środa, 27 kwietnia 2011

BC Groan 21

Spóźnione życzenia zdrówka i szczęścia z okazji Świąt Wielkanocnych :) Wszystkim, którzy to czytają, zostawiam buziaka :*
Maturzystom zawczasu życzę zdanej matury, a wszystkim innym błogiego lenistwa w przyszłym, radosnym, bo wolnym (dla niektórych częściowo), tygodniu. Wyłączam z tej grupy posiadaczy blogów SN - Wy macie pisać! ;D
Poniższy rozdział dedykuję wszystkim cierpliwym - raz, że trzeba było długo na niego czekać, dwa, że jest dwukrotnie dłuższy od tego, co przeciętnie tu zamieszczam.
Enjoy.

Rozdział częściowo betowany przez Sanu, której jestem dodatkowo wdzięczna :)

...

Sasuke nie odezwał się do Naruto ani słowem, ani sms-kiem przez cały tydzień.
Na początku Uzumaki był tą ciszą niemile zaskoczony, ale opanował się wysiłkiem woli. Kto w końcu zniżyłby się do czekania, niczym upodlony pies, na jakiś znak od do tego stopnia popieprzonego, antypatycznego, zadufanego w sobie egoisty? Kogo obchodziłoby, co się dzieje z jego rodziną i co właściwie myśli o pewnym incydencie z sobotniego wieczoru? Cóż, na pewno nie Naruto. On miał swoją dumę, a całą sprawę postanowił wsadzić sobie głęboko gdzieś. Trzymał się postanowienia z uporem godnym podziwu przez wszystkie dni nauki szkolnej, w piątek zaś miał już Sasuke „gdzieś” do tego stopnia, że nie mógł wytrzymać pięciu minut bez zerknięcia na wyświetlacz i sprawdzenia, czy chłopak jednak nie napisał. Gest aż nadto mówiący o prawdziwych uczuciach blondyna, ale sam zainteresowany usilnie starał się być ponad to. Owocem tych starań było nieustanne rozdrażnienie i warczenie na każdego, kto ośmielił się zbliżyć. W takim to nastroju Naruto zakończył szkolny tydzień.
- Synu, czy jutro będziecie mieć próbę? – spytała Kushina Uzumaki, wkraczając w sanktuarium jego pokoju.
- Yhm – odmruknął. Siedział zgarbiony w półmroku, zgrzytając zębami i wpatrując się w gitarę basową stojącą w kącie. Stan jego ducha tak wyraźnie odbiegał od normy, że nawet Kushina uległa zaniepokojeniu. Przyszła do niego, bo chciała coś oznajmić, ale wobec tak tragicznej kondycji psychicznej uznała, że nowiny mogą poczekać.
- Czy ty się na pewno dobrze czujesz? – dotknęła jego czoła. Nie miał gorączki, ale fakt ten wcale jej nie uspokoił. Wręcz przeciwnie - czuła, że coś jest nie tak, ale nie wiedziała, jak zacząć rozmowę. Lata alkoholizmu kładły się murem pomiędzy nim a nią, niszcząc zaufanie - podstawę kontaktu. Kushina była ostatnią osobą, do której Naruto przyszedłby się zwierzyć, wiedziała o tym i było jej bardzo przykro z tego powodu, bo mimo wszystko chciała pomóc. Wytężyła wyobraźnię, aby przypomnieć sobie czasy, kiedy była w jego wieku i problemy, z jakimi musiała się wtedy zmierzyć. Może trafi na coś, co dręczy jej syna? Czy będzie mogła mu pomóc?
- Zakochałeś się? – spytała ostrożnie, na pierwszy ogień próbując tego, z czym musi się zmierzyć dziewięćdziesiąt dziewięć procent nastolatków. Naruto ożył nagle, spoglądając na nią tak, jakby dopiero teraz ją dostrzegł. Oczy powiększyły mu się do rozmiarów talerzy, uszy spurpurowiały, a całe ciało zastygło w wyrazie paniki.
- Ależ nie, nic, nic! – objęła go, przestraszona tak silną reakcją. – To przecież normalne! Każdy przez to przechodzi.
Boże, jak on drżał! Musiał się naprawdę przestraszyć, że odkryła jego sekret. Powinna z nim porozmawiać. Powinna w końcu stać się dla niego matką.
- Wiesz synu... – zaczęła więc, przytulając go mocniej – Wstyd mi, że... że... że tak mało wiem o tobie – dokończyła niezręcznie. Nie umiała mówić o swoich błędach. – Chciałabym to jakoś zmienić... Może moglibyśmy częściej rozmawiać?
- Yhm – bąknął, choć nie sprawiał wrażenia skorego do rozmowy. Mimo to, Kushina postanowiła spróbować.
- Wiesz... zdałam sobie sprawę, że po tym, co się stało z ojcem, mamy tylko siebie. To nie było dla mnie łatwe... Wręcz przeciwnie. Ale powoli wszystko zaczyna się zmieniać. Naruto, chciałam ci powiedzieć, że dostałam pracę.
Ostatnia informacja odniosła zamierzony skutek. Naruto zwrócił się ku niej całym sobą.
- Naprawdę?
- Tak – rozpromieniła się. – W drogerii. Nie musimy już brać pieniędzy od babki. Przepraszam cię synku, ale sam wiesz, jaka ona jest...
Przytaknął. Matka jego ojca była jedną z najbardziej wyrachowanych i snobistycznych istot, jakie znał.
- Zapisałam się też do pewnego stowarzyszenia. Jiraya mi je polecił. Nawet był ze mną na pierwszym spotkaniu... Słowem, skoro wszystko zaczyna się układać... skoro zaczynamy nowy etap w życiu... to może i my moglibyśmy się bardziej zaprzyjaźnić?
Była to tak naturalna a zarazem błagalna prośba, że poczuł się naprawdę zawstydzony, jakby to z jego winy do tej pory ze sobą nie rozmawiali. Przez chwilę nie wiedział, co odpowiedzieć.
- Eeee... pewnie.
- Ufff, to świetnie! – Kushina uśmiechnęła się z wyraźną ulgą. – No, to teraz opowiedz mi coś o twojej sympatii, kochanie.
Jęknął bezgłośnie.
- Nie... mamo, ja nie mam sympatii.
- Och, nie musisz przede mną udawać – Nie dała sie zbić z tropu. – Wierz mi, ja też przez to przechodziłam. Mogłabym ci doradzić. To ktoś ze szkoły?
- Nie... mamo, ja naprawdę...
- Ach, więc nie ze szkoły? – Błysk w jej oku mówił mu wyraźnie, że się sypnął. - Więc pewnie z zespołu. Czyżby ta miła dziewczyna, która przychodzi tu co tydzień? – Głos Kushiny był pełen podekscytowania. Była pewna, że odkryła obiekt cichej miłości swego syna.
- Nie! – Naruto zaczerwienił się po uszy. – Mamo, ja naprawdę w nikim się nie...ten tego – Przypomniał sobie namiętny pocałunek z Sasuke i nagle stracił cały rezon. Jakiś potwór w głowie nagle zadał mu pytanie: czy naprawdę w nikim się nie kochasz?
Kushina obserwowała go. Znała symptomy zakochania i była pewna, że jej syn właśnie przez to przechodzi, ale postanowiła nie naciskać. Zrobili już pierwszy krok na drodze do porozumienia, jeśli Naruto w przyszłości będzie chciał zrobić kolejny, ona będzie czekać z otwartymi ramionami.
- W porządku – Wstała. – Po prostu pamiętaj, że w razie czegoś, zawsze możesz ze mną porozmawiać. No i przedstaw mi koniecznie w przyszłości swoją dziewczynę – Z tymi słowami wyszła z pokoju, radosna i uspokojona, z poczuciem spełnionego rodzicielskiego obowiązku.

*

Do bani. Cały świat był do bani.
Do takiego oto wniosku doszedł Naruto, szwędając się po ulicach. Nie mógł dłużej wytrzymać w domu, gdzie matka obserwowała go z wszystkowiedzącym uśmiechem czającym się gdzieś w kącikach warg, wiec po prostu wyszedł. Co ona mogła o nim wiedzieć? Znalazła pracę, zaczęła coś ze sobą robić – dobrze, świetnie, wspaniale. Ale to nie znaczyło, że mogła od razu wchrzaniać mu się w życie osobiste, tak jakby miała do tego prawo po tych wszystkich latach ciszy.
Gwałtownie przetarł nos rękawem. Był mróz, a w powietrzu czuło się charakterystyczny zapach śniegu – pewnie spadnie dziś w nocy. Albo zaraz. Przecież już prawie jest noc, już po osiemnastej. Szedł dalej przed siebie, mijając rozświetlonego McDonald’sa i stację benzynową. Wszędzie widział radosnych, podekscytowanych ludzi. No tak, w końcu za tydzień chrześcijańskie Boże Narodzenie, więc wszyscy hołdujący zachodniej modzie Japończycy rozglądają się teraz za ozdobami choinkowymi. To już prawdziwa plaga w Tokio, tak jak śluby w obrządku katolickim. Będą się ściskać, częstować modnym świątecznym ciastem i całować przy choince. Dzieci będą się przytulać do rodziców, wdzięczne za słodycze, a dorośli będą oglądać telewizję i śmiać się z zachodniego Santa Claus, czy jak to się tam nazywa.
Naruto przystanął. Jakimś cudem zawędrował do stacji metra. Nie miał pojęcia, jak i dlaczego, ale w sumie – nieważne. Skoro już tu był, wykorzysta to. Chciał znaleźć się jak najdalej od domu – domu, w którym jedynym sposobem spędzania Świąt było układanie przez jasnowłosego chłopca pijanej matki do snu, przy radosnym akompaniamencie amerykańskiej ‘Silent Night’ płynącym z telewizora. I każdy inny sposób zawsze będzie trącił sztucznością.
Stacja, jak zwykle, była zatłoczona. W momencie, gdy podjechał skład, Naruto został wręcz wepchnięty do środka przez niepowstrzymaną falę ciał w grubych płaszczach. W środku też oczywiście panował ścisk – chłopak ledwo zdołał się przesunąć w stronę poręczy. Gdy już się jej uchwycił, zrozumiał, że nie miało to sensu, i tak był zakleszczony z obu stron przez podróżnych. Westchnął z rezygnacją, a potem jego wzrok, szukając jakiegoś punktu zaczepienia dla ponurych myśli, zatrzymał się przy drzwiach prowadzących do następnego wagonu.
Siedziała tam para młodych ludzi, chłopak i dziewczyna. Nie to jednak było tu istotne. Dla Naruto znaczenie miały same miejsca – to właśnie w takim kącie siedzieli tydzień temu razem z Sasuke. Przełknął ślinę na samo wspomnienie.
Sasuke, dlaczego milczysz? Czy coś się stało? A może... masz mnie dość? – pomyślał.
Skład zahamował, zazgrzytał. Tłum poruszył się, część ludzi zaczęła się przepychać w stronę wyjścia. Jakaś korpulentna kobieta nadepnęła Naruto boleśnie na stopę, ktoś inny wraził palec w oko. Zaskoczony i oślepiony chłopak dał się wypchnąć razem z rzeką ludzką na peron. Tam, wyrwany wreszcie z kleszczy tłumu, odetchnął parę razy głęboko, sprawdzając jednocześnie, gdzie wysiadł.
Ouji-Kamiya. Pięknie. Stacja Sasuke.
Jeśli dobrze pamiętał, mieszkanie basisty znajdowało się kilka przecznic stąd, trzeba było tylko skręcić w lewo, przejść przez skrzyżowanie i skierować się do uliczki biegnącej za biurowcem należącym do Hondy.
Naruto zacisnął wargi i obrał przeciwny kierunek. Nie zamierzał narzucać się temu bufonowi. Gdy potem zastanawiał się nad tym momentem, skłonny był wierzyć, że na jego decyzję wpłynęła jakaś siła wyższa stróżująca światu i wszystkim jego istotom. A przynajmniej Itachiemu Uchiha.

*

Sasuke zmiął gwałtownie kartkę, na której przez ostatnie piętnaście minut próbował napisać tekst do nowej piosenki, i cisnął nią z całej siły o ścianę. Opadł na krzesło przy biurku, zrzucając z niego gniewnym ruchem wszystkie przybory do pisania i powstrzymując się w ostatniej chwili od chęci posłania w tę samą drogę również lampy.
Po południu pokłócił się z Itachim. I to ostro. Nie było innej możliwości – na brutalną wymianę zdań zbierało się między nimi od początku tygodnia. Itachi jak zwykle próbował kontrolować wszystko wokół, głównie zaś jego i ojca. Nie rozumiał, że niegdysiejsza władza już dawno wymknęła mu się z rąk. Wszystko wyglądało inaczej – on, Sasuke, sam kierował swoim życiem, a ojciec leżał na oddziale pod kroplówką tylko dlatego, że Itachi zostawił ich i wyjechał do Stanów.
Wygarnęli sobie wszystko – sytuację z ojcem, to, co jeden i drugi myślał o rodzinie i przyszłości, na koniec doszło do tego, że zaczęli się nawzajem obwiniać o śmierć matki i stratę dawnego życia. Padały coraz boleśniejsze słowa, oskarżenia. Sasuke wpadł w pasję, powiedział o jedno słowo za dużo – i Itachi wyszedł z domu trzaskając drzwiami.
Od tego momentu minęły trzy godziny.
Sasuke podniósł się i skierował kroki do kuchni. Zamierzał napić się czegoś, żeby przepłukać zaciskające się z gniewu i wstydu gardło. Nie chciał aż tak naskoczyć na brata. Nieważne, teraz i tak już było za późno.
W lodówce znalazł opróżnioną do połowy butelkę wody mineralnej. Idealnie. Jednym haustem pozbawił butelkę większości swej zawartości, a końcówkę wylał sobie na twarz. Może i nie było to przyjemne, ale doskonale studziło emocje. Wzdrygnął się – woda była lodowata.
Usiadł ciężko na kuchennym krześle. Cisza, jaka nagle zapadła w domu, była nie do zniesienia. Sasuke odgarnął mokre, lepiące się kosmyki z twarzy.
Musiał napisać słowa do piosenki. Żeby zespół mógł zagrać w klubie, który polecił mu Itachi, trzeba było najpierw dostarczyć menadżerowi set z dwudziestoma minutami muzyki, tak, żeby klub mógł ocenić możliwości zespołu. Oni mieli w tej chwili tylko kilka utworów, z których nie wszystkie nadawały się na wrzucenie na krążek. Z tego powodu przez ostatnie kilka dni zamiast spać, pracował po nocach nad liniami melodycznymi i partiami basu i gitary. Wykorzystał wszystkie pomysły, które do tej pory trzymał w odwodzie, wszelkie tony i solówki, na które wpadł jakikolwiek członek jego zespołu. Teraz, pod koniec tygodnia, ledwo trzymał się na nogach po tym wszystkim, a to jeszcze nie był koniec.
Gdzie ten Itachi...?
Zacisnął dłonie na skroniach, walcząc ze zmęczeniem i bezsilnym gniewem po kłótni z bratem. Nie mógł sobie teraz pozwolić na słabość, po prostu nie miał do tego prawa! W końcu, wielkim wysiłkiem woli, zapanował nad sobą, wyciszył wszelkie emocje. Podniósł się powoli, apatycznie niemal. Musiał wrócić do pokoju i pracować dalej – w końcu od tego zależały jego marzenia, jego całe życie.
Zrobił kilka kroków naprzód, gdy w drzwiach wejściowych zazgrzytał klucz.
Itachi! Więc wraca, nie ma się już czym martwić.
Już chciał minąć otwierające się drzwi i ukryć się w pokoju, tak, żeby brat nie musiał zamieniać z nim nawet słowa po powrocie, gdy zorientował się, że coś jest nie w porządku. W progu stały dwie osoby.
W kręgu światła niespodziewanie ukazała się jasna czupryna i czarno-pomarańczowa kurtka, a chwilę potem na Sasuke spojrzały stanowcze, jasnoniebieskie oczy. Zaskoczony Sasuke rozpoznał Naruto. Tak dalece nie spodziewał się jego wizyty, że dopiero po chwili był zdolny do przeniesienia uwagi na drugą osobę, którą Naruto podtrzymywał na ramieniu.
W następnej sekundzie już był przy tej osobie, zdjęty nagłą paniką. Na barkach Naruto leżał półprzytomny Itachi. Sasuke poczuł odór taniego piwa.

*

Los. Według niektórych, ślepy bieg zdarzeń, garniec, w którym mieszają się okoliczności. Według Naruto – Istota jak najbardziej żywa, dająca dowody swej żywotności wybitną przewrotnością, złośliwością niemal. Przynajmniej w tej chwili.
Dlaczego?
Powód był prosty. Siedział oto po turecku przy niskim stoliku, w gościnnym pokoju rodziny, u której nie miał zamiaru się dzisiaj zjawić, więcej, do której zarzekał się, że na pewno nie pójdzie. Obok zaś, na wysłużonej kanapie, ledwo przytomny Itachi Uchiha właśnie przewracał się z jękiem z boku na bok.
Nie jest tak źle, pomyślał Naruto. Zdecydowanie nie jest tak źle. Mogło być gorzej. Zawsze może być gorzej. Mogło się rozpadać, mogłem przy okazji niesienia jego brata przemoknąć do suchej nitki i mógłbym teraz brać przymusowy prysznic w jego łazience. Mógłby wejść do niej, żeby przynieść mi ręcznik, albo ubranie na zmianę... cokolwiek, a ja stałbym tam całkiem nagi i... i...
Naruto zaciął się i nie dokończył myśli. Na to, że temperatura ostatnio jest za niska na deszcz, jakoś nie wpadł. Zamiast tego westchnął i rozejrzał się ukradkiem po pokoju. Niewiele tu było mebli. Z małej lampki sączyło się blade światło, pozostawiając większą część pokoju w półmroku. W kącie telewizor cicho nadawał wiadomości ze świata, a poza nim, stolikiem i kanapą, na której spał Itachi, nie było tu niczego. W pokoju dominowały ciemne kolory i ogólne wrażenie było raczej przygnębiające. Ponura asceza. Do tego nigdzie nawet jednego kłębka kurzu. Naruto z dezaprobatą wyczuwał w tym rękę Sasuke. Nawet obie ręce.
- Pomożesz?
Podskoczył lekko z przestrachu, nie spodziewając się, że obiekt jego myśli zjawi się tak szybko. A zjawił się. Metr siedemdziesiąt żywego ideału, z trudnym charakterem i, w tej akurat chwili dwiema poduszkami i kocem gratis. Nawet trochę zabawnie wyglądał, bo poduszki były obleczone w poszewki z króliczkami.
Naruto westchnął znowu i podniósł się sprężyście. Sytuacja nie była śmieszna.
- Dzięki – mruknął Sasuke. – Pomóż mi go podnieść.
Razem zdołali szybko i sprawnie zabezpieczyć Itachiego przed chłodem i niewygodą. Obaj mieli wprawę.
Naruto nie mógł się opędzić od wrażenia, że Sasuke zna powód, dla którego jego brat doprowadził się do takiego stanu. Na tyle, na ile on znał Itachiego – sam nigdy by tego nie zrobił. To wyglądało tak, jakby chciał ze wszystkich sił dokuczyć młodszemu bratu, a zachowanie Sasuke zdawało się to potwierdzać. Czy jednak Naruto miał prawo zabierać głos w tej sprawie? Po zeszłej sobocie przestał uważać, że ma. Dlatego teraz milczał.

*

Itachi znalazł najgorszy sposób z możliwych, żeby się na mnie zemścić, pomyślał Sasuke. Dokładnie wiedział, gdzie uderzyć, żeby zabolało najmocniej.
A teraz spał twardo jak kamień, chyba nawet nie zdając sobie sprawy, że tylko dzięki Naruto nie znajduje się teraz na ławce w parku, narażony w najlepszym razie na Izbę Wytrzeźwień, a w najgorszym – lepiej nie myśleć.
Sasuke usiadł ciężko przy stoliku i przesunął dłonią po skroni. Obok Naruto rozglądał się po pokoju.
- To gitara twojego taty?
W kącie stał stary akustyk z popękanym lakierem. Zapomniał go sprzątnąć.
- Tak – mruknął na odczepnego. Nie był w nastroju na pogaduszki.
Naruto zrobił parę kroków i znalazł kilka rozpisek, których brunet zapomniał wyrzucić po południu. Zagłębił się w nie, zanim Sasuke zdążył zorientować się, co się dzieje i mu zabronić.
- To dla BC Groan?
Nawet nie chciało mu się odpowiadać. Odwrócił głowę.
- Uważam, że to naprawdę dobre – ton Naruto był ostrożny, jakby nie chciał go denerwować. Za późno. Sasuke już był zdenerwowany, wściekły wręcz. Jedyne, czego potrzebował, to zapalnik, a ostrożność Naruto tylko dolewała oliwy do ognia.
Spojrzał na blondyna nienawistnie.
- Nie, to dla katolickiego chóru przykościelnego – wycedził. – Słuchaj, możesz przestać wtrącać się w nie swoje sprawy? To się robi nudne.
Uzumakiego zamurowało. Ale na krótko.
- Nawet o tym nie myślałem – odpowiedział. Panował nad sobą, ale widać było, jak jest wzburzony. – Za nic w świecie nie babrałbym się w twoim śmierdzącym życiu. Nawet, jakby mi zapłacili.
Sasuke poczuł jakąś chorą, złośliwą przyjemność. W Uzumakim wzbierała wściekłość, było to widać. A on chciał go zranić jeszcze mocniej. Wyładować swój gniew.
- Gdybyś nie pamiętał, twoja matka zafundowała ci dość podobne życie. – syknął. - A może to nie wina matki, tylko ojca? Gdzie masz tatę, Uzumaki? Znasz go chociaż?
Nie mógł trafić precyzyjniej. W jednym skoku blondyn był przy nim. Rzucone nagle kartki rozsypały się po całym pokoju.
- Nie waż się powiedzieć nic więcej, Uchiha – wycedził Naruto, patrząc Sasuke z bliska w oczy. – Nie waż się powiedzieć nic więcej, bo drogo za to zapłacisz.
Sasuke uśmiechnął się szyderczo.
- Wiesz, co możesz mi jedynie zrobić? – szepnął – Możesz mi obciągnąć, Naruto. Jak tydzień temu, u ciebie.
Szybkim ruchem uniknął ciosu w twarz, jaki nastąpił po tych słowach. Następny cios wymierzony był w brzuch, zdążył chwycić jednak lecącą w jego stronę rękę i wykorzystując pęd, pozwolił Naruto prześliznąć się z lewej strony. Nie był jednak przygotowany na to, że blondyn zdoła w tej sytuacji podciąć mu nogi. Mało się nie przewrócił, w ostatniej chwili chwytając się oparcia kanapy. Naruto też zdążył odzyskać równowagę, już się odwracał, nabierając szybkości do kolejnego ciosu, gdy nagle w pokoju rozległo się donośne chrapnięcie, a następnie zamlaskało, zaciamkało i zaklęło w iście fantazyjny sposób.
- Na cycki księżnej Diany! – Itachi Uchiha otworzył zapuchnięte powieki, powodując u obu chłopców gwałtowne odpalenie hamulców, w chwili, gdy już mięli się porządnie wziąć za łby. – Czy jest tu gdzieś kibel? Chyba będę rzygał.

*

Sasuke i Naruto siedzieli bez ruchu przy przeciwnych końcach stolika, patrząc w telewizor. Z łazienki dobiegały niezbyt przystojne odgłosy i klątwy wymiotującego Itachiego, częściowo tylko zagłuszane przez głos spikera. Nie zwracali na to uwagi.
Blade światło padało na twarze, na których nie rysował się jakikolwiek ślad po przebytych chwilę temu emocjach. Chłodna obojętność kładła się między nimi jak groźna, nieprzebyta rzeka, na której próżno szukać mostu.
Sasuke uspokoił się już. Sam nie wiedział, skąd wzięła się w nim wcześniejsza mściwa złośliwość i dlaczego skierował ją w całości na Uzumakiego. Owszem, był zmęczony a sprawa z Itachim przekroczyła granice jego wytrzymałości, ale Naruto miał z tym przecież niewiele wspólnego. Tylko, czy takie zastanawianie się ma teraz jakikolwiek sens? Stało się przecież. Naruto ma prawo go teraz nienawidzić i pewnie nienawidzi.
Pogratulować talentu, panie młody Uchiha, powiedział sam sobie Sasuke, buntowniczo opierając tył głowy o kanapę. Bezbłędnie przekreśla pan to, co w pana życiu mogłoby mieć jeszcze jakąś wartość.
Przez chwilę nic się nie działo. Sasuke wpółleżał na podłodze, podparty z tyłu kanapą, i wpatrywał się bez celu w sufit. Naruto siedział obok, oddzielony od niego kwadratem stolika, opierając na nim jeden z łokci. Odgłosy kaszlu i charczenie dobiegające z łazienki umilkły, zastąpione przez jednostajny szum wody, co świadczyło o tym, że Itachi postanowił odświeżyć swój nieco zawiany image.
- W stolicy Pakistanu doszło do zamieszek – poinformował telewizor. – Siedem osób zostało rannych. Protestanci domagali się zawieszenia rządów prezydenta Muhammada Miana Soomry, który...
Sasuke było wszystko jedno, dlaczego protestanci domagali się zawieszenia rządów Muhammada Miana Soomry. W tej chwili nawet kwestia debiutu BC Groan była dla niego mało ważna. Ze zmęczeniem poruszył głową, żeby naciągnąć nieco zesztywniałe mięśnie karku. Wtedy to zdał sobie sprawę, że Naruto się w niego wpatruje.
Dziwne.
Sasuke spodziewał się raczej, że blondyn, po dojściu do siebie, po prostu ulotni się bez słowa z mieszkania i od tej pory ich stosunki będą się plasować na poziomie chłodno koleżeńskim, ale...
W tym spojrzeniu nie było nienawiści.
Blondyn był poważny, nawet jakby uroczysty – jakby miał mu do przekazania coś ważnego. Zachowywał przy tym nieco chłodny dystans, ale bez śladu gniewu.
Sasuke czekał. I doczekał się.
- Mój ojciec był żołnierzem – odezwał się blondyn lekko zachrypniętym głosem. – Należał do rządowych oddziałów specjalnych. Posyłano ich tam, gdzie inne oddziały nie dawały rady, albo gdzie trzeba było działać po cichu, rozumiesz? Na misje nie do końca legalne.
Sasuke powoli kiwnął głową. Pozwolił Naruto podjąć opowieść.
- Byłem mały, jak posłali ich w jedną z takich misji. Na bliski wschód. Tam panowało istne piekło, ludzie strzelali do siebie codziennie, a oni mieli wyeliminować kilku polityków, przywódców tego burdelu. Ojciec był w czwórce, która ochraniała jedno z wejść do budynku. Później słyszałem, jak jego przyjaciel opowiadał matce, że nagle gdzieś blisko wybuchła bomba, posypał się tynk, a ich otoczyło trzydziestu ludzi z karabinami. Jeden z tamtej czwórki zginął na miejscu, ale ojciec żył...
Sasuke dostrzegł, jak dłoń blondyna drgnęła. Lekko, prawie niezauważalnie.
- Coś do nich krzyczeli... żeby oddali broń, takie tam. Ojciec się stawiał, więc któryś z tamtych ludzi uderzył go kolbą karabinu w twarz. Trzeci z żołnierzy oddał w tym momencie strzał, więc go zabili. Pobili ojca i tego drugiego kolegę, a potem ich rozdzielili. Zabrali gdzieś ojca. Ten kolega, który przeżył, nie wiedział, gdzie.
Dłoń blondyna przesunęła się po blacie i natrafiła na pustą szklankę. Zacisnęła się na niej kurczowo.
- Kolegę ojca wyrzucili później gdzieś do ścieku, obdarli ze wszystkiego, nawet z munduru. Czołgał się potem w słońcu sam, do jednostki, rozumiesz? Dzieciaki rzucały w niego kamieniami, więc robił to nocą. A potem, gdy odzyskał trochę sił, szedł. Przeszedł pięćdziesiąt kilometrów na piechotę, ranny, bez żadnej pomocy! Ale przeżył.
W głosie chłopaka wibrowała furia. Nagle Sasuke usłyszał trzask pękającego szkła i zaalarmowany przeniósł spojrzenie w dół. Palce Uzumakiego zaciskały się na pękniętym naczyniu, a z zadraśniętej skóry spływały krople krwi.
- Naruto, ręka! – rzucił ostrzegawczo, podrywając się do siadu i chwytając go za nadgarstek.
Naruto nie zareagował wcale. Sasuke odsunął naczynie, oceniając jednym spojrzeniem draśnięcie na dłoni blondyna. Nie było groźne, na szczęście.
Emocje opadały.
Sasuke obserwował Naruto, teraz już trochę spokojniejszego, niż przed chwilą. Jego dłoń zaciskała się na nadgarstku blondyna, zupełnie jakby chciał mieć pewność, że Uzumaki nie zrobi już niczego głupiego.
Nie było takiej obawy. Naruto podniósł wolną rękę do twarzy i potarł lekko policzek przy uchu.
- Ojciec został uznany za zaginionego – dokończył już całkiem bez emocji. – Nie wiadomo, czy w ogóle żyje. Matka zniosła to najgorzej, jak można. Od tamtej pory mieszkamy we dwójkę.
Zamilkł.
Milczeli przez chwilę obaj, każdy pogrążony we własnych myślach. Palce Sasuke uwolniły nadgarstek Naruto i cofnęły się delikatnie. Sam brunet zaś przyswajał sobie to, co usłyszał od Uzumakiego. Rozumiał, co znaczyły te zwierzenia. Nie chodziło tylko o to, że Sasuke obraził wcześniej jego ojca, nie wiedząc o nim zupełnie nic. Chodziło też o coś innego. Szczerość za szczerość. Naruto nie miał już nic do powiedzenia. Następny ruch należał do niego, do Sasuke.
- Pokłóciłem się po południu z Itachim – powiedział z trudem, przerywając ciszę. – Powiedziałem mu, że lepiej byłoby dla wszystkich, gdyby to on wsiadł tamtej nocy do samochodu, zamiast matki.
Przez chwilę nic się nie działo. Trwali w bezruchu.
A potem Naruto kiwnął powoli głową na znak, że rozumie wszystko.
To było, jak zdjęcie złego zaklęcia. Dawna więź, zatracona w matni gierek i półsłówek nadal istniała, i obaj ją czuli. I dobrze, bo głupio by im było gniewać się na siebie teraz, gdy spiker zakomunikował ni stąd ni zowąd:
- Jedna z mieszkających w Tokio katoliczek twierdzi, że częsty udział w Mszy Świętej oczyszcza i likwiduje wszelką wrogość międzyludzką. Podobno duchowe obcowanie z absolutem sprzyja pojednaniu ze światem i z samym sobą. Warto więc, aby zwaśnione osoby wybrały się razem na modlitwę, do kościoła...
Spojrzeli ze zdziwieniem w telewizor, a potem wybuchnęli szaleńczym, niepowstrzymanym śmiechem. Śmiechem, który oczyszczał lepiej od Mszy Świętej, przynosił upragione katharsis.
Gdy wreszcie przestali, po poprzednim napięciu czy obojętności nie było śladu. Patrzyli na siebie otwarcie i bez lęku.
Naruto patrzył Sasuke w oczy i czuł się bardzo dziwnie. Jakoś lekko i nieodpowiedzialnie, a do tego radośnie, jakby sama obecność rozluźnionego bruneta uruchamiała machinę zwaną szczęściem. Kiedy to właściwie ostatnio Sasuke uśmiechał się do niego tak, jak teraz? Oczywiście, – kiedy nocował u niego, tuż przed poranną wpadką z „budyniem”.
Naruto lubił ten uśmiech. Lubił, kiedy oczy Sasuke mrużyły się w zadowoleniu, a fałdki skóry pod nimi podnosiły lekko. Lubił, kiedy brunet nieznacznie przekrzywiał głowę a lewy kącik warg wędrował do góry. Wyglądał wtedy, jak wygrzewający się na słońcu lew albo inny dziki kot, wypoczywający i zadowolony.
Naruto poczuł nagły ścisk gdzieś w dole brzucha. Drgnął i bezwiednie pochylił się w stronę bruneta, jakby Uchiha przyciągnął go czymś do siebie. Jego łokcie oparły się o stolik a usta rozchyliły lekko.
Brwi Sasuke uniosły się w niewielkim zdziwieniu. Pojął oczywiście, o co blondynowi chodziło, ale nie od razu na to zareagował. Naruto nie cofał się jednak, tak, jak obawiał się Sasuke. Wpatrywał się tylko w niego wyczekująco.
Więc brunet to zrobił. Ostrożnie, powoli, przysunął się do blondyna, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Chciał widzieć twarz Naruto. Chciał widzieć rozchylone wargi i mieć świadomość, że Uzumaki czeka właśnie na niego. Gdyby jednak zobaczył na jego twarzy strach, czy wahanie – natychmiast by się odsunął.
Bo teraz było inaczej niż tydzień temu.
Ale blondyn nie odsuwał się, wręcz przeciwnie. Gdy zetknęli się nosami, patrząc sobie w oczy spod półprzymkniętych powiek, to blondyn przerwał barierę, całując Sasuke namiętnie.
To też było inne, niż tydzień temu. Naruto tego chciał – wbrew temu, co mówił do Sasuke w sobotę. Sasuke zamknął oczy i oddał pocałunek.
Nagle głowa Naruto odskoczyła gwałtownie w tył. Zdezorientowany Uchiha w pierwszej chwili poczuł tylko, że pęknięta szklanka spada na podłogę, a potem odwrócił się, zobaczył brata i zrozumiał.
- Już się nie kłócicie? – Itachi Uchiha stał w progu, energicznie wycierając włosy. Chyba niczego nie zauważył.
- Nie – Sasuke usłyszał głos Naruto. – Ja już pójdę. – I zanim młodszy Uchiha zdążył cokolwiek powiedzieć, Uzumaki już był na korytarzu.
- Serio, już? – Itachi przerzucił mokry ręcznik przez szyję. – Szkoda.
Ale Naruto tylko bąknął coś tylko niewyraźnie, dwoma ruchami wsunął buty, potem narzucił na siebie kurtkę – i już go nie było.
Sasuke usłyszał tylko trzask zamykanych drzwi.
Itachi odgarnął z twarzy mokre włosy i schylił się nad jedną z rozrzuconych kartek papieru.
- Ależ tu bałagan. – Syknął, łapiąc się za skroń. – Ała... cholernie boli mnie głowa. – poskarżył się w przestrzeń, bo Sasuke kompletnie nie zwrócił na niego uwagi.
Jego myśli krążyły wokół minionej chwili i samego blondyna. Co go ugryzło? Naprawdę aż tak przestraszył się Itachiego? Może...
Prawdę mówiąc, Sasuke też wolałby brata w to nie mieszać, przynajmniej na początku.
Itachi zebrał porozrzucane kartki i położył je na stoliku, przed Sasuke.
- Mógłbyś trochę dbać o...- zaczął despotycznie, ale naraz ugryzł się w język, bo młodszy brat, zaalarmowany tym znanym tonem, podniósł się gwałtownie, całą swą postawą przypominając dobitnie, że nie zamierza już potulnie słuchać kazań starszego.
- Nie chcę się już z tobą dzisiaj kłócić – dorzucił młodszy Uchiha ostrzegawczo.
- No tak... – zrozumiał harvardzki stypendysta. – Ja też nie – dodał.
Żeby zamaskować zmieszanie, chwycił leżące niedbale na kanapie koce i wyszedł z pokoju. Brzęk, który doszedł Sasuke po chwili z kuchni, pozwolił się domyślać, że Itachi zmienił cel z układania życia Sasuke, na układanie naczyń w zmywarce. Przynajmniej na razie.
Sasuke został sam. I dobrze.
Miał na głowie ważniejsze sprawy, niż walka o tożsamość ze starszym bratem. Chwycił plik poskładanych przez Itachiego kartek i wyrównał go, stukając o blat. Na wierzchu leżała rozpiska do melodii, którą Naruto wymyślił, kiedy Sasuke u niego nocował.
Wziął ją do ręki. Zdążył ułożyć do niej jedynie chwyty i nieco partii basu i bębnów. Brakowało ogólnego dopracowania i słów.
Nie podobało mu się to, co ułożył, dlatego jeszcze po południu chciał tę rozpiskę po prostu wyrzucić. Teraz jednak, w miarę jak przebiegał wzrokiem nuty, na myśl samoistnie przychodził mu szereg zmian. Usiadł i chwycił ołówek. Ręka niemal machinalnie wykreślała coraz to większe partie, zapisując u góry poprawione wersje. Sasuke nawet nie musiał się zastanawiać nad tym, co robi, pomysły same kształtowały się w jego głowie, a on po prostu przelewał je na papier. Co chwila przerywał, nucił poprawione partie i wyobrażał sobie, jak będą się zgrywać z innymi.
Minęła godzina.
Itachi tkwił w pokoju Sasuke od jakiegoś już czasu i pisał coś na laptopie, przewracając jednocześnie kartki jakiejś naukowej książki.
Sasuke tworzył. Złapał się nagle na tym, że myśli nad słowami do piosenki. Zwykle zajmował się tylko muzyką, tworzenie tekstu zostawiając Sakurze, ale teraz...
Spojrzał na leżącą obok, przewróconą pękniętą szklankę.
Teraz wiedział, co chce napisać.

*

Naruto wybiegł z kamienicy tak szybko, jakby go kto gonił. W pędzie zapinał kurtkę, czując, jak zraniona dłoń piecze przy manipulacjach guzikami. Zaklął. To była lewa ręka, więc czuł, że przez jakiś czas może mieć problemy z graniem na gitarze. Był wściekły, ale nie tylko z tego powodu. Był wściekły na siebie.
Bo co on właściwie sobie wyobrażał, pozwalając jemu i Sasuke ciągnąć tę chorą, przeciwną wszystkim możliwym scenariuszom historii o zespołach sytuację? Na dodatek o mały włos, a wpadliby przed Itachim, zanim zdążyliby cokolwiek rozsądnego z tą sytuacją zrobić.
Zatrzymał się, dopinając ostatni guzik. Westchnął i przeczesał dłonią włosy, klnąc w duchu raz za razem. Dlaczego Sasuke pozwala na to wszystko, co się między nimi działo? Nie rozumiał tego zupełnie.
Naraz zmaterializowała się przed nim jakaś postać, wkraczając nieśmiało w rzucany przez latarnię krąg światła. Naruto rozpoznał Sakurę.
- Cześć, Naruto – powiedziała dziewczyna swobodnie. – Masz teraz chwilę? Pisałam do ciebie tydzień temu, pamiętasz? Mogę cię odprowadzić?

...

17 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Super, rewelacja! Biedny Itaś... Trochę mi go szkoda, mimo że zachowuje się jak dupek. No ale Sasuke też święty nie jest... I dobrze ;-)
Pozdrawiam
Do_ris

Anonimowy pisze...

Aż przetarłam oczy ze zdumienia, kiedy zobaczyłam, że jest nowy rozdział! 21... 21... CHOLERA! NOWY! A JEDNAK! Dziękuję za taką długość :>
Spróbuję jakoś uformować to, co mam w głowie. Hmmm, kiedy zaczęli się bić, nie spodziewałam się, ze w taki ładny sposób się pogodzą. Dziękuję za to, że nie przyspieszasz ani nie słodzisz akcji. Cholera... coś mało tych myśli... o! Zastanawia mnie, czego może chcieć Sakura. Haha.
Proszę, nie każ nam znowu tyle czekać, okay? Wiem, że nie zawsze jest czas na to, by pisać, ale... za BC Groan można zatęsknić. Naprawdę! Życzę, aby Wen Cię nawiedził.

Sake

Anonimowy pisze...

OJEZUS! Alienku! Szczęście Ty moje! Odezwałaś się. I to z jakim rozdziałem! Z zapartym tchem czytałam. Fantastyczny! Od początku do końca. ufff No dobrze, już jestem spokojna.
Kushina powaliła mnie na łopatki swoją chęcią rozmowy z synkiem na te trudne tematy dotyczące nieszczęsnych nastolatków. Sama przeżyła i wie, jak mówi. W sumie mieliby wspólny temat, mężczyźni naszego życia ;) Ciekawa jestem jak w przyszłości zareaguje na 'dziewczynę' swojego syna. Mam nadzieję, że nie da plamy.
Dalej mamy braci U.uuu było ostro. Ciężka artyleria poszła w ruch czego wynikiem był Uzumaki w skromnych progach. No to Itaś zaszalał, nie ma co. Ciekawa jestem czy faktycznie aż tak mocno, że nie wiedział co się dzieje dookoła. I tu właśnie dochodzę do naszych chłopców. Widział czy nie widział, oto jest pytanie. Coś mi się zdaje, że słyszał, jakoś dziwnie w odpowiednim momencie zaciamkał i widział. hm, hm. A chłopcy? Cóż, no wygarnęli sobie porządnie. A raczej Sasuke wyżył się na Naruto. Ale Naruto, dzielne stworzenie, nie daje się łatwo i wyszedł z gałązką oliwną. I pojechałaś tu z ojcem po bandzie, ŁAŁ. Do głowy mi nie przyszedł taki scenariusz. Ciekawe czy żyje i co najważniejsze, czy nam go ukażesz. Co Ci tam chodzi po głowie? ;)
Później taki reumatyzm po wyznaniach, niechItachiegoszlagtrafizatowejście! I zerwała nam się ptaszyna, i spotkała potwora na swej drodze. Normalnie boję się, co Sakura może chcieć od Naruto i co Naruto może zrobić w desperacji i niepewności.
Kochana moja :* Mam nadzieję, że teraz nie skarzesz nas na tak długie oczekiwanie i pozwolisz nam cieszyć się Twoją radosną twórczością. Wena i czasu.
Ściskam Cię mocno :*
Daimon

Anonimowy pisze...

No oczywiście, że zapomniałam jeszcze napisać o piosence! Zaraz zaczęłam w głowie szukać tekstów z rozbitą szklanką. "Szklana pogoda"? nieee, "Kieliszkiem rzucił ktoś o ścianę. Szklankę rozbito na dywanie" nieee, "Nadgryziony wdzięk, pustej szklanki brzęk. Niespełniony sen itp." nieee, "Szklanką po łapkach"? eee to film, "Who's that lipstick on the glass" nie, nie, NIE! ;)
No dobrze, dobrze, a tak poważnie, to ciekawość mnie zżera cóż to za kawałek. Pisałaś kiedyś, o ile pamiętam, że od niego zaczął się pomysł na to opowiadanie. Na początku była piosenka, żeby nie było, że chaos ;D No to czekam jakaż to będzie.
:*
Daimon

Anonimowy pisze...

No co chce Sakura, no co? Swoją wersję powiedzieć :) Musiałam się wyspać, żeby na to wpaść ;) Bardzo jestem ciekawa co się wydarzyło.
No to już chyba wszystko, co mi chodziło po głowie. Chyba ;)
:*
Daimon

Kuroneko pisze...

łaaaaaaaaa!!! BC Groan żyje \o/ To się nadaje do Nie do wiary - Strefa 11. Wiecie, taki program.
I to jak żyje! Toż to istne wejście smoka :) No to lecim z komentarzem. Jak zwykle u mnie będzie trochę nieskładnie, ale do tego już się pewnie zdążyłaś przyzwyczaić. Tym razem od początku. Kushina mnie... zabija xD Wszechwiedząca matulka już sobie sama dopowiedziała w kim kocha się jej syn. Brzmi znajomo ;P Rodzice to jednak pocieszne stworzenia są xD Powiem, że lubię zażenowanie u Twojego Naruto. I tę Jego niepewność, która ma swój urok. W dodatku sposób w jaki się broni, że On w nikim się nie ten tego xD Padłam. Współczuję jednak trochę chłopakowi, bo pewnie na Jego miejscu też bym czym prędzej z domu wiała. Tak się zastanawiam *przekrzywia głowę* niby się broni przed tym uczuciem, a pół miasta przejedzie i wyląduje na stacji Saska. Niby nieświadomie *kiwa głową* Sratatata. Srały muchy, będzie wiosna. Dobrze, że się ten Itachi napatoczył jednak, co z tego, że schlany w trzy dupy i Naruto musi go targać do domu, ale zawsze to jakaś wymówka. (dobrze chociaż, że nie musiał wchodzić przez okno -_-') Tylko, czy to aby na pewno dobry pomysł? Stan Sasuke zwiastował burzę oj tak ^^' Zabawne jak czasem niewiele potrzebujemy, zaledwie małego, niewinnego bodźca do wyładowania na kimś całej swojej frustracji. Wtedy zwykle mówi się o kilka słów za dużo (czego dowód dał w tym rozdziale też Sasek podczas kłótni z bratem), w dodatku szczerych. Ale bywa też, że i czysto złośliwych. Chcemy komuś dopiec tylko po to, by poczuł się gorzej od nas. Ech, prawdziwe, oj prawdziwe. Czasem dotknie się miejsca, które powinno zostać nietknięte, a wtedy lawina gotowa. Muszę powiedzieć, że Naruto dał się sprowokować, może nie powinien... ALE! Co mi się strasznie, niezmiernie i w ogóle cholernie podobało to... moment ze szklanką. Fenomenalny. Naprawdę mnie tknęło i aż coś mi tam w środku mocniej zabiło kiedy pękła. Wiem, może to dla kogoś banał, ale dla mnie to było naprawdę coś. Genialne dozowanie emocji i pękające szkło, obrazujące eksplozję napięcia, gniewu, rozgoryczenia i niesprawiedliwości. Powiedziałabym wręcz epickie :) Zaskoczyłaś mnie bardzo historią o Minato. Tego naprawdę się nie spodziewałam. Ciekawi mnie jak to rozwiniesz (o ile zamierzasz, w każdym razie mam na to nadzieję).
W pierwszym momencie miałam lekkie wtf na twarzy z myślą „A on czasem banków nie okradał?” Dopiero po chwili ogarnęłam, że to u Koko xP Dobra, to się wytnie. Czytam sobie dalej spokojnie i dochodzę do.. O___o O żesz Ty wredna małpo! Że ja o TAKIEJ scenie wcześniej nie wiedziałam, no przecież to jest rozbój w biały dzień, doprawdy -_- Co do samego pocałunku, było tak intymnie, nieśmiało,
a jednocześnie zdecydowanie. Jestem na tak proszę państwa i już miałam banana od ucha do ucha na gębie aż tu nagle... Itachi stojący w progu >.< Niech Cię szlag Ty obrzygańcu jeden, wracaj do kibla! -___- Ja Wam mówię, On to widział! Ale zepsuć taką scenę to tylko rodzeństwo potrafi ;/ Ech i znowu Naruto mało co zawału nie dostał. Poderwał się jak... orzeł do lotu. Dobra, bredzę x) Widzę też, że Sasek tworzy *pieje z zachwytu* Oby Mu tam coś ciekawego wyszło sesesesesese ];> I ta końcówka. Taaak, coś czuję, że szykuje się poważna rozmowa. No nic, pozostaje więc czekać na kolejny rozdział. Tylko nie trzy miesiące ja Cię proszę, bo zacznę gryźć! Weny kochana jeśli nie na BCG, to na cokolwiek :*
I muszę to napisać: Daimon, kochanie – RZĄDZISZ! XD

Tequila pisze...

Alien, jesteś! :D Cieszę się niezmiernie!
Świetny rozdział, jak każdy. Przyjemnie się go czyta.

"Na cycki księżnej Diany!" <3 Świetne, wybuchłam śmiechem gdy to przeczytałam xD Itachi jest zabawny ^^
Oby tak dalej. Weny życzę :D
Pozdrawiam.

Dżem pisze...

Oja o jaaaaaa o jaaaaaa o jaaaaaa! Boski rozdział ah! szkoda, że ten pocałunek taki krótki! Normalnie oddałabym wszystko za twoje napisanie rozdziału z ich zbliżeniem! Mrau ;* ;d;d;d no jak teraz szybko nie napiszesz mi dalszego rozdziału to przysięgam, że cie porwę i wrzucę do ścieków i będziesz musiała się czołgać ;);p

Mundi pisze...

Mam nietypową prośbę. Chciałabym się skontaktować z autorką bloga SasuNaru fanfiction (http://sasunaru-fanfiction.blogspot.com/) ponieważ z powodu braku zaproszenia nie mogę czytać jej bloga, a nie mam niestety jak z nią porozmawiać, bo nie znam. Jeżeli będzie taka możliwość i będziesz mogła poświęcić chwilę czasu na podanie mi kontaktu to będę bardzo wdzięczna. Mój adres e-mail siemawiciu@o2.pl , moje gadu 12984993.

Poza tym masz wspaniałego bloga i zajebisty talent do pisania [zazdroszczę :D]. Na razie udało mi się przeczytać one-shoty, ale mam nadzieję, że uda mi się przeczytać wszystkie posty.
Pozdrawiam.

Sasame pisze...

Za każdym razem kiedy dodajesz notkę, zastanawiam się, jak ty to robisz. Nie, nie chodzi o samo jej dodanie, tylko w tak wyrazisty i prawdziwy sposób oddaniu wielu myśli, związanych z tym tematem. I znowu wracam do punktu wyjścia mojej teorii, jakobyś miała podobne problemy...Jeśli tak to naprawdę gratuluję ci sposobu w jaki postanowiłaś to wszystko "wylać".

Przechodząc zaś stricte do notki.

Itachi powinien NAPRAWDĘ uważać. Dzieci alkoholików są narażone na uzależnienie co najmniej podwójnie.
Już samo szukanie zapomnienia w ten sposób, może być alarmujące. Jeśli to był jednorazowy wyskok( chyba nie chciałby codziennie odśpiewywać chórków nad klozetem) to jest to jeszcze akceptowalne, jednak jeśli będzie tak uciekał przed KAŻDYM kłopotem...można wróżyć mu 'świetlaną' przyszłość.

W końcu zdecydowana większość alkoholików zaczyna pić, bo czuje się niezrozumiana, przytłoczona problemami( mniejszość zaczyna pijąc coraz więcej na "imprezkach", ale zdecydowana większość szuka właśnie "zapomnienia" ).

Sasuke...Cóż. Bardzo Sasuke. Tak wiem - szczyt błyskotliwości, ale w tym wypadku TAK jest.

Doskonałym przykładem jest to, że "Itachi postanowił zrobić mu na złość". Co prawda pomyślał, że przeholował, ale Itachi po prostu chciał go wkurzyć, ot co!

Jego wyładowywanie złych emocji na Uzumakim również jest typowe dla spadkobiercy byłej gwiazdy muzyki.
Robi to szybko, instynktownie...Potem może i żałuje, ale I TAK NIE PRZEPROSI!

Prędzej Fugaku zostanie abstynentem( paradoksalnie to mu grozi, bo alkoholik MUSI być abstynentem, żeby nie wrócić do nałogu), aniżeli wokalista BC Groan przeprosi! To po prostu nie w jego naturze.

Jednak, co zaskakujące, w tym parcie bardziej aniżeli perypetie SasuNaru zainteresował mnie, co prawda krótki, ale bogaty w możliwości spekulacyjne, wątek z Kushiną.

Otóż pani Uzumaki znalazła pracę...Jednak czy zwycięży z alkoholizmem? Czy teraz losy Uzumakich się poprawią, czy wręcz przeciwnie? Przecież Kushina może stracić pracę,nie ze swojej winy, a przez to poczuje się do niczego i znowu może 'uciec w alko'. Może popijać w pracy i przez to ją stracić. Może też wyjść na prostą, ale tu wychodzi ze mnie pesymistka, bo bez pomocy lekarzy raczej nie jest tak prosto przestać pić...

Jakkolwiek znowu się rozpisałam, a i tak zmierzam do jednego - CZEKAM NA NEXT

Anonimowy pisze...

Bardzo się cieszę, że pojawił się kolejny rozdział BC-Groan, naprawdę brakowało mi tego opowiadania. Mam nadzieję, że kiedy burza braku czasu minie, nadrobisz zaległości, które nomen omen się narobiły przez te...2 miesiące? Kurcze nie jestem pewna, ale chyba naprawdę tyle czasu cię nie było.

Kurczę, strasznie fajna była scena z Kushiną. Przesłałaś mi ją już kiedyś, dawno temu (2 miesiące to w końcu kupa czas), przesłałaś mi ją przed publikacją i czytałam ją jeszcze raz teraz i wciąż podoba mi się tak samo, a nawet bardziej. Strasznie fajnie, nieprzesadnie oddałaś jej charakter, zrobiłaś coś, co moim zdaniem jest trudne - z uzależnionego człowieka stworzyłaś normalnego bohatera. Nie oceniasz jej, mówisz o tym co zrobiła źle, a co dobrze, pokazujesz, że też jest normalna.
I powiem ci coś, co cię pewnie rozbawi, mnie też to śmieszy, kiedy sobie o tym pomyślę, ale czytając tą scenę miałam wrażenie, że masz jakąś nastoletnią córkę :D Naprawdę świetnie ukazałaś relacje syn-matka, albo nawet inaczej syn gej-matka pijaczka. Jestem ciekawa, jak Kushina zareaguje na odmienność Naruto, czy potraktuje to jako przejściową fascynację kolegą? Co zrobi...? Zaakceptuje w ramach rekompensaty za lata pijaństwa? Po tej postaci wszystkiego mogę się spodziewać, nie mam pojęcia co zrobi. Ale bądź co bądź mam nadzieję, że jednak nie zaakceptuje od tak, że będzie z tym walczyć.

Jeśli chodzi o kłótnie Sasuke i Itachiego, że tak kolokwialnie powiem, młodszy z braci fajnie pojechał po garach. Zranił Itachiego tak, jak zranić powinien - odreagował to napięcie w tych słowach, a Itachi mnie zdziwił, ale w pozytywnym znaczeniu. Jakkolwiek pozytywne może być w skutkach upicie się i zadanie ciosu Sasuke tam, gdzie najbardziej będzie boleć. Prosto, tanio(ciekawe czy Itachi pił Mocnego Fulla, Mamrota, czy jakiegoś podrzędnego, niefilmowego Jabcoka)i efektownie.
A w kwestii przyczynowo-skutkowych zabiegów fabularnych (efekt motyla) Naruto spotkał Itachiego pod drzwiami.
No i mamy bom. Ale nie taki bom jak u mnie. Bom z bomby, bom taki jak na wojnie.
I do tego bom mam pewne zastrzeżenia. Jedyny fragment w tym rozdziale, gdzie coś mi zgrzytało. A co mi takiego zgrzytało?
Po pierwsze, nie orientuję się za bardzo w sytuacji wojny na Bliskim Wschodzie, ale wydaje mi się, że żadnych żółtków w Iranie, Iraku, Afganistanie czy Kirgistanie nie widziałam. Z tego co pamiętam nie wspominałaś o tym, żeby rodzina Uzumakich, czy też sam Minato byli emigrantemi np. z USA, które zawzięcie na Bliskim Wschodzie wojują. Rodzi się wiec pytanie, co taki niepozornie wyglądający żółtek robił wśród arabów?
Po drugie właśnie takie pustynne klimaty nie pasują mi do tego opowiadania. Ta historia Naruto również. Bo zabrakło w niej emocji. Naruto mówił tak, jakby pisał reportaż, a to w końcu jego ojciec zginął na wojnie, walczył tam i co..? Oburzenie wolą przetrwania przyjaciela ojca mi nie wystarczy. W tej historii zabrakło mi emocji, skutkiem czego nie przekonała mnie ona zupełnie. Obstaję przy przekonaniu, że to nie pasuje do klimatu tego opowiadania. Nie neguję pojęcia wojny i losów Minato jako bohatera wojennego, ale drażni mnie ten Bliski Wschód. Zamieszałaś amerykańskie, a nawet polskie problemy w problemy Japończyków. Przy ulicach Tokio, japońskim metrze i zespołach rockowych, problemy amerykanów i europejczyków tutaj nie pasują. Bardziej pasowałaby tutaj Korea, Chiny, czy nawet USA, ale Bliski Wschód nie.

Anonimowy pisze...

Reszta emocji, uczuć i opisów mi jak najbardziej odpowiada. Naruto i Sasuke, którzy się kłócą - Sasuke podczas kłótni jest bardziej autentyczny od Uzumakiego opowiadający historię swojego ojca. A to dość ważne, bo okazuje się, że Naruto też nie jest nikim. Że jego ojciec był bohaterem wojennym i jest nawet ważniejszy niż sławny i zdolny Fugaku.
No dobra jeszcze jedna rzecz, drażni mnie trochę to niezdecydowanie Naruto. Zaraz pod koniec rozdziału:
Bo co on właściwie sobie wyobrażał, pozwalając jemu i Sasuke ciągnąć tę chorą, przeciwną wszystkim możliwym scenariuszom historii o zespołach sytuację?
Dlaczego Sasuke pozwala na to wszystko, co się między nimi działo?
Ten strach Naruto przed prawdą o swojej orientacji seksualnej, a nawet nie strach tylko, sama nie wiem, opór przed tymi uczuciami jest nienaturalny. Trochę przedobrzony i niepasujący do stanu ducha Uzumakiego.
Ale pomimo tego, rozdział mi się naprawdę podobał. Tęskniłam za tym opowiadaniem, za emocjami, które przedstawiłaś, za bohaterami i ich problemami - poważniejszymi niż w reszcie fanficków jakie czytam. I to jest fajne. To opowiadanie jest lekkie a jednocześnie w zupełnie nienachalny, szczery sposób mówisz o rzeczach ważnych i trudnych do powiedzenia bez sentymentu i oskarżania, oceniania bohaterów. Reszta opowiadań jest o rzeczach prostych, chłopcy mają swój związek, który muszą bronić, jakieś marzenie do jakiego dążą, kogoś z kim muszą walczyć i w imię wroga i przyjaciela tworzą się jakieś teorie, a to opowiadanie jest chyba najprawdziwszym i najszczerszym opowiadaniem z jakim jak dotąd miałam styczność.
Ok. nie mam sił już sprawdzać ten komentarz. Za wszelkie błędy, chaos i nieścisłości z góry przepraszam.
Z niecierpliwością będę wyczekiwała następnego rozdziału, bo jestem strasznie ciekawa dalszych losów chłopców, Itachiego, nawet Minato, Kushiny i Fugaku, Sai`a, Sakury, no i przede wszystkim zespołu. Czy im się uda, czy będzie happy end tego opowiadania? A jednak przeceniali swoje siły? Jesteś tak nieprzewidywalna, że nie potrafię odgadnąć, co też wymyślisz.
Czytam to opowiadanie z największą przyjemnością i mam nadzieję, że - brzydko mówiąc - lubisz robić nam dobrze i znów nas czymś zaskoczysz.
Pozdrawiam Koko.

Sanu pisze...

Ostatnio byłam na tyle rozleniwiona, że dopiero teraz biorę się za pisanie komentarza.
Zaskoczyłaś mnie długością notki:) Wcześniej czytałam chyba połowę tego.
Ale do rzeczy. Bardzo podobała mi się rozmowa Kushiny z Naruto:) Była taka naturalna. Biedny chłopak, nie dość, ze matka po części odkryła przyczynę jego zachowania, to jeszcze wyjechała z Sakura:) No ale w sumie, to chyba jedyna koleżanka Naruto, którą zna, bo przecież Hinata już nie gra. Ciekawe co będzie, jak (lub raczej jeżeli)się dowie, że jej kochany syn ma słabość do innego chłopaka. Oby okazałą siętolerancyjna i z rozpaczy nie zaczęła pić na nowo. Coś w rodzaju wyrzutów sumienia, że za mało uwagi mu poświęcała itp:)
Itachi uchlał się tanim piwem... Moja pierwsza myśl była: to nie stać go na lepsze? Tanie piwo jest ohydne, pamiętam z czasów studiów:D Ale tak serio, to ciekawy sposób odwetu na Sasuke, tylko ma jeden minus: kac! Choć Itachi z tego co zauważyłam dość szybko doszedł do siebie.
Dobrze rozumiem, że Minato wróci do domu? Inaczej wydaje mi się, że uśmierciłabyś go, nie byłby zaginiony. Ja tam specjalnie nie przejmuję się postaciami drugoplanowymi i ich życiem nie związanym bezpośrednio z głównym wątkiem, ale np Kushina u ciebie jest świetnie wpasowana. Mam nadzieję, że jeżeli chcesz wprowadzić postać Minato, to również w taki sposób harmonijny.
Kiedy Naruto z Sasuke zaczęli siebić, już myślałam że Naruto wyjdzie, ale na szczęście tego nie zrobił. Fajnie, że pogodzili się ze sobą i doszło do czegoś tym razem z inicjatywy Naruto... Tylko... Tu zaczyna się coś, czego nie rozumiem. A konkretnie nie rozumiem zachowania Uzumakiego. Przypomina mi to trochę - wybacz, że to napisze - ale niezdecydowaną panienkę. Niby chce, ale nie jest pewny, boi się, w końcu coś robi a potem nie jest pewien tego co zrobił i dlaczego. A najbardziej rozwaliło mnie jego myśl: "Dlaczego Sasuke pozwala na to wszystko, co się między nimi działo?". Przecież Sasuke ewidentnie daje do zrozumienia, że tego chce, przecież sam to zaczął. Myslałam, że Naruto po pamiętnej wycieczce metrem trochę się ogarnął z uczuciami. Sam przecież wtedy uznał, że zachowuje się absurdalnie. Naprawdę, jego zachowanie w tym rozdziale pod koniec przypominało mi pensjonarkę.
Kurczę, tak to pisze i sie zastanawiam, czy się na mnie nie obrazisz. Ale chyba o to chodzi, żeby pisać co myślimy, nie?
Żeby nie było - rozdział uważam za naprawdę udany fabularnie (o stylistyce nie wspominam, bo u ciebie zawsze wygląda to świetnie). mam tylko nadzieję, że kiedyś pozwolisz bohaterom na trochę beztroski, no bo czy oni muszą sami sobie stwarzać jeszcze tyle problemów, skoro i tak ich życie to ciąg kłopotów z innymi:)
A zresztą, co ja piszę, to twoja fabuła i ty decydujesz, ja mogę tylko trochę pomarudzić. Widzisz, ja kocham humor w ff (Sai i pędzle w sklepie do dziś tkwią mi w głowie), i czasami zapominam, że moje preferencję niekoniecznie muszą się zgadzać z tym, czego chce autorka;) Ale dzięki temu twój ff jest o wiele bardziej wiarygodny niż np mój, w którym nie chce mi się zwyczajnie pisać o problemach:)

Dobra kończę ten wywód bez ładu i składu. Mam nadzieję, że na następny rozdział nie będzie trzeba tyle czasu czekać, ale jeżeli nawet to i tak poczekam:P

.Damessa! pisze...

Gomen, że komentarz dopiero teraz...
Muszę przyznać, że takiego obrotu akcji bym się nie spodziewała, a co mnie jeszcze bardziej cieczy!
Widzę, że wszystko rozwija się tak jak powinno.. tylko
ten biedny Sai zostanie jak palec :(( Znajdź mu jakiegoś milusiego Seme :D Z niecierpliwością czekam na next..
Czy byłabyś tak miła i poinformowała mnie o nowym rozdziale? Z góry arigatou : *

Anonimowy pisze...

Znalazłam chwile na skomentowanie.

Jestem szczęśliwa, że rozdział jest dłuższy- więcej miałam przyjemności^^

Ogólnie, podobają mi się relacje między chłopcami. Niepewność, przywiązanie,... są stworzeni dla siebie, kurcze są rewelacyjni! Po prostu wymiękłam przy kłótni- znaczy w momencie kiedy Uchiha obraził ojca Naruto. I ta historia Blondyna co się naprawdę stało z jego ojcem- smutne.

Itachi naprawdę wybrał najboleśniejszą z kar dla brata. W taki sposób odgrywać się, zaskoczona byłam. chociaż tak naprawdę Sasuke lepszy nie był. Też uderzył w czułe miejsce. Oboje przegięli.

Matka Naruto powraca do życia. Ciekawe jak to się potoczy, nawroty depresji? Poradzi sobie z normalnym życiem? Przecież tak długo żyła w "swoim własnym żalu". Podoba mi się, że nie zrobiłaś wielkiego słodkiego powrotu matki. Naruto ma żal, który prawdopodobnie będzie z nim do końca. Nic nie przewróci chwil kiedy musiał matką zajmować się, dzięki niej jest taki, a nie inny. Ona sprawiła, że ma taką mentalność i to dzięki niej zasmakował najgorszego od życia- odpowiedzialności. Trochę wcześnie musiał zacząć martwić się o sprawy, o których połowa normalnych dzieciaków nie ma.

Ciekawi mnie jak to wszystko potoczy się:) Uważam, że piszesz niesamowicie i jesteś mistrzynią w budowaniu relacji między postaciami, podziwiam cię. Twoje pomysły i fabuła są intrygujące, aż człowieka "skręca z ciekawości" co będzie dalej, czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.

PS: Przepraszam za chaotyczny komentarz i możliwe, że mogłam coś przekręcić, ale dawno czytałam rozdział, a że nie mogłam znaleźć czasu to teraz komentuje i mogłam po prostu coś przekręcić lub zapomnieć.

Życzę dużo weny:)

By Pazurek

Anonimowy pisze...

oooo tak, ona jest genialną osobą do rozładowywania problemów.

W którejś notce pisałaś że Kushina nie cierpi deszczowych dni bo właśnie w taki ojciec Naruto ich opuścił. To chodzi o wyruszenie na ta akcję?

shadowstar

Anonimowy pisze...

Dobra to tak.
Na początek chcę powiedzieć, że bardzo chcę czytać dalej i już nie mogę się doczekać, więc pisz, kobieto, pisz! ^^
Dwa: Coś mi w Twoim stylu... czegoś brakuje. Nie mogę zorientować się czego, mimo to opowaidanie jest świetne. Cóż, innymi słowy: Ćwicz! :)
Trzy: Podziwiam Cię za jedną rzecz - idealnie opisujesz uczucia bohaterów. Wielki plus za to :)
A cztery: Kiedy następny rozdział? ^-^
Pozdrawiam! :)
Zodiak