasuke ma za godzinę próbę. Wyszedł z domu, później zobaczył Saia i pobiegł więc u Naruto był nawet przed szesnastą. A tu nagle zapadła taka ciemność, że jak się zgasi światło, to własnej ręki nie widać i do tego Saia nazwałaś nocnym gościem. ;)
Mnie tam nie robi, takie tam tylko spostrzeżenie czasoprzestrzenne ;D
No ok, dosyć tych przyjemności, czas zabierać się za robotę :/
Ściskam mocno :*
Daimon

Teme pisze...

O kurwa kobieto przeszłaś samą siebie... Przyjaciółka dziękuje za pozdrowienia i też Cię pozdrawia :) obie stwierdzamy że to nota miesiąca jak nie roku. Ale powiedz mi jak mogłaś skończyć w takim momencie??!! I skąd wzięłaś te teksty? Miażdżą niesamowicie xD tekst o tirówce jest dobry :D tak samo jak o spermotwórcy a zazdrosny Sasek który nie pozwala Saiowi pogadać z Naruciakiem xD jestem bardzo ciekawa jak się skończy ich "rozmowa" teraz nie masz wyjścia i musisz szybko dodać notę bo to w jakim momemncie skończyłaś...
Nie no wiem że się za bardzo rozpisuje ale skoro zaczęłam komentować czego nigdy nie robię to czuję się w obowiązku każdą notę skomentować xD
Dobra już kończę. Weny życzę :*

Anonimowy pisze...

Hahaha! Biedny Sai, same nieszczęścia napotykają go. Najpierw milczenie obiektu jego marzeń, następnie całkowity ignor ze strony domu Uzumakiego- co jeszcze go spotka? Błyskawica trafi w niego, ziemia rozstąpi? Nie, już nic gorszego nie może go spotkać niż zostanie zombi- ładnie określił go Sasuke xD
Itachi jednak nie zawiódł mnie. Jest jednak świnią, która troszczy się o innych. Chcę, aby było jak dawniej, fajne. Genialny motyw.

Przyszedł czas na wisienkę na szczycie bitej śmietany... Pan Sasuke, hehe. Świetny jest! To jak rozegrał wszystko, rozmyślenia, a na samym końcu pocałunek! I ta atmosfera... wszystko było takie magiczne, fenomenalne!

Oczywiście zacznę protest, który będzie przeciwko zakańczaniu rozdziałów w tak ważnych momentach. Po pierwsze to szkodzi czytelnikowi, zbyt wiele wrażeń kończy się... Depresją jak u Saia!O! xD Tak nie można! Kobieto serca nie masz? Już nie marudzę :) Szczęśliwego Nowego Roku ;)

Mam nadzieję, że mikołaj był w tym roku hojny ^^

By Pazurek

Anonimowy pisze...

Och...no jestem nieźle zaskoczona. Widzę, że zabawa się rozkręca ;D Nawet mi przez myśl nie przeszło, że tak to rozegrasz, jestem mile zaskoczona. Ale o to chodziło, prawda? :D Teraz musisz szybko dodać kolejny rozdział, bo inaczej poumieramy tu z ciekawości ;D
Pozdrawiam i do szybkiego zobaczenia ^^
Kauru

Anonimowy pisze...

Mmmmmraau. Cudowny rozdział. :P

Anonimowy pisze...

ommmmmgggggggggggggg !!!

Anonimowy pisze...

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA !
końcówka jest uroczaa <3
i cieszę się, że Sasu i Naru porozmawiali o tej sytuacji. nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału.
a i Udanego Sylwestraa XD

~Orisa

Anonimowy pisze...

o fu*k!
(kopara do ziemi)
to było świetne!
szok, radość, niedowierzanie, zachwyt!:D
po prostu najlepszy rozdział!
przeczytałam 2 razy *.*
ta scena w domu Naruto, świetnie opisane mmm:D
ale mi się podobało :3

Agu

Sasame pisze...

Ough! Czytałam sobie 13 rozdział,gdy spojrzałam na zegarek...i szok! Czytam, komentuję( w międzyczasie wypełniam domowe obowiązki, zaniedbuję 'Ulisessa' i 'Immoralistę', do których czytania się zamierzałam, spędzam dzień z 'Tobą' i nawet się nie zorientowałam, że jedna z moich 'tradycji' została prawie że zaniedbana...Pierwszy raz! Lecę na 'Szkło kontaktowe', 12 rozdziałów już skomentowałam, jeszcze jutro doczytam i 'dokomentuję' 6 ;)

Mits pisze...

Udało się! Kto to widział, żeby tak trudno było odszukać magiczny przycisk do pisania komentarzy? hę? :>

Dobra. Przechodzimy do tego co najważniejsze, nie owijając w bawełnę i pomijając fakt, że na zegarku jest 4:12, a ja ostatnie dwie godziny zamiast spać, to nie mogłam oderwać się od twojego opowiadania. No kto by się przejmował, że niedługo musi wstać, bo Sylwester sam się nie ogarnie?

Chamstwo! Ot co! Jak to się stało, że nie trafiłam tu wcześniej?! Od kilku miesięcy, przekonana, że znam niemalże wszystkie najlepsze opowiadania, czytam te średnie, a tu proszę! Taka perełka, ukryta przede mną w otchłani tego okropnego Internetu! Ha! Ta zniewaga krwi wymaga!
...
Chryste. Ta godzina mi chyba nie służy.
...
Generalnie to... zakochałam się *___*
Jezus, przecież to jest G.E.N.I.A.L.N.E ! *zbiera kamyczki na budowę ołtarza, który zostanie poświęcony autorce tego wspaniałego tworu*

Kocham SasuNaru, a tobie to już po prostu bić pokłony! Jeszcze umiejscowieni w świecie porządnej muzyki i orgazm bezdotykowy na miejscu *___* Nie no, żart oczywiście ^^'

Zawstydzającą sytuację z wytryskiem czytałam dobre 8 minut, bo co jedno zdanie, zbyt zaangażowana emocjonalnie, czułam ogarniające mnie uczucie bezkresnego zażenowania, jakbym to ja była biednym Naruto xD

Och! I teraz jeszcze ten pocałunek! Po prostu poezja! <3

Już od 10 rozdziału martwiłam się, że kończy mi się treść do przeczytania, a teraz jak dobrnęłam do końca to pragnę więcej, więcej! Boże, także abym miała cię na bieżąco na oku, dodaję cię do 'czytanych' na moim marnym blogu http://without-obligation.blogspot.com
To taka formalność. Lepiej nie wchodź, bo się przestraszysz xD

Och, i tak na koniec...
Weny życzę! ; D

Sasame pisze...

Tak więc dobrnęłam i czekam na więcej!

Zdecydowanie podoba mi się fabuła, dobre piosenki( wysoce wysublimowany gust muzyczny ;) ).

A teraz przejdziemy do ostatniego(jak na razie) rozdziału.


Pierwsza myśl - o FUCK! Pada, a to oznaczać może, że Kushina się urżnie. W końcu syn i jego gość nie są z nią stale, a ona ma czas aby, powiem z przekąsem, celebrować ten dzień, jak to wcześniej trafnie ujęłaś. Ciągle mam, abstrahując, wrażenie, że w każdej chwili tego opowiadania w drzwiach stanie tatuś doskonały, który będzie miał na tyle ckliwą historię, że Kushina od razu rzuci mu się na szyję. Jedynie z Naruto nie pójdzie tak łatwo - ale to spekulacje.

' Był zmęczony rodziną. Kiedyś samorzutnie przyjął na siebie rolę głowy tego tworu, ale jak miał nimi kierować, skoro nie chcieli go słuchać? Zwłaszcza Sasuke.' - Wspominałam już, że Itachi mnie wkurwia? To wspominam jeszcze raz. Pobył sobie w tym swoim piepszonym rajskim świecie i już zapomniał, jak wygląda życie w piekle. Gratulacje, bo nie każdemu by się udało, zwłaszcza, gdy wie co to jest.
Będąc apodyktycznym dupkiem, zapomniał spuścić głowy i zerknąć na maluczkich. Wyjechał, kiedy piekło dopiero się rozpoczynało, a teraz przyjeżdża, raz na rok i wyobraża sobie, że ot tak, po prostu, jego kukiełki ustawią się w szeregu, aby mógł się pobawić! Potem wyjedzie, zostawi całkiem rozbitego brata wraz z alkoholikiem i będzie czekał na dobre wieści w swojej piepszonej, słonecznej przystani...Grrr...

Ponieważ się wkręciłam, a ten komentarz ma być moim ostatnim, jak dotychczas( po 17 wcześniejszych ciężko będzie czekać, zanim się zacznie znowu komentować ;) ) ten będzie dłuższy i to chyba dość dużo.

Doskonale rozumiem Sasuke, kiedy wścieka się litością. Sama tak mam, że jak widzę te 'lepiej' wiedzące buźki to krew mnie zalewa, jednak w przeciwieństwie do kruka( jeśli czytasz amerykańskie opa to pewnie wiesz, że w nich określa się go typem 'raven', czyli po prosu kruk, przez wzgląd na kolor upierzenia ;D
) nie potrafię się opanować i zwykle kończy się to niemiło...zazdroszczę mu opanowania, ot co ;)

Tak, tak - wiem. Itachi chce dobrze. Tylko...czemu musi okazywać w tak cholernie apodyktyczno-wkurwiająco-zarozumiały(tak, to chyba oddaje sytuację) sposób?!

O! Zmiany w Kushinie...Chce się zmienić dla syna, a może kogoś poznała? Czy też spełniły się moje domniemywania co do cudownego pojawienia się Minato, z którym już szykują się na poinformowanie syna? Hmmm...Znowu niedopowiedzenia - lubię je, choć( mawiając jak Shikamaru) są upierdliwe.

A jeszcze jedno - Itachi mnie zawiódł: nie wiem dlaczego, ale jednak miałam nadzieję na rozwój ItaSaku, ponieważ ta relacja jest tu ładnie zbudowana...może kiedyś

Dobra, bo nie zapisze komentarza i będzie psińco. Zawrę więc ostatnią rzecz, na której zawarciu mi zależy - mianowicie: Naprawdę bardzo dobry klimat końcówki. Niemal czuło się tę intymność, ulatującą z ciszy, która powstała z inicjatywy głównych bohaterów.

Anonimowy pisze...

Tak sobie właśnie myślałam później o tym jak Kuroneko mi odpisała, i rzeczywiście, przecież literówka to by nie było :D
No, przecież powinnaś już wiedzieć, że BC zachwyca mnie jak mało które opowiadanie, to moje komplementy nie powinny dziwić ;)
Co do smaku budyniu, cóż, ja stawiałam na bananowy, ale zdecydowanie ananasowy bardziej pasuje tematycznie i przede wszystkim smakowo.
Zdesperowany, smutny Sai, chociaż nie bezpodstawnie, ma się chłopina czego obawiać, widzimy to w ostatnich scenach xD Ach, niedobry Uchiha, teraz naprawdę odgradza Naruto od swojego rywala, niegroźnego, ale jasnego rywala :D
Jezu, jak ja uwielbiam twojego Sasuke, on jest po prostu niesamowity, to chyba najlepszy Sasuke z jakim miałam styczność, uwielbiam go, jeszcze raz uwielbiam. I coraz bardziej kocham również Naruto! :D Ta jego niepewność, piszesz to tak, że wciąż pozostaje facetem, a nie kwoką, jak to robi wiele blogerek.
Klimat jaki wprowadziłaś, to w domu Naruto, ciemnym domu Naruto... xD Cholera! Ja nie wiem, jak w ogóle można stworzyć tak wspaniały klimat, jesteś niesamowita! biję pokłony. To napięcie, jezu... :D I te porównania :D Potwór zjadający giatrzystów, morderstwo na chomikach (mimowolnie wyobraziłam sobie jak dokonują mordu na tych wszystkich biednych gryzoniach xD
aww jestem starsznie ciekawa jak to wszystko się dalej potoczy, az nie wiem co powiedzieć o Itachim, bo tak mnie ta końcowka rozwaliła. Dawno nie było w ff takiego napięcia, jestem pod ogromnym wrażeniem, jezu, jezu :D Ja chce więcej, masz jak najszybciej coś napisać bo umrę xD

Pozdrowienia śle śnieżna Koko? xD
ps. uzależniam się od tego opowiadania i od ciebie :D

Anonimowy pisze...

uuuuuuuuuuuuuuuuu ^^
teraz szybko następna część, bo to nieładnie tak urywać.

Anonimowy pisze...

łaaaaa kiedy bedzie dalej??? w takim momencie przerwac no wiesz :P czekam z nicierpliwoscia na ciag dalszy mam nadzieje ze bedzie jak najszybciej pozdrawiam

Anonimowy pisze...

o cholera to było cos pieknego.
Normalnie jestem Twoją fanką.
Przepraszam , że dopiero teraz komentuje, ale po prostu dopiero wczoraj wpadłam na to opowiadanie i muszę przyznac , że jest genialne.

Sol

Feruna pisze...

Zakończyć w takim momencie, to grzech. Takie brutalne wyrwanie z historii w którą człowiek się wciągnął! Czuję, że jak niedługo nie będzie ciągu dalszego to mnie piorun strzeli.
W końcu cały czas na ten pocałunek i inicjatywę Uchihy czekałam! XD

Naprawdę niesamowite opowiadanie, ma w sobie to oś czego potrzebuje!
Życzę weny <3

Anonimowy pisze...

łoo przeczytałam wszystko w jeden wieczór, znaczy zaczęłam okolo 00.00 i teraz mam ^^', no ale to co warto było.Prześwietne xd dżizas, że ja na ten blog teraz dopiero trafilam to się dziwie... nic nie brakuje jest humor, jest ta tajemniczośc,flirt,pożądanie wisi w powietrzu xd, jest i pierwszy pocałunek!! ( i zamordowac Cię za to, że przerwałaś w tym momencie, chociaz nie po co zabijać...kto by to dalej pisał?)Akcja się rozkręca, wszystko fajnie, pięknie. Jestes moim odkryciem roku 2011, hihi, talent masz, więc pisz dużo dziewczyno ! Jestem twoją nową, wierną(zapewne) czytelniczką *-*, nie wiem czy powiadamiasz o notkach, ale jakby co to mój nr gaduu 3236677 Pozdrawiam Ashia ^^

Anonimowy pisze...

Pochłonąłem Twoje opo w jeden dzień. Na prawdę gratuluję talentu pisarskiego. Szkoda, że ja nie mam takiej lekkości w pisaniu i opisywaniu. Ale cóż, chwała bogom, że Ty ją posiadasz droga autorko:) Muszę przyznać, że poczynania Sasuke jak i cała sytuacja w ciemnym zaciszu domu Uzumakich = genialne. W pewnym momencie czułem się tak jakbym to ja był jednym z bohaterów i przeżywał to co oni ( do tej pory normuję się bicie mego serca). Życzę dalszej lekkości pióra i pomysłów takich jak poprzednie lub jeszcze lepszych o ile to możliwe.
PS. Chciałbym opisać pozostałe rozdziały, ale i tak bym czuł niedosyt, że nie przekazałem tego co kłębi się w mojej głowie po lekturze. Dlatego też powiem tak. Jesteś moją kolejną mistrzynią pióra.

KeTo

Sanu pisze...

Chciałam rozpocząć komentarz od poprzedniego rozdziału, w którym tyle się wydarzyło, ale ten tak mnie urzekł, że muszę się na ten temat wypowiedzieć.
Otóż, to najlepsza scena tzw. podchodów, jaką czytałam od bardzo dawna. Podobnie "elektryzuje" chyba tylko Koko. Jednak obie macie różne style pisania.
U Ciebie to jest takie wiarygodne, jakby mogło się wydarzyć w każdym mieście, w każdej grupie znajomych. Tak dbasz o szczegóły i kreujesz akcję w naturalnych miejscach, jak dom, garaż, sklep itp.
Ok, ale wracając do sceny podchodów. Już kiedy Sasuke zobaczył Saia na ulicy, wiedziałam, że coś się wydarzy. (swoja drogą świetny opis załamania Saia - idealnie opisujesz takie rzeczy). Obawiałam się, że Sasuke znowu wda się w jakąś bójkę, ale zrobił o wiele lepszą rzecz:) Uprzedził rywala.
I tu kolejny przejaw wiarygodności: Sasuke próbuje wyciągnąć Naruto z domu, a ten nie biegnie za nim jak piesek, ale jest zdezorientowany i przytomnie twierdzi, że przecież nie pójdzie nigdzie, jeżeli nie zamknie drzwi.
Moze to głupie, że rozpisuje się o takich rzeczach, ale dla mnie sa one istotne, bo tworzą właśnie tą wspomnianą wiarygodność. tu wszystko jest logiczne.

Ale wracając do samej sceny w domu. Wytworzyłaś niesamowity klimat i napięcie. Te ich dotykanie się pod pretekstem zatykania ust, wpadnięcie jeden na drugiego w ciemnym korytarzu:) Wg mnie to jest scena idealna. Budowanie napięcia i punkt kulminacyjny w postaci pocałunku:)
Żadnych słodkości, wynurzeń tylko tak po prostu w końcu zrobili to, na co ochotę skrywali od kilku dni, a może i dłuższego czasu.

Trochę szkoda zrobiło mi się Saia, kiedy odchodził z kwitkiem. Oczywiście, nie mówię tym samym, że wolę żeby Saiowi się powiodło. O nie, nie. Chcę raczej powiedzieć, że tak fajnie wykreowałaś tą postać, że odbieram ją ciepło, mimo że to rywal Sasuke i chce mieć Naruto dla siebie.

Na koniec chciałam dać ci pstryczka w nos i napisać, że jak Naruto usłyszał oddech Saia przez drzwi, skoro tamten nie usłyszała dzwięku komórki, ale przypomniałam sobie, że Uzumaki miał ustawioną wibracje:P

Jeszcze raz wielkie gratulacje dla Ciebie za tak świetny rozdział. Pisz jak najwięcej:)

Damessa pisze...

Boże budyń?! Salwy śmiechu, no lepszego momentu Sasek nie mógł wybrać na pobudkę. Zaskoczyłaś mnie ten rozdział był rewelacyjny! Tak, nie przesadzam. Jednakże ubolewam że do przeczytania zostały mi już tylko 2 twoje rozdziały :(

Damessa pisze...

Nękanie i kończenie rozdziałów w ten sposób to chyba twoja pasja - Dręczenie ludzi. Ahhh te emocje!
Pełno tu jest WSZYSTKIEGO! Oczywiście doskonale wyważone, dobrane w odpowiednich dawkach - kochana zaraz się posikam ze szczęścia i ekscytacji jaka mną targa! Następny rozdziale nadchodzę! :D